8 godzin(y) temu ✶
Przez chwilę naprawdę wydawało mi się, że wyszło mi to całkiem nieźle - oparłem przedramiona o stół i przyjrzałem się podstawie z pewnego dystansu, przekręcając ją jeszcze kawałek, żeby zobaczyć, jak układała się z drugiej strony - długi, gęsty warkocz z gałęzi miał odpowiednią masę, zachowywał elastyczność i, co najważniejsze, nie wyglądał już jak brutalistyczna wariacja na temat darów natury związana sznurkiem przez faceta, któremu żona weszła na ambicję. Był nierówny, ale w kontrolowany sposób, miał wystarczająco dużo naturalnych odrostów, żebym mógł później wsunąć pomiędzy nie głóg, ostrokrzew, borówkę i fragmenty brzozy, poza tym wydawało mi się, iż miał się dać bez większego problemu zwinąć w szerokie koło, co niewątpliwie było pokrzepiającym wnioskiem. Pomyślałem nawet, że może rzeczywiście miałem do tego rękę, co było myślą krzepiącą, acz niebezpieczną, ponieważ zwykle właśnie wtedy rzeczy postanawiały udowodnić mi, że przedwcześnie się cieszyłem.
Najpierw usłyszałem ciche trzasknięcie… Zamarłem z dłońmi wciąż opartymi o stół, po czym natychmiast spojrzałem na podstawę, próbując ustalić, skąd dochodził dźwięk. Przez kilka sekund nic się nie działo, więc uznałem, że to jakaś z cieńszych gałązek po prostu naprężyła się pod wpływem wyginania i sięgnąłem po sznurek, żeby poprawić jedno z wiązań, wtedy cała konstrukcja nagle puściła dokładnie w miejscu, które przed chwilą uważałem za najlepiej zabezpieczone. Nie rozpadła się całkowicie, na szczęście, ale środkowa część wygięła się gwałtownie, kilka gałęzi wyskoczyło z przeplatania, zaś jeden z końców z impetem odbił się od blatu, niemal strzelił mi w oko i zrzucił na podłogę garść przygotowanego wcześniej materiału - przez moment patrzyłem na to w absolutnej ciszy, z kawałkiem sznurka zwisającym mi z palców, potem podniosłem jedną z gałęzi, obejrzałem pęknięcie i powoli wypuściłem powietrze nosem. „No dobrze”, może jednak nie było jeszcze tak „spoko”, jak przed chwilą mi się wydawało, ale można to było poprawić - prawda…
Prawda?
rzemiosło ◉○○○○ - poprawka błędu
Najpierw usłyszałem ciche trzasknięcie… Zamarłem z dłońmi wciąż opartymi o stół, po czym natychmiast spojrzałem na podstawę, próbując ustalić, skąd dochodził dźwięk. Przez kilka sekund nic się nie działo, więc uznałem, że to jakaś z cieńszych gałązek po prostu naprężyła się pod wpływem wyginania i sięgnąłem po sznurek, żeby poprawić jedno z wiązań, wtedy cała konstrukcja nagle puściła dokładnie w miejscu, które przed chwilą uważałem za najlepiej zabezpieczone. Nie rozpadła się całkowicie, na szczęście, ale środkowa część wygięła się gwałtownie, kilka gałęzi wyskoczyło z przeplatania, zaś jeden z końców z impetem odbił się od blatu, niemal strzelił mi w oko i zrzucił na podłogę garść przygotowanego wcześniej materiału - przez moment patrzyłem na to w absolutnej ciszy, z kawałkiem sznurka zwisającym mi z palców, potem podniosłem jedną z gałęzi, obejrzałem pęknięcie i powoli wypuściłem powietrze nosem. „No dobrze”, może jednak nie było jeszcze tak „spoko”, jak przed chwilą mi się wydawało, ale można to było poprawić - prawda…
Prawda?
rzemiosło ◉○○○○ - poprawka błędu
Rzut O 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)