Wczoraj, 23:08 ✶
Pentagram rzeczywiście mi wyszedł, chociaż jego powstanie kosztowało mnie znacznie więcej drutu, sznurka i cierpliwości, niż zakładałem na początku. Ostatecznie rzeczywiście przypominał zakładany kształt, co uznałem za całkiem istotny sukces, biorąc pod uwagę, że jeszcze niedawno miałem na stole coś, co groziło mi rozpadem już pod samym ciężarem mojego spojrzenia - każdy z pięciu wierzchołków trzymał się na swoim miejscu, skrzyżowania były odpowiednio wzmocnione drutem, natomiast dodatkowe przeplecenia z cieńszych gałązek sprawiały, że całość nie sprawiała wrażenia czegoś, co przy pierwszym mocniejszym przeciągu mogło rozlecieć się po werandzie. Nie zamierzałem więcej przy nim kombinować, bo nauczyłem się z wątpliwej praktyki nabranej przed Mabon, że istniał taki moment podczas robótek ręcznych, kiedy dalsze poprawki przestawały być poprawkami, a zaczynały być proszeniem się o katastrofę, sięgnąłem więc po przygotowane wcześniej materiały i zacząłem rozmieszczać je na konstrukcji, najpierw bez mocowania, żeby zobaczyć, co gdzie właściwie pasowało, starając się zachować pewną równowagę pomiędzy porządkiem a kontrolowanym bałaganem.
W końcu dotarłem do najdelikatniejszego materiału… Odłożyłem ostrożnie drut, wziąłem korę i przez chwilę obracałem ją w palcach, oglądając jej poskręcane krawędzie, ciemniejsze przebarwienia i te cienkie, naturalne linie, które wcześniej zwróciły moją uwagę - sama w sobie wyglądała świetnie, problem polegał na tym, że nie chciałem zwyczajnie przywiązać jej do jednego z ramion - była zbyt ciekawa, żeby potraktować ją jak kolejny kawałek wypełnienia. Przyłożyłem element do kilku miejsc, sprawdziłem, jak wyglądał na tle głogu, potem przesunąłem go bliżej środka i zmrużyłem oczy.
„Hmmm. Może by tak…”
Zacząłem oglądać zdobycz od wewnętrznej strony, tym razem nie zastanawiając się już, gdzie ją przywiązać, tylko co właściwie mógłbym z tym zrobić - położyłem korę z powrotem na stole, sięgnąłem po ołówek i zacząłem zaznaczać na jej powierzchni pierwsze linie, ostrożnie omijając naturalne pęknięcia - jeśli miałem rację, ten kawałek nie musiał być zaledwie zwykłym dodatkiem…
rzemiosło ◉○○○○ - komponuję wieniec już z ozdobami
W końcu dotarłem do najdelikatniejszego materiału… Odłożyłem ostrożnie drut, wziąłem korę i przez chwilę obracałem ją w palcach, oglądając jej poskręcane krawędzie, ciemniejsze przebarwienia i te cienkie, naturalne linie, które wcześniej zwróciły moją uwagę - sama w sobie wyglądała świetnie, problem polegał na tym, że nie chciałem zwyczajnie przywiązać jej do jednego z ramion - była zbyt ciekawa, żeby potraktować ją jak kolejny kawałek wypełnienia. Przyłożyłem element do kilku miejsc, sprawdziłem, jak wyglądał na tle głogu, potem przesunąłem go bliżej środka i zmrużyłem oczy.
„Hmmm. Może by tak…”
Zacząłem oglądać zdobycz od wewnętrznej strony, tym razem nie zastanawiając się już, gdzie ją przywiązać, tylko co właściwie mógłbym z tym zrobić - położyłem korę z powrotem na stole, sięgnąłem po ołówek i zacząłem zaznaczać na jej powierzchni pierwsze linie, ostrożnie omijając naturalne pęknięcia - jeśli miałem rację, ten kawałek nie musiał być zaledwie zwykłym dodatkiem…
rzemiosło ◉○○○○ - komponuję wieniec już z ozdobami
Rzut O 1d100 - 42
Akcja nieudana
Akcja nieudana
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)