— Z jednej pamiątka na całe pokolenia, ale z drugiej… to trochę nie sprzyja marketingowi — mruknęła, przyglądając się jak przekłada książki w pudle, żeby zrobić trochę dodatkowego miejsca. Prawie się go przy tym zapytała, czy skoro w skórę była oprawiona, to czy przypadkiem nie była to taka ściągnięta z człowieka, bo kiedyś słyszała że trafiają się tego typu rarytasy na rynku. Dla niej była to ciekawostka, ale przeczuwała, że Sebastian dostałby na tę wzmiankę apopleksji, a przynajmniej wyzwał całość od bezbożnych praktyk.
— Może powinniście pomyśleć nad prowadzeniem jakichś zajęć? Szukają wsparcia duchowego, ale takiego towarzyskiego pewnie też. Duże zniszczenia, których doświadczył Londyn, wiążą się ze zwątpieniem ducha i jego osłabieniem. Tragedia człowieka wyniszcza, ale obecność drugiej osoby zawsze poprawia samopoczucie, prawda? Znaczy odpowiedniej osoby. Jeśli nie kółka, to kąciki naprawcze, a jeśli nie to, to jadłodajnia. Słyszałam, że w Dolinie Godryka taką postawili. Pomyśl sobie, wszyscy obecni na mszy mogliby liczyć na talerz ciepłej zupy. Ale by była wtedy frekwencja — gotowa była przy tym pomyśle obstawać całą sobą, bo ludzie biedni i bez dachu nad głową, czasem potrzebowali przede wszystkim ciepłego posiłku. Pewnie jakieś noclegi też byłyby uroczym pomysłem, ale Rosie nie zamierzała przesadzać, głównie dlatego że sama nie do końca utożsamiała się z tragedią innych.
— Prawdziwy z niego święty — odpowiedziała, uśmiechając się do Edwarda lekko, kiedy ten spojrzał w ich stronę, wyrwany brutalnie z ciągów liczbowych. Pocieszny człowiek, jej zdaniem, którego najwyraźniej ziemskim ciężarem była nieumiejętność szybkiego liczenia. Każdy musiał z czymś walczyć.
— Ja w ogóle nie poszłam. Zły omen — i jak było widać, wyszło jej to na dobre. Niestety, nie można było tutaj mówić o jakimś wiekopomnym proroctwie, bo była wtedy zwyczajnie zajęta czymś na Podziemnych Ścieżkach. — Ale ja się ogólnie zastanawiam, czemu akurat Little Hangleton. To takie ponure miejsce. Nie to, żebym coś do niego miała, moja rodzina ma tam dom, ale… no wiesz, to nie Dolina Godryka gdzie wszystko jest zieloniutkie. Tam jest dość ponuro i to nie uderza w gusta każdego. W sumie pasuje do święta duchów, jak tak teraz o tym myślę — mruknęła.
— Hę, kto? — zamrugała trochę szybciej, próbując skojarzyć sobie imię i nazwisko rzekomego kuzyna. — Niestety nie miałam przyjemności poznać, ale chyba dobrze wiedzieć, że w rodzinie nic nie ginie. Szkoda tylko, że to jego akurat opętało. Ale bliski kontakt z duchem był — uśmiechnęła się lekko. — Mam nadzieję, że się zda. Bo to była bardzo ciężka praca, pragnę zauważyć. Ale ogólnie ja bym się do Kniei nie zbliżała, bo tam chodzą te paskudztwa. Ale, ale… słyszałam tutaj się jakaś rewolucja planuje — pochyliła się nieco do Sebastiana, ściszając głos. — Atak na Knieję. Szturm na Polanę Ognisk. Precz z uzurpatorem jakim jest Ministerstwo Magii i tak dalej.
sort of horror