23.09.2026, 13:13 ✶
Podwyżki. Skąd ona, u licha, to wzięła? Skąd on, u licha, miał to wziąć? Woody widział, jak się od razu wszyscy wkoło aktywują na sam dźwięk tego słowa… a tu zupa stygnie, no, nosy w talerze i jemy, panowie i panie.
Lecz słowo się rzekło, sam chciał wyzwania. Szczęśliwie wyzwanie Aseny nie wskazywało, jak duża miała być to podwyżka. Woody zamlaskał, przeliczając w głowie finanse. Wszyscy… czyli — tu przeleciał po nich wzrokiem, bo ciągle się gubił — raz, dwa, trzy… cztery? Daruję sobie uregulowanie sytuacji Juliena; może mu Brenna łoży na utrzymanie. Cztery gęby, piwo sprzedawali na Rejwachu za cztery do ośmiu sykli. Czyli gdyby każdemu postawił piwo… lepsze piwo, bo od święta można powściągnąć skąpstwo… osiem sykli… razy cztery… to ze dwa galeony na podwyżkę dla całego Rejwachu.
Chłop miał jednak gest.
— To każdemu po dodatkowym złotym galeonie co miesiąc — zgodził się, jakże litościwie. — Ale od października, bo we wrześniu już po ptokach, mili państwo.
No, niech mają. I wziął to wino, kręcąc głową, niby to wciąż żałował, że się zgodził.
Choć zdawać się mogło, że tematy genitalne zostały wyczerpane, przed Tarpaulinem pojawiły się z nagła bycze jądra Keyleth. Nie ma ucieczki. Mimo to zapotrzebowanie na anatomicznie poprawne szczuroszczety z pluszu zostało przezeń odnotowane. Woody zorientował się wówczas, że nie wie jeszcze, kiedy to panna Yako obchodzi urodziny. Może jednak powinien był jej dać tę umowę o pracę i resztę papierologii, to by się podowiadywał co nieco o pracowniczce. Teraz to już przy stole nie będzie zamieszania robił, potem ta umowa.
Klasycznego pytania o to, kto się w kim durzy, nie mogło, rzecz jasna, zabraknąć. By się Woody zdziwił, gdyby to nie padło. I już po wujaszkowemu czyhał chytrze na to, czy panienka z Czarnego Lądu nie spąsowieje.
On sam zaś tymczasem knuł już dla Lewisa soczysty temat. W jedną stronę biegły jego myśli, oj, tylko w jedną: do burdelu. Mimo że kurtyzany starego McKinnona szczególnie soczyste nie były, to temat jak najbardziej. Nie tak dawno temu przecież dyskutowali z Asenką o cyckach zamtuzowych kokot. Temat był więc świeży… w przeciwieństwie do prostytutek.
— Lewisie, co ty najdziwniejszego żeś wrzucił do gulaszu, jakeś jeszcze pracował u wuja, co? — zapytał Tarp, oczekując tego soczystego składnika.
Pytał o kuchnię Philipa McKinnona, bo na swojej to wolał nie wiedzieć, co dziwnego jest wrzucane. Czego oczy nie widzą i tak dalej.
Lecz słowo się rzekło, sam chciał wyzwania. Szczęśliwie wyzwanie Aseny nie wskazywało, jak duża miała być to podwyżka. Woody zamlaskał, przeliczając w głowie finanse. Wszyscy… czyli — tu przeleciał po nich wzrokiem, bo ciągle się gubił — raz, dwa, trzy… cztery? Daruję sobie uregulowanie sytuacji Juliena; może mu Brenna łoży na utrzymanie. Cztery gęby, piwo sprzedawali na Rejwachu za cztery do ośmiu sykli. Czyli gdyby każdemu postawił piwo… lepsze piwo, bo od święta można powściągnąć skąpstwo… osiem sykli… razy cztery… to ze dwa galeony na podwyżkę dla całego Rejwachu.
Chłop miał jednak gest.
— To każdemu po dodatkowym złotym galeonie co miesiąc — zgodził się, jakże litościwie. — Ale od października, bo we wrześniu już po ptokach, mili państwo.
No, niech mają. I wziął to wino, kręcąc głową, niby to wciąż żałował, że się zgodził.
Choć zdawać się mogło, że tematy genitalne zostały wyczerpane, przed Tarpaulinem pojawiły się z nagła bycze jądra Keyleth. Nie ma ucieczki. Mimo to zapotrzebowanie na anatomicznie poprawne szczuroszczety z pluszu zostało przezeń odnotowane. Woody zorientował się wówczas, że nie wie jeszcze, kiedy to panna Yako obchodzi urodziny. Może jednak powinien był jej dać tę umowę o pracę i resztę papierologii, to by się podowiadywał co nieco o pracowniczce. Teraz to już przy stole nie będzie zamieszania robił, potem ta umowa.
Klasycznego pytania o to, kto się w kim durzy, nie mogło, rzecz jasna, zabraknąć. By się Woody zdziwił, gdyby to nie padło. I już po wujaszkowemu czyhał chytrze na to, czy panienka z Czarnego Lądu nie spąsowieje.
On sam zaś tymczasem knuł już dla Lewisa soczysty temat. W jedną stronę biegły jego myśli, oj, tylko w jedną: do burdelu. Mimo że kurtyzany starego McKinnona szczególnie soczyste nie były, to temat jak najbardziej. Nie tak dawno temu przecież dyskutowali z Asenką o cyckach zamtuzowych kokot. Temat był więc świeży… w przeciwieństwie do prostytutek.
— Lewisie, co ty najdziwniejszego żeś wrzucił do gulaszu, jakeś jeszcze pracował u wuja, co? — zapytał Tarp, oczekując tego soczystego składnika.
Pytał o kuchnię Philipa McKinnona, bo na swojej to wolał nie wiedzieć, co dziwnego jest wrzucane. Czego oczy nie widzą i tak dalej.
piw0 to moje paliwo