1 godzinę temu ✶
Zaprzeczyła propozycji mleka nieznacznym uniesieniem dłoni i pokręceniem głową. W geście zawarła dość miękkości by był w wyrazie możliwie blisko wdzięcznej odmowy. Delikatnym skinieniem podziękowała za filiżankę. położyła dłoń na stoliku tak by czubkami palców pogładzić szybko rozgrzewającą się powierzchnię naczynia.
Spojrzeniem podążała za rozmówczynią w trakcie jej odpowiedzi. Delikatnie się uśmiechając miała ten typowy dla siebie wyraz uprzejmego zainteresowania.
Otrzymawszy zgodę sięgnęła ręką do kieszeni szaty wyjmując z niej na chwilę różdżkę. Delikatnym skinieniem drzewca sprawiła, że fajka wykonując powolny obrót wysunęła się z dłoni. Równocześnie pojawiła się, mozolnie sunące ku niej niezbędnik i tabakiera. Wszystkie przedmioty zaczęły płynnie orbitować dokoła wzniesionej różdżki.
- Pieczętowanie to rzecz powracająca. Dziwnym zbiegiem okoliczność zawsze majaczy na horyzoncie coś ciekawszego. - Odrobina tytoniu przefrunęła do komina fajki akuratnie kiedy ich orbity się przecięły. - Z żalem stwierdzam, że artykuły na ten temat musiały umknąć mojej uwadze. - Nutka żalu w głosie wydawała się szczera. - Z przyjemnością nadrobię przy najbliższej okazji. - Niezbędnik z delikatnym chrzęstem metalu rozczapierzył się i złożył ponownie zostawiając wysunięty ubijacz. - Niestety na własną szkodę uparły się atakować. Jedno na pewno, odnośnie drugiego nie jestem pewna. - Ceolsige nie śpieszyła się z dotarciem do sedna. Cierpliwie lawirowała w powietrzu elementami. - Nie nazwałabym ich bestiami. Potwory wydają się najbardziej odpowiednim określeniem. Pierwszy jest mało istotny a jego natura wydaje się być powiązana z limbo i morzem. - Uszykowana fajka swobodnie wsunęła się w wysuniętą dłoń. Pozostałe elementy odnalazły swoje miejsce w kieszeni spódnicy. - Nie wydaje się on jednak istotny dla naszego spotkania. - Ustnik ciemnej fajki zniknął między wargami. Ostatni gest różdżki przywołał w kominie delikatny żar, nim drzewce trafiło ponownie do kieszeni spódnicy. Ceolsige powoli zaciągnęła się smakiem i zapachem dymu. Jeden łyk, który następnie zamieniła wydechem i idealne kółeczko. - Drugiego natomiast spotkałam w Itali. Kurort prowadzony przez rodzinę McGonagall. - Jej poza była wyraźniej odprężona chociaż spojrzenie nabrało rzeczowego, ostrego wyrazu. Wypowiedź delikatnie przyśpieszyła tracąc nieco melodyjność głosu na rzecz bardziej wyrównanego wyrazu sugerującego, że dotarły do właściwego punktu rozmowy. - I to stworzenie, a raczej okoliczności jej powstania i zachowania w istnieniu stały się zagadką, której wątły trop sprowadził mnie do Ciebie. - Zaciągnęła się jeszcze jednym łykiem tytoniu nim odsunęła fajkę i oparła dłoń o krawędź stolika, tuż obok filiżanki z herbatą. - Wycieczka do Lamezia Terme okazała się bardziej ekscytująca niż zakładała. Oczywiście kurort powstał na ruinach dawnej szkoły magii, zniszczonej w wyniku kataklizmu przed stuleciami. Podania mówią dodatkowo, że był to także grobowiec mitycznej Ligei. Na bazie tego mitu kurort od lat szczycił się występami rewii syren. Były to czarodziejki korzystające z dziedzictwa rodzinnych umiejętności. Urokliwe i warte zobaczenia. Nie mniej pewna zjawa zdawała się wiedzieć więcej o tych przypadłościach. W podziemiach, pod podziemiami dawnej szkoły, w głębi jaskiń była grota. W tej grocie ołtarz a na nim. - Zawiesiła głos na chwilę. By kontynuować w wyraźnie miększym, bardziej współczującym tonie. - Groteskowo zdeformowane, nieumarłe monstrum stworzone z przemienionych ciał i dusz członkiń rodziny McGonagall. Hybryda łącząca w sobie ciała czterech istot na obraz wielogłowej i wielopłetwej syreny, przykuta do ołtarza. Uwięzione dusze pchane przymusem lub szaleństwem nuciły pieśń na chwałę martwej Ligeii. - Uniosła powoli dłoń z fajką do ust by wraz z tchem zaczerpnąć dymu i dać chwilę odetchnąć uszkodzonym żebrom. - Udało nam się ocalić najświeższą ofiarę, której duch jeszcze zachował resztkę świadomości. Pozostałe były od dawna martwe a ich dusze opuściły ciała jak tylko magia spajająca istotę została rozproszona. Magia ta powiązana była z runicznym łańcuchem, który zadawał się próbować porwać okoliczne kobiety lub śpiewaków i spętać je z istotą. Nie sprawdziliśmy na ile był zdolny tego dokonać z ludźmi niezwiązanymi z rodziną McGonagall. Jedną z ofiar można było zidentyfikować. Pokrewieństwo pozostałych oparliśmy na wizjach bardzo utalentowanego i doświadczonego wieszcza. - Zamilkła zagryzając delikatnie ustnik fajki w zębach. Poszperała w torbie i wyjęła z niej niewielki, wiązany notes. Otwierając go na czerwonej zakładce rozłożyła na stoliku. Na kremowej kartce czarnym rysikiem nakreślone były rzędy run z naszkicowanymi poniżej ogniwami łańcucha sugerującymi ich położenie. Ponownie chwyciła fajkę i wypuszczając kolejne kółku kontynuowała. - Tradycyjnie co trzecia zamieniona jest miejscem z poprzednią na wszelki wypadek. Nie udało nam się całości odczytać toteż ciekawa jestem twojej ekspertyzy. Duch wspominał ofiarom coś o naszyjniku zwanym Emerald Siren of the Tides, który rzekomo może wskazywać miejsce spoczynku martwej Ligeii. Jak wiec widzisz trop jest bardzo rozmyty i wątpię bym mogła znaleźć odpowiedź na nią u tylko jednego źródła. - Sięgnęła po filiżankę. Nagle jednak przerwała wznoszenie ją do ust jakby przypominając sobie o czymś. - To już może być moje wrażenie tylko. Efekt jednak w swej naturze przypominał w pewnym zakresie efekty zbliżone do klątwy Maledictusa. Zdaje się, że kurort był popularny wśród ofiar tej przypadłości jako miejsce wytchnienia.
Zakończyła wypowiedź i wzięła niewielki łyk herbaty. Smakowała go z wyraźną przyjemnością, spoglądając w lekko falujący złotawy płyn. - Doskonała herbata.
Spojrzeniem podążała za rozmówczynią w trakcie jej odpowiedzi. Delikatnie się uśmiechając miała ten typowy dla siebie wyraz uprzejmego zainteresowania.
Otrzymawszy zgodę sięgnęła ręką do kieszeni szaty wyjmując z niej na chwilę różdżkę. Delikatnym skinieniem drzewca sprawiła, że fajka wykonując powolny obrót wysunęła się z dłoni. Równocześnie pojawiła się, mozolnie sunące ku niej niezbędnik i tabakiera. Wszystkie przedmioty zaczęły płynnie orbitować dokoła wzniesionej różdżki.
- Pieczętowanie to rzecz powracająca. Dziwnym zbiegiem okoliczność zawsze majaczy na horyzoncie coś ciekawszego. - Odrobina tytoniu przefrunęła do komina fajki akuratnie kiedy ich orbity się przecięły. - Z żalem stwierdzam, że artykuły na ten temat musiały umknąć mojej uwadze. - Nutka żalu w głosie wydawała się szczera. - Z przyjemnością nadrobię przy najbliższej okazji. - Niezbędnik z delikatnym chrzęstem metalu rozczapierzył się i złożył ponownie zostawiając wysunięty ubijacz. - Niestety na własną szkodę uparły się atakować. Jedno na pewno, odnośnie drugiego nie jestem pewna. - Ceolsige nie śpieszyła się z dotarciem do sedna. Cierpliwie lawirowała w powietrzu elementami. - Nie nazwałabym ich bestiami. Potwory wydają się najbardziej odpowiednim określeniem. Pierwszy jest mało istotny a jego natura wydaje się być powiązana z limbo i morzem. - Uszykowana fajka swobodnie wsunęła się w wysuniętą dłoń. Pozostałe elementy odnalazły swoje miejsce w kieszeni spódnicy. - Nie wydaje się on jednak istotny dla naszego spotkania. - Ustnik ciemnej fajki zniknął między wargami. Ostatni gest różdżki przywołał w kominie delikatny żar, nim drzewce trafiło ponownie do kieszeni spódnicy. Ceolsige powoli zaciągnęła się smakiem i zapachem dymu. Jeden łyk, który następnie zamieniła wydechem i idealne kółeczko. - Drugiego natomiast spotkałam w Itali. Kurort prowadzony przez rodzinę McGonagall. - Jej poza była wyraźniej odprężona chociaż spojrzenie nabrało rzeczowego, ostrego wyrazu. Wypowiedź delikatnie przyśpieszyła tracąc nieco melodyjność głosu na rzecz bardziej wyrównanego wyrazu sugerującego, że dotarły do właściwego punktu rozmowy. - I to stworzenie, a raczej okoliczności jej powstania i zachowania w istnieniu stały się zagadką, której wątły trop sprowadził mnie do Ciebie. - Zaciągnęła się jeszcze jednym łykiem tytoniu nim odsunęła fajkę i oparła dłoń o krawędź stolika, tuż obok filiżanki z herbatą. - Wycieczka do Lamezia Terme okazała się bardziej ekscytująca niż zakładała. Oczywiście kurort powstał na ruinach dawnej szkoły magii, zniszczonej w wyniku kataklizmu przed stuleciami. Podania mówią dodatkowo, że był to także grobowiec mitycznej Ligei. Na bazie tego mitu kurort od lat szczycił się występami rewii syren. Były to czarodziejki korzystające z dziedzictwa rodzinnych umiejętności. Urokliwe i warte zobaczenia. Nie mniej pewna zjawa zdawała się wiedzieć więcej o tych przypadłościach. W podziemiach, pod podziemiami dawnej szkoły, w głębi jaskiń była grota. W tej grocie ołtarz a na nim. - Zawiesiła głos na chwilę. By kontynuować w wyraźnie miększym, bardziej współczującym tonie. - Groteskowo zdeformowane, nieumarłe monstrum stworzone z przemienionych ciał i dusz członkiń rodziny McGonagall. Hybryda łącząca w sobie ciała czterech istot na obraz wielogłowej i wielopłetwej syreny, przykuta do ołtarza. Uwięzione dusze pchane przymusem lub szaleństwem nuciły pieśń na chwałę martwej Ligeii. - Uniosła powoli dłoń z fajką do ust by wraz z tchem zaczerpnąć dymu i dać chwilę odetchnąć uszkodzonym żebrom. - Udało nam się ocalić najświeższą ofiarę, której duch jeszcze zachował resztkę świadomości. Pozostałe były od dawna martwe a ich dusze opuściły ciała jak tylko magia spajająca istotę została rozproszona. Magia ta powiązana była z runicznym łańcuchem, który zadawał się próbować porwać okoliczne kobiety lub śpiewaków i spętać je z istotą. Nie sprawdziliśmy na ile był zdolny tego dokonać z ludźmi niezwiązanymi z rodziną McGonagall. Jedną z ofiar można było zidentyfikować. Pokrewieństwo pozostałych oparliśmy na wizjach bardzo utalentowanego i doświadczonego wieszcza. - Zamilkła zagryzając delikatnie ustnik fajki w zębach. Poszperała w torbie i wyjęła z niej niewielki, wiązany notes. Otwierając go na czerwonej zakładce rozłożyła na stoliku. Na kremowej kartce czarnym rysikiem nakreślone były rzędy run z naszkicowanymi poniżej ogniwami łańcucha sugerującymi ich położenie. Ponownie chwyciła fajkę i wypuszczając kolejne kółku kontynuowała. - Tradycyjnie co trzecia zamieniona jest miejscem z poprzednią na wszelki wypadek. Nie udało nam się całości odczytać toteż ciekawa jestem twojej ekspertyzy. Duch wspominał ofiarom coś o naszyjniku zwanym Emerald Siren of the Tides, który rzekomo może wskazywać miejsce spoczynku martwej Ligeii. Jak wiec widzisz trop jest bardzo rozmyty i wątpię bym mogła znaleźć odpowiedź na nią u tylko jednego źródła. - Sięgnęła po filiżankę. Nagle jednak przerwała wznoszenie ją do ust jakby przypominając sobie o czymś. - To już może być moje wrażenie tylko. Efekt jednak w swej naturze przypominał w pewnym zakresie efekty zbliżone do klątwy Maledictusa. Zdaje się, że kurort był popularny wśród ofiar tej przypadłości jako miejsce wytchnienia.
Zakończyła wypowiedź i wzięła niewielki łyk herbaty. Smakowała go z wyraźną przyjemnością, spoglądając w lekko falujący złotawy płyn. - Doskonała herbata.