11 godzin(y) temu ✶
Emocje Helloise zdążyły opaść już, gdy zbliżył się do niej Samuel, lecz wciąż czuła pod skórą wszechobecne napięcie. Sprawy kumulowały się w niej, szukały uparcie ujścia — wyczerpujący okres pracy, Voldemort, spiski kowenowe za jej plecami i tuż pod jej nosem w Kniei. Pośpiech, bezlik niewiadomych, poruszanie się po grząskich gruntach — zachowanie równowagi stawało się wyzwaniem. Coraz częściej przy balansowaniu wokół tak wielu spraw powijała się kobiecie noga i dawała się ponieść emocjom.
Teraz spojrzała jednakże na Samuela ze zwyczajnym, beznamiętnym spokojem i skinęła głową.
— Ambrosia będzie musiała szukać tej pomocy w innym miejscu — odparła tylko powoli, dokładając do paczki dla wróżbitki świece. — Dziękuję ci. Zaraz przyjdę.
Gdy Samuel wyszedł, czarownica przysiadła ciężko na krześle. Z szuflady wyciągnęła nalewkę opiumową w butelce z ciemnego szkła. Obróciła ją w dłoniach, w zamyśleniu poszukując czegoś w sobie: potwierdzenia, że będzie w stanie wyjść z pracowni i zjeść drożdżówkę. Znalazła tylko nieznośne napięcie, kotłującą się ognistą złość czekającą na wybuch. Wiedźma testowo napinała w głowie niteczki swoich nerwów; czuła, że wystarczy im jedno źle dobrane słowo Samuela. Jedno słowo tej słodkiej, niewinnej istoty, a ona zapłonie.
Helloise sięgnęła po kubek, z którego sączyła wcześniej herbatę, odkorkowała butelkę i polała sobie wina zmieszanego z opium.
Na języku został jej gorzkawo-korzenny smak, na wargach bordowe zacieki. Pora na podwieczorek.
Teraz spojrzała jednakże na Samuela ze zwyczajnym, beznamiętnym spokojem i skinęła głową.
— Ambrosia będzie musiała szukać tej pomocy w innym miejscu — odparła tylko powoli, dokładając do paczki dla wróżbitki świece. — Dziękuję ci. Zaraz przyjdę.
Gdy Samuel wyszedł, czarownica przysiadła ciężko na krześle. Z szuflady wyciągnęła nalewkę opiumową w butelce z ciemnego szkła. Obróciła ją w dłoniach, w zamyśleniu poszukując czegoś w sobie: potwierdzenia, że będzie w stanie wyjść z pracowni i zjeść drożdżówkę. Znalazła tylko nieznośne napięcie, kotłującą się ognistą złość czekającą na wybuch. Wiedźma testowo napinała w głowie niteczki swoich nerwów; czuła, że wystarczy im jedno źle dobrane słowo Samuela. Jedno słowo tej słodkiej, niewinnej istoty, a ona zapłonie.
Helloise sięgnęła po kubek, z którego sączyła wcześniej herbatę, odkorkowała butelkę i polała sobie wina zmieszanego z opium.
Na języku został jej gorzkawo-korzenny smak, na wargach bordowe zacieki. Pora na podwieczorek.
dotknij trawy