20.09.2026, 09:39 ✶
Odwiedziny w dworku dziadka przywodziły na myśl stare dobre czasy. Stare głównie zmianami jakie zaszły w jej życiu a nie samym czasem jaki upłynął. Wiele elementów pozostawało na swoim miejscu i nawet obecność dodatkowego gościa niewiele zmieniała. Wszak nie był to ktoś zupełnie obcy choć zaskakujący.
Kraina była rozległa. Niedaleko znajdowały się posiadłości Rowlów i zabezpieczone żerowiska smoków jakie nadal zamieszkiwały okoliczne góry i jamy. Zaczęły jednak tą wyprawę od wycieczki nad brzeg morza.
Wędrowały pośród nierównych pagórków, które spływały ku morzu. Niska trawa poddawała się wiatrowi oblewając dywanem ich obute stopy sprawiając wrażenie jakby sunęły po zielonych falach lub brodziły w nich zamiast iść. Długa czarna spódnica, pchana wiatrem co raz owijała się dokoła nóg. Poły czarnego płaszcza łopotały w podmuchach odsłaniając jego chabrową podszewkę. Gruby purpurowy szal ułożony był gładko w rozpiętym kołnierzu. Stanowił niemal lśniącą poduszkę z której smukłą szyja wynosiła bladą, pociągłą twarz o karminowych ustach. Wyróżnione ciemnym, delikatnym makijażem błękitne oczy w zalotny i rozmarzonym wyrazie śledziły pobieżnie krajobraz.
W linii brzegowej było coś urokliwego. W majaczących na falach sylwetkach kadłubów było coś wzywającego do podróży. Szarpiące szaty podmuchy wiatru wzywały do przygody. Szarpały długi, wielowątkowy jasny warkoczy jaki odcinał się kontrastem od czerni płaszcza i spiczastego kapelusza.
A jednak krajobraz ten szybko znikał z oczy zastąpiony zdecydowanie bardziej zajmującym pejzażem. Szły powoli w milczeniu ale nie było to prawdziwe milczenie. Może i usta ich nie układały się w zgłoski i wiatr nie porywał melodyjnych głosów ale dzieliły ich gesty. Równy rytm kroków dopasowanych swoją długością. Mimowolne równe kołysanie ramion. Naprzemienne chwilowo więzy, które między ruchami głów łączyły ich spojrzenia w dziwnym, częściowo celowym wyrazie pochwycenia na obserwowaniu zgoła innych krajobrazów. Gładkie uśmiechy jakie wtedy gościły na twarzy wyrażały ukryty chichot. Spodziewany, przewidywalny gest gdy zostało się przyłapanym. Wstydliwy i zakłopotany głównie samoświadomością tego, że sam chciał dać się zauważyć i być zauważonym. W końcu to nie był nigdy nagły ruch i nie było to przypadkowe spotkanie. Bardziej przypominało pozornie nieśmiały taniec.
Mijanych ludzi Ceo nie zauważała. Tło zdarzeń piękniejszych ze świata dla nich nieprzeznaczonego. Szła z dłońmi splecionymi za plecami lekko kołysząc ciałem na boki przy każdym kroku. Było coś radośnie odświerzającego w tym spacerze, że miała ochotę. W jej postawie było coś ze zmieszanej nastolatki, mimo, że nigdy taką nastolatka nie była. Tu, w tym momencie jej instynkt, i jej potrzeby podpowiadały jej, że doskonale pasuje.
Spojrzał na Urd i niosła brew na uwagę o domu. Rozbawiło ja w duchu, że musiała aktywnie oderwać część swojego skupienia by móc należycie przyjmować treść jaką tworzyły słowa gładzone miękkim ciepłem warg blondynki. Usta Ceo złożyły się w ten zawadiacki, zadziorny uśmieszek szykując się pięknego fechtunku. - A twoją siostrę spakujemy do.. - Już zaczęła chcąc zadziornie zaatakować w Urdową potrzebę ochrony małej foczki i gwałtownie przerwała ściągając brwi w badawcze spojrzenie.
Zobaczyła zmianę wyrazu twarzy. Gwałtowną zmianę nie przystającą do całej atmosfery. Spojrzenie jakie uciekło na bok nie było nieśmiało lecz strwożone. Gesty nie wynikały z wahania lecz tężenia ciała. I pytanie…
Ceolsige natychmiast puściła swoje własne dłonie i przysunęła się w jednym kroku tuż do nieruchomej Urd. Widząc nieruchome spojrzenie utkwione gdzieś w plaży momentalnie objęła barki kobiety prawą ręką i przylgnęła ciałem do jej boku. Lewą dłonią ujęła obie pozornie nieruchome dłonie. Delikatnie, nie naciskając. Szybko obrzuciła spojrzeniem brzeg. Te dziwne mugolskie domki na kółkach zaparkowane nad brzegiem. Niewielkie ognisko, grupka ludzi nieco od nich młodsza. Mężczyźni i kobiety w tych ich nienaturalnych kostiumach, które nic ostatecznie nie zakrywały i deski ustawione na plaży. Nic podejrzanego. Przycisnęła do siebie mocniej Urd. - Kogo widzę? Kto Cię niepokoi? - Zapytała szukając celu. Spojrzeniem obiegła plażę ponownie. Jej wzrok padł na mężczyznę zmierzającego plażą. Szedł pochylony i roześmiany w stronę fal. Tam leżała obmywana falami postać. Czarne włosy oblepiały twarz, szare ciało lśniło wilgocią. Nieruchoma, podobnego wzrostu. - To nie ona Urd. - Powiedziała spokojnie z absolutnym przekonaniem podczas gdy postać podniosła się powoli na rękach. Nosiła szary, lśniący od wody kombinezon ciasno oblepiający jej ciało. Teraz już nie szary bo oblepiony piaskiem. Rzeczywiście była podobna. Podobna postura i układ twarzy a nawet długość włosów.
Ceolsige obróciła głowę i spojrzała na Urd. - To nie ona. - Powiedziała tonem, który mógłby uchodzić za słowo stworzenia. Przyciągnęła mocniej do siebie kobietę w niemożliwej próbie wtulenia jej w siebie.
Kraina była rozległa. Niedaleko znajdowały się posiadłości Rowlów i zabezpieczone żerowiska smoków jakie nadal zamieszkiwały okoliczne góry i jamy. Zaczęły jednak tą wyprawę od wycieczki nad brzeg morza.
Wędrowały pośród nierównych pagórków, które spływały ku morzu. Niska trawa poddawała się wiatrowi oblewając dywanem ich obute stopy sprawiając wrażenie jakby sunęły po zielonych falach lub brodziły w nich zamiast iść. Długa czarna spódnica, pchana wiatrem co raz owijała się dokoła nóg. Poły czarnego płaszcza łopotały w podmuchach odsłaniając jego chabrową podszewkę. Gruby purpurowy szal ułożony był gładko w rozpiętym kołnierzu. Stanowił niemal lśniącą poduszkę z której smukłą szyja wynosiła bladą, pociągłą twarz o karminowych ustach. Wyróżnione ciemnym, delikatnym makijażem błękitne oczy w zalotny i rozmarzonym wyrazie śledziły pobieżnie krajobraz.
W linii brzegowej było coś urokliwego. W majaczących na falach sylwetkach kadłubów było coś wzywającego do podróży. Szarpiące szaty podmuchy wiatru wzywały do przygody. Szarpały długi, wielowątkowy jasny warkoczy jaki odcinał się kontrastem od czerni płaszcza i spiczastego kapelusza.
A jednak krajobraz ten szybko znikał z oczy zastąpiony zdecydowanie bardziej zajmującym pejzażem. Szły powoli w milczeniu ale nie było to prawdziwe milczenie. Może i usta ich nie układały się w zgłoski i wiatr nie porywał melodyjnych głosów ale dzieliły ich gesty. Równy rytm kroków dopasowanych swoją długością. Mimowolne równe kołysanie ramion. Naprzemienne chwilowo więzy, które między ruchami głów łączyły ich spojrzenia w dziwnym, częściowo celowym wyrazie pochwycenia na obserwowaniu zgoła innych krajobrazów. Gładkie uśmiechy jakie wtedy gościły na twarzy wyrażały ukryty chichot. Spodziewany, przewidywalny gest gdy zostało się przyłapanym. Wstydliwy i zakłopotany głównie samoświadomością tego, że sam chciał dać się zauważyć i być zauważonym. W końcu to nie był nigdy nagły ruch i nie było to przypadkowe spotkanie. Bardziej przypominało pozornie nieśmiały taniec.
Mijanych ludzi Ceo nie zauważała. Tło zdarzeń piękniejszych ze świata dla nich nieprzeznaczonego. Szła z dłońmi splecionymi za plecami lekko kołysząc ciałem na boki przy każdym kroku. Było coś radośnie odświerzającego w tym spacerze, że miała ochotę. W jej postawie było coś ze zmieszanej nastolatki, mimo, że nigdy taką nastolatka nie była. Tu, w tym momencie jej instynkt, i jej potrzeby podpowiadały jej, że doskonale pasuje.
Spojrzał na Urd i niosła brew na uwagę o domu. Rozbawiło ja w duchu, że musiała aktywnie oderwać część swojego skupienia by móc należycie przyjmować treść jaką tworzyły słowa gładzone miękkim ciepłem warg blondynki. Usta Ceo złożyły się w ten zawadiacki, zadziorny uśmieszek szykując się pięknego fechtunku. - A twoją siostrę spakujemy do.. - Już zaczęła chcąc zadziornie zaatakować w Urdową potrzebę ochrony małej foczki i gwałtownie przerwała ściągając brwi w badawcze spojrzenie.
Zobaczyła zmianę wyrazu twarzy. Gwałtowną zmianę nie przystającą do całej atmosfery. Spojrzenie jakie uciekło na bok nie było nieśmiało lecz strwożone. Gesty nie wynikały z wahania lecz tężenia ciała. I pytanie…
Ceolsige natychmiast puściła swoje własne dłonie i przysunęła się w jednym kroku tuż do nieruchomej Urd. Widząc nieruchome spojrzenie utkwione gdzieś w plaży momentalnie objęła barki kobiety prawą ręką i przylgnęła ciałem do jej boku. Lewą dłonią ujęła obie pozornie nieruchome dłonie. Delikatnie, nie naciskając. Szybko obrzuciła spojrzeniem brzeg. Te dziwne mugolskie domki na kółkach zaparkowane nad brzegiem. Niewielkie ognisko, grupka ludzi nieco od nich młodsza. Mężczyźni i kobiety w tych ich nienaturalnych kostiumach, które nic ostatecznie nie zakrywały i deski ustawione na plaży. Nic podejrzanego. Przycisnęła do siebie mocniej Urd. - Kogo widzę? Kto Cię niepokoi? - Zapytała szukając celu. Spojrzeniem obiegła plażę ponownie. Jej wzrok padł na mężczyznę zmierzającego plażą. Szedł pochylony i roześmiany w stronę fal. Tam leżała obmywana falami postać. Czarne włosy oblepiały twarz, szare ciało lśniło wilgocią. Nieruchoma, podobnego wzrostu. - To nie ona Urd. - Powiedziała spokojnie z absolutnym przekonaniem podczas gdy postać podniosła się powoli na rękach. Nosiła szary, lśniący od wody kombinezon ciasno oblepiający jej ciało. Teraz już nie szary bo oblepiony piaskiem. Rzeczywiście była podobna. Podobna postura i układ twarzy a nawet długość włosów.
Ceolsige obróciła głowę i spojrzała na Urd. - To nie ona. - Powiedziała tonem, który mógłby uchodzić za słowo stworzenia. Przyciągnęła mocniej do siebie kobietę w niemożliwej próbie wtulenia jej w siebie.