Stella potrafiła dokonać odpowiedniego wyboru. Wiedziała, że jeśli to własnie Theon weźmie od niej wianek, to na pewno uda mu się wejść na pal. Nie poprosiłaby o to byle kogo. Miała swoje standardy, do niskich one nie należały. Nie pokazałaby się też przy takiej ilości ludzi z byle kim.
Poniosło ją to Beltane, ale nie miała sobie tego za złe. Czasem i ona traciła kontrolę, choć za tym nie przepadała. Na całe szczęście Yaxley jej nie odrzucił, tylko odwzajemnił pocałunek, inaczej chyba zapadłaby się pod ziemię, ale i on poczuł nastrój tego święta. Tańce, ogień, to wszystko zachęcało do przekraczania pewnych granic.
- Wręcz przeciwnie, urok okazał się nie być potrzebny. - Sama się tego nie spodziewała, no ale i ją życie czasem potrafiło zaskoczyć.
Pocałował ją po raz kolejny, całkiem przyjemne to było, Avery nie oponowała, odwzajemniła go nawet z pasją, dzień święty w końcu trzeba święcić.
Pociągnął ją za rękę, udało im się dotrzeć do stoiska z winem, nie był to wcale zły pomysł. Stella usiadła więc przed mężczyzną, dosyć blisko, na wyciągnięcie dłoni. - Muszę przyznać, że przyjęcie Twojego zaproszenia to był wyśmienity pomysł. - Sięgła po butelkę i upiła z niej spory łyk wina, alkohol dobrze jej zrobi.