• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[27 - 28.10.1972] We shall not speak of what happened in the shed

[27 - 28.10.1972] We shall not speak of what happened in the shed
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
Wczoraj, 14:29  ✶  
Z perspektywy czasu powinienem był przewidzieć, że jeżeli zbiorę z lasu kilka gatunków roślin, dołożę do tego gałęzie z cierniami, kawałki kory, mokre liście i wszystko to wrzucę razem do jednego jutowego worka, późniejsze wyciąganie tego na stół nie będzie szczególnie przyjemnym zajęciem - już przy pierwszej próbie rozdzielenia głogu od reszty wbiłem sobie kolec w opuszek palca, a kiedy odruchowo cofnąłem dłoń, zahaczyłem rękawem o kolejną gałązkę i zrzuciłem połowę przygotowanego materiału z blatu. Krew pojawiła się natychmiast, chociaż nie było jej wiele, za to sok z kilku rozgniecionych fragmentów owoców rozmazał mi się po palcach, zostawiając lepki, niekoniecznie ładnie pachnący ślad, którego nie mogłem się pozbyć nawet po przetarciu skóry szmatką. Im dłużej przy tym siedziałem, tym mniej przypominało to spokojne przygotowywanie materiałów, a coraz bardziej walkę z roślinnością, która najwyraźniej postanowiła odegrać się za to, że wyniosłem ją z lasu.
Po kilku minutach ignorowania ubrudzonych dłoni znowu wytarłem rękę w szmatę, która po pierwszym użyciu przestała nadawać się do czegokolwiek poza wyrzuceniem, po czym zabrałem się za kolejną gałązkę i niemal natychmiast poczułem coś pełznącego mi po przedramieniu - zatrzymałem się, spojrzałem w dół i zobaczyłem małego kleszcza, jeszcze nie napitego, który najwyraźniej uznał, że skoro trafił mu się całkiem smaczny kąsek o dużej powierzchni ssania, szkoda byłoby nie skorzystać. Złapałem go między paznokcie, zgniotłem i strąciłem na blat, po czym przez kilka chwil oglądałem ręce, szyję i kołnierz, sprawdzając, czy nie zabrałem ze sobą większej liczby pasażerów, oczywiście, samo sprawdzanie niewiele pomogło, bo od tego momentu swędziało mnie już absolutnie wszystko, chociaż doskonale wiedziałem, że większość tego swędzenia brała się zapewne z samej świadomości, że przed chwilą coś próbowało wgryźć mi się w skórę. W pewnym momencie zacząłem drapać się po przypadkowych miejscach na ciele, potem przypomniałem sobie, że drapanie po kontakcie z nieznanymi roślinami było świetnym sposobem na rozniesienie ich soków w miejsca, w które raczej nie chciałem tego robić, więc przestałem, żeby po chwili znowu zacząć, bo jasne - rozsądek miał swoje granice, natomiast swędzenie niekoniecznie je respektowało.
Mimo tego jeszcze odpuściłem, rozdzieliłem gałęzie na kilka mniej więcej sensownych stosów, wybrałem te, które nadawały się do podstawy, odsunąłem resztę i przetarłem materiały z największych zabrudzeń - nie było w tym żadnej elegancji ani szczególnej metody, raczej mozolne dochodzenie do stanu, w którym można było uznać, że przynajmniej wiedziałem, co właściwie miałem przed sobą i czy nadawało się do pracy - co jakiś czas wbijałem sobie kolejną drzazgę albo zahaczałem palcem o cierń, ale im bardziej ten przeklęty wieniec próbował mnie zniechęcić, tym bardziej osobiście zaczynałem traktować jego wykonanie. Prue chciała dekoracji, więc miała dostać dekorację, nawet jeśli po drodze miałem poświęcić temu trochę krwi, cierpliwości i godności.

rzemiosło ◉○○○○ - próbuję mieć wszystko mniej więcej posortowane i oczyszczone
Rzut O 1d100 - 48
Słaby sukces...


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2572)




Wiadomości w tym wątku
[27 - 28.10.1972] We shall not speak of what happened in the shed - przez Benjy Fenwick - Wczoraj, 13:10
RE: [27 - 28.10.1972] We shall not speak of what happened in the shed - przez Benjy Fenwick - Wczoraj, 14:29
RE: [27 - 28.10.1972] We shall not speak of what happened in the shed - przez Benjy Fenwick - Wczoraj, 14:43
RE: [27 - 28.10.1972] We shall not speak of what happened in the shed - przez Benjy Fenwick - Wczoraj, 15:29
RE: [27 - 28.10.1972] We shall not speak of what happened in the shed - przez Benjy Fenwick - Wczoraj, 17:08
RE: [27 - 28.10.1972] We shall not speak of what happened in the shed - przez Benjy Fenwick - 10 godzin(y) temu
RE: [27 - 28.10.1972] We shall not speak of what happened in the shed - przez Benjy Fenwick - 9 godzin(y) temu

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa