16.09.2026, 15:29 ✶
Wyszedłem z szopy, z różdżką wsuniętą w rękaw grubego swetra, abym mógł ją łatwo wysunąć między palce, po czym praktycznie od razu przekonałem się, że najwyraźniej zbyt optymistycznie oceniłem ilość światła, jaka została mi jeszcze do dyspozycji - domknąłem za sobą drzwi i odruchowo spojrzałem w stronę nieba, dopiero wtedy orientując się, że przez to całe grzebanie przy gałęziach i porządkowanie materiałów zmierzch zdążył przeistoczyć w całkiem konkretny wieczór, właściwie nawet w całkiem ciemną noc, zwłaszcza po tej stronie ogrodu. Od strony ulicy było znacznie lepiej, tam latarnie i światła z sąsiednich posesji robiły swoje, ale szeroki trawnik rozpościerający się za domem zawsze pozostawał trochę bardziej podatny na zaciemnienie, natomiast dzisiaj dodatkowo niebo zasnuło się ciężkimi chmurami, więc nawet księżyc nie kwapił się, żeby ułatwić mi robotę.
Oczywiście, mogłem posłużyć się zaklęciem, „lumos” byłby tu nawet całkiem wskazane, lecz okoliczne wysokie nasadzenia drzew i krzewów straciły już większość liści, przez co nie mogłem być całkowicie pewien, czy nie byłem obserwowany przez kogoś, kto nie byłby moją żoną - teoretycznie Ellie z pewnością bardzo dbała o swoją prywatność, gdy tu jeszcze mieszkała, działka była długa i szeroka, ale do tego momentu nigdy przedtem nie pomyślałem o tym, aby upewnić się, ile z naszego ogrodu było tak naprawdę widoczne dla niepowołanych, mugolskich oczu. Sąsiedzi byli wystarczająco blisko, żebym wolał nie robić im darmowego przedstawienia, szczególnie że z moim aktualnym szczęściem ktoś akurat wyjrzałby przez okno dokładnie w chwili, kiedy stałbym z różdżką w jednej ręce i z nożem w drugiej.
Ostrokrzew powinien był rosnąć gdzieś przy tylnej części ogrodu, tylko że przy tym świetle każda ciemnozielona plama zaczynała wyglądać podejrzanie podobnie, przeszedłem zatem kawałek wzdłuż rabaty, próbując wypatrzyć charakterystyczne, ząbkowane liście, aż w końcu uznałem, że dalsze udawanie botanika, zwłaszcza po ciemku nie miało większego sensu. Wsadziłem różdżkę między palce, wymamrotałem formułę zaklęcia, trochę osłaniając dłonią rzucane światło i zacząłem szukać, być może nadal odrobinę na rympał, przesuwając dłonią po gałęziach i macając to, co wydawało mi się właściwym krzewem. Raz trafiłem na różę i natychmiast cofnąłem rękę, przeklinając pod nosem, drugim razem złapałem za zupełnie niewłaściwą gałąź, która okazała się zwykłym berberysem, tylko bardziej rozłożystym, dopiero po chwili poczułem pod palcami znajome, twarde liście z ostrymi zakończeniami, a gdy na nie poświeciłem…
wop ◉◉○○○ - jak dobrze znam się na ogrodnictwie?
Oczywiście, mogłem posłużyć się zaklęciem, „lumos” byłby tu nawet całkiem wskazane, lecz okoliczne wysokie nasadzenia drzew i krzewów straciły już większość liści, przez co nie mogłem być całkowicie pewien, czy nie byłem obserwowany przez kogoś, kto nie byłby moją żoną - teoretycznie Ellie z pewnością bardzo dbała o swoją prywatność, gdy tu jeszcze mieszkała, działka była długa i szeroka, ale do tego momentu nigdy przedtem nie pomyślałem o tym, aby upewnić się, ile z naszego ogrodu było tak naprawdę widoczne dla niepowołanych, mugolskich oczu. Sąsiedzi byli wystarczająco blisko, żebym wolał nie robić im darmowego przedstawienia, szczególnie że z moim aktualnym szczęściem ktoś akurat wyjrzałby przez okno dokładnie w chwili, kiedy stałbym z różdżką w jednej ręce i z nożem w drugiej.
Ostrokrzew powinien był rosnąć gdzieś przy tylnej części ogrodu, tylko że przy tym świetle każda ciemnozielona plama zaczynała wyglądać podejrzanie podobnie, przeszedłem zatem kawałek wzdłuż rabaty, próbując wypatrzyć charakterystyczne, ząbkowane liście, aż w końcu uznałem, że dalsze udawanie botanika, zwłaszcza po ciemku nie miało większego sensu. Wsadziłem różdżkę między palce, wymamrotałem formułę zaklęcia, trochę osłaniając dłonią rzucane światło i zacząłem szukać, być może nadal odrobinę na rympał, przesuwając dłonią po gałęziach i macając to, co wydawało mi się właściwym krzewem. Raz trafiłem na różę i natychmiast cofnąłem rękę, przeklinając pod nosem, drugim razem złapałem za zupełnie niewłaściwą gałąź, która okazała się zwykłym berberysem, tylko bardziej rozłożystym, dopiero po chwili poczułem pod palcami znajome, twarde liście z ostrymi zakończeniami, a gdy na nie poświeciłem…
wop ◉◉○○○ - jak dobrze znam się na ogrodnictwie?
Rzut N 1d100 - 96
Sukces!
Sukces!
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)