Wczoraj, 14:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 15:27 przez Benjy Fenwick.)
Wstępnie coś tam posortowałem, co prawda, bez przesadnego przywiązywania wagi do szczegółów, bo na tym etapie nie widziałem większego sensu w układaniu każdej gałązki według długości, grubości czy kąta, pod którym została przeze mnie obcięta z rośliny matecznej, ale byłem całkiem zadowolony z siebie. Grubsze kawałki odłożyłem na jedną stronę, cieńsze na drugą, głóg trafił osobno, podobnie leszczyna, borówka i kawałki kory, zaś wszystko, co wyglądało na zbyt wilgotne, nadłamane albo zwyczajnie nieprzydatne, bez sentymentu odsunąłem na bok. Kilka razy strzepnąłem z materiałów resztki mchu, liści i ziemi oraz jakiegoś niechcianego lokatora, którego przyniosłem na gapę, po czym uznałem, że na tę chwilę zrobiłem wystarczająco dużo. Materiał nie musiał przecież przejść kontroli jakości w Ministerstwie, miał jedynie nie zgnić, nie rozpaść się w dłoniach i nadawać się do przyczepienia do drzwi albo gdziekolwiek indziej, gdzie poniosłaby go moja ułańska fantazja, najważniejsze, iż w tej chwili spełniał wszystkie trzy warunki, więc mogłem z czystym sumieniem uznać sortowanie za względnie zakończone.
Nie zamierzałem spędzić całego popołudnia nad segregowaniem leśnych badyli, skoro i tak za chwilę miałem je ze sobą splatać i przycinać, ostatecznie cała sterta wyglądała już na tyle porządnie, że mogłem uznać etap przygotowawczy za względnie zakończony, a dalsze decyzje zostawić sobie na moment, kiedy rzeczywiście zacznę budować wieniec. Teraz wystarczyło przygotować podstawę, znaleźć odpowiedni sposób mocowania i nie spieprzyć tego na ostatnim etapie, przy czym byłem przekonany, iż z drutem, sznurkiem i kilkoma drobiazgami powinienem był sobie poradzić, gorzej przedstawiała się kwestia ostrokrzewu z ogrodu, bo zaczynało zmierzchać, a o tej porze roku szybko robiło się ciemno, ale skoro już miałem go pod ręką, nie mogłem odpuścić. Postanowiłem wyjść po kilka odpowiednich gałązek, zanim jeszcze zabrałem się za właściwe składanie całości w arcydzieło sakralne - skoro moja druga połówka chciała wieniec, dostanie wieniec - nie zamierzałem pozwolić, żeby brak światła pokonał mnie na etapie zbierania kilku liści, choćby nawet niewdzięcznie ostrych, bo i tak mnie już wszystko kłuło, szczypało i swędziało, więc nie mogło być dużo gorzej. Słynne „ostatnie słowa”…?
percepcja ◉◉◉○○ - do poszukiwań
Nie zamierzałem spędzić całego popołudnia nad segregowaniem leśnych badyli, skoro i tak za chwilę miałem je ze sobą splatać i przycinać, ostatecznie cała sterta wyglądała już na tyle porządnie, że mogłem uznać etap przygotowawczy za względnie zakończony, a dalsze decyzje zostawić sobie na moment, kiedy rzeczywiście zacznę budować wieniec. Teraz wystarczyło przygotować podstawę, znaleźć odpowiedni sposób mocowania i nie spieprzyć tego na ostatnim etapie, przy czym byłem przekonany, iż z drutem, sznurkiem i kilkoma drobiazgami powinienem był sobie poradzić, gorzej przedstawiała się kwestia ostrokrzewu z ogrodu, bo zaczynało zmierzchać, a o tej porze roku szybko robiło się ciemno, ale skoro już miałem go pod ręką, nie mogłem odpuścić. Postanowiłem wyjść po kilka odpowiednich gałązek, zanim jeszcze zabrałem się za właściwe składanie całości w arcydzieło sakralne - skoro moja druga połówka chciała wieniec, dostanie wieniec - nie zamierzałem pozwolić, żeby brak światła pokonał mnie na etapie zbierania kilku liści, choćby nawet niewdzięcznie ostrych, bo i tak mnie już wszystko kłuło, szczypało i swędziało, więc nie mogło być dużo gorzej. Słynne „ostatnie słowa”…?
percepcja ◉◉◉○○ - do poszukiwań
Rzut Z 1d100 - 45
Słaby sukces...
Słaby sukces...
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)