9 godzin(y) temu ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 9 godzin(y) temu przez Sebastian Macmillan.)
— Mieszkałem tam do niedawna — skomentował powoli Macmillan, jakby zastanawiał się, jak w sumie powinien skomentować decyzję czarownicy. Nokturn nie cieszył się dobrą sławą, ale przynajmniej był na powierzchni, co w porównaniu z mitycznymi Podziemnymi Ścieżkami i tak było sporym plusem. — Aczkolwiek polecam trzymać głowę nisko i nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi, jeśli możesz tego uniknąć. Niektórzy mieszkańcy są… problematyczni.
Nawet on, pomimo przynależności do kowenu musiał na siebie uważać. I nawet jeśli nie kręcił się bez potrzeby po ślepych uliczkach w poszukiwaniu wrażeń, to i tak zdarzało mu się wpaść na gości, którzy byli gotowi narobić mu problemów. Pył ze Spalonej Nocy przynajmniej przed tym mnie uchronił, skomentował bezgłośnie Sebastian. Obecnie jego lokum nie nadawało się do stałego zamieszkania, a przynajmniej nie kogoś takiego jak on. W duchu liczył, że odprawienie paru modłów ochronnych sprawi, że sytuacja się polepszy, ale… W sumie, to już zaczął się przyzwyczajać do swojej celi w kwaterze głównej kowenu.
— Doceniam twoją pasję, Urd, ale nie możemy kompletnie zrezygnować z młodej krwi. Zdecydowanie zbyt często widziałem, do czego może doprowadzić demencja u egzorcystów, którzy wyrobili sobie w departamencie zbyt mocną renomę.
Wiedza i doświadczenie starszych egzorcystów i przywoływaczy było nieocenione, ale ze względów bezpieczeństwa nie powinno im się pozwalać na wszystko. Macmillan do tej pory wzdrygał się na myśl, ilekroć przypominał sobie o repozytorium nieodprawionych duchów zamkniętych w swoich pojemnikach na strychu zmarłego egzorcysty na emeryturze. Jemu też się pewnie wydawało, że ”jeszcze znajdzie czas” na odprawienie tych dusz na drugą stronę.
— Las jest… — zaczął mężczyzna, jednak zaraz przerwą. — Albo nieważne. Zaczynam się obawiać, że nawet jak wytłumaczę wszystkie potencjalne niebezpieczeństwa związane z tym miejscem, to z jakiegoś powodu dodatkowo cię to zmotywuje do tego, żeby jednak się tam zakraść.
Matko przebacz mi tę podejrzliwość, pomodlił się krótko w myślach.
— Dąb. Zapewne klasyczny, chociaż jestem tylko w stanie domniemywać. Drzewoznawstwo jest poza moim kręgiem zainteresowań — odparł z poważną miną Sebastian. — Podczas ataku Śmierciożerców w lesie zerwała się wielka wichura. Według świadków niektórych ludzi dosłownie wywiało z Polany Ognisk. Wolontariusze i służby bezpieczeństwa przez następne dni znajdowali rannych i martwe ciała po tym… kataklizmie. — Skrzywił się lekko na wspomnienie o pierwszych doniesieniach na temat tegorocznego Beltane. — W każdym razie… Przez tą wichurę w centrum polany wylądował dąb. Tylko, że korzeniami do góry. To drzewo… Jest bezbożne. Nie podoba mi się.
A potem jak na zawołanie zapadła cisza. Sebastian przeżegnał się mimowolnie i poklepał od razu po kieszeniach, co by upewnić się, że na pewno zabrał ze sobą zapas pojemników. Było ich sporo. Drugie tyle miał w torbie, bo trudno było przewidzieć, na ile cała ta sytuacja eskaluje, skoro Ministerstwo Magii zdecydowało się posłać tutaj całe zespoły specjalistów.
— Mhm, nawet widzę jednego — wyszeptał, poprawiając szalik i celując palcem w stronę krzewów znajdujących się kilka metrów dalej. — W sumie to nawet... Ich.
Między dwoma krzakami znajdowały się dwie na wpół przezroczyste sylwetki. Podeszłego mężczyzny o długich, najprawdopodobniej siwych włosach odzianego w elegancką szatę wyjściową i wymachującego widmową laską przed twarzą drugiego ducha - znacznie młodszej, może trzydziestoletniej kobiety. Macmillan przekrzywił głowę. Wprawdzie z tej odległości mało co mogli usłyszeć, ale z daleka wyglądało to przynajmniej jak kłótnia. Miejmy nadzieję, że nie kochanków, pomyślał, a gdy tylko ta myśl pojawiła się w jego głowie, momentalnie poczuł potrzebę przeżegnania się.
Nawet on, pomimo przynależności do kowenu musiał na siebie uważać. I nawet jeśli nie kręcił się bez potrzeby po ślepych uliczkach w poszukiwaniu wrażeń, to i tak zdarzało mu się wpaść na gości, którzy byli gotowi narobić mu problemów. Pył ze Spalonej Nocy przynajmniej przed tym mnie uchronił, skomentował bezgłośnie Sebastian. Obecnie jego lokum nie nadawało się do stałego zamieszkania, a przynajmniej nie kogoś takiego jak on. W duchu liczył, że odprawienie paru modłów ochronnych sprawi, że sytuacja się polepszy, ale… W sumie, to już zaczął się przyzwyczajać do swojej celi w kwaterze głównej kowenu.
— Doceniam twoją pasję, Urd, ale nie możemy kompletnie zrezygnować z młodej krwi. Zdecydowanie zbyt często widziałem, do czego może doprowadzić demencja u egzorcystów, którzy wyrobili sobie w departamencie zbyt mocną renomę.
Wiedza i doświadczenie starszych egzorcystów i przywoływaczy było nieocenione, ale ze względów bezpieczeństwa nie powinno im się pozwalać na wszystko. Macmillan do tej pory wzdrygał się na myśl, ilekroć przypominał sobie o repozytorium nieodprawionych duchów zamkniętych w swoich pojemnikach na strychu zmarłego egzorcysty na emeryturze. Jemu też się pewnie wydawało, że ”jeszcze znajdzie czas” na odprawienie tych dusz na drugą stronę.
— Las jest… — zaczął mężczyzna, jednak zaraz przerwą. — Albo nieważne. Zaczynam się obawiać, że nawet jak wytłumaczę wszystkie potencjalne niebezpieczeństwa związane z tym miejscem, to z jakiegoś powodu dodatkowo cię to zmotywuje do tego, żeby jednak się tam zakraść.
Matko przebacz mi tę podejrzliwość, pomodlił się krótko w myślach.
— Dąb. Zapewne klasyczny, chociaż jestem tylko w stanie domniemywać. Drzewoznawstwo jest poza moim kręgiem zainteresowań — odparł z poważną miną Sebastian. — Podczas ataku Śmierciożerców w lesie zerwała się wielka wichura. Według świadków niektórych ludzi dosłownie wywiało z Polany Ognisk. Wolontariusze i służby bezpieczeństwa przez następne dni znajdowali rannych i martwe ciała po tym… kataklizmie. — Skrzywił się lekko na wspomnienie o pierwszych doniesieniach na temat tegorocznego Beltane. — W każdym razie… Przez tą wichurę w centrum polany wylądował dąb. Tylko, że korzeniami do góry. To drzewo… Jest bezbożne. Nie podoba mi się.
A potem jak na zawołanie zapadła cisza. Sebastian przeżegnał się mimowolnie i poklepał od razu po kieszeniach, co by upewnić się, że na pewno zabrał ze sobą zapas pojemników. Było ich sporo. Drugie tyle miał w torbie, bo trudno było przewidzieć, na ile cała ta sytuacja eskaluje, skoro Ministerstwo Magii zdecydowało się posłać tutaj całe zespoły specjalistów.
— Mhm, nawet widzę jednego — wyszeptał, poprawiając szalik i celując palcem w stronę krzewów znajdujących się kilka metrów dalej. — W sumie to nawet... Ich.
Między dwoma krzakami znajdowały się dwie na wpół przezroczyste sylwetki. Podeszłego mężczyzny o długich, najprawdopodobniej siwych włosach odzianego w elegancką szatę wyjściową i wymachującego widmową laską przed twarzą drugiego ducha - znacznie młodszej, może trzydziestoletniej kobiety. Macmillan przekrzywił głowę. Wprawdzie z tej odległości mało co mogli usłyszeć, ale z daleka wyglądało to przynajmniej jak kłótnia. Miejmy nadzieję, że nie kochanków, pomyślał, a gdy tylko ta myśl pojawiła się w jego głowie, momentalnie poczuł potrzebę przeżegnania się.