Determinacja, jaką wykazał się Cameron jej zaimponowała. Nie obchodziło jej wcale to, że zepsuł wianek, to było aktualnie najmniej istotne. Heather Wood była pełna podziwu, Lupin naprawdę się postarał. Trzy razy próbował wleźć na ten nieszczęsny pal, który był wysoki. Zupełnie zignorował swój lęk wysokości, aby zrobić to dla niej.
W oczach Wood był zwycięzcą, liczyło się tylko to, że naprawdę się starał, przeszło jej przez myśl, że to ona powinna włazić na ten kawał drewna z jego wiankiem - w ich przypadku predyspozycje zdecydowanie ku temu bardziej pasowały. Jednak postanowili działać, jak tradycja nakazywała.
- Nic nie zepsułeś Słońce. Jebać ten wianek. - Dostrzegła krew na jego rękach, naprawdę wiele go to kosztowało. Nie zamierzała dłużej tutaj zostać, musiała się zaopiekować Cameronem po tym niepowodzeniu.
- Tak, na pewno ktoś musiał coś przy tym majstrować, zresztą wiesz, że i bez wejścia na pal jesteś jedną z moich największych miłości? - Chciała się upewnić, że Cameron o tym pamięta.
- No! Chyba jeszcze nigdy Ci się to nie zdarzyło co, z Twoim lękiem wysokości... to naprawde wyczyn. - Splotła swoją dłoń z jego. - Przepraszam, tak mnie zaćmiło to Beltane, że w ogóle o tym zapomniałam. - Inaczej na pewno nigdy w życiu by go nie poprosiła o taką przysługę. - Idziemy się napić wina i odpocząć? Należy nam się chwila zapomnienia po tym całym dniu. - Rzekła jeszcze do przyjaciela.