26.09.2026, 08:18 ✶
Odstawiła filiżankę po ledwie kilku łykach. Z twarzy ostatecznie zniknęły ślady podróży. Zanik rumieńców sprawił, że naturalnie blada cera zyskała wrażenie bardziej żywych odcieni. Głownie z powodu zaniku wszechobecnego kontrastu mimo, że czerwień warg pozostała. Warg, które na powrót musnęły ustnika fajki. Zaciągnęła się nieśpiesznym wdechem smakując mieszankę ziemistych i metalicznych nut pochodzących z herbaty i tytoniu. Rękę trzymającą fajkę, oparła łokciem na ramieniu krzesła, tak bym drobna przyjemność cały czas ćmiła się na wgiętej dłoni niedaleko twarzy.
- W podziemiach dzielnie towarzyszył mi przedstawiciel rodziny Trelawney. Jak rozumiem specjalista także w tej dziedzinie, gdyż za sprawą jego rad możliwe było rozproszenie działania łańcucha. Podczas zamieszania udało nam się określić, że runy zapewniały moc klątwy, która stanowiła pułapkę dla ofiar. Pułapkę, która tworzyła z nieszczęsnych ofiar spętaną hybrydę zmuszoną do niekończącej się modlitwy ku chwale pochowanej pod wzgórzem Ligei. O ile dobrze pamiętam… - Opuściła delikatnie dłoń z fajką wysuwając jeden ze smukłych palców na sekwencję run. - … ten wskazuje na "łączenie", potem jest "serce syreny". Kiedy podeszliśmy bliżej reszta ułożyła się w logiczną całość. - Cofnęła rękę i zaciągnęła się kolejną dawką dymu. Kontynuowała wypuszczając z ust niewielką mgiełkę. - Jesteśmy całkiem pewni samego działania run, ale możesz przekazać dalej ich istnienie komuś, kto nie będzie skory do niewłaściwych eksperymentów. Mimo to samo pochodzenie obiektu czy klątwy i cel jego zastosowania pozostaje zagadką. - Uśmiechnęła się towarzysku. - Mam kilka kontaktów, które mogłabym zaangażować. Chciałam jednak wpierw mieć pewność, że uniknę niezręczność badania zagadki, którą ktoś mógłby uznać za sprawę rodzinną. Nadmierna inicjatywna mogłaby być poczytana za pewną niegrzeczność a ten wątły trop nie wydaje się obecnie tego wart. - Wyjaśniła gładko swój dodatkowy motyw poszukiwania najpierw kontaktu pośród rodziny McGonagall. Rody miewały swoje zbadane sekrety, które potem usunięto delikatna sugestią lub magiczną pomocą ze świadomości innych czarodziejów. Był to jeden z powodów dla, którego rody z tradycjami utrzymywały swoją pozycję. Wiedziały zazwyczaj o świecie rzeczy, które dla innych dawno były zniekształcone lub zupełnie zapomniane.
- Nieumarła abominacja to konsensus jaki pojawił się już po jej rozbiciu. Głównie na podstawie śmierci jaka została uwolniona. Wcześniej moje skojarzenia krążyły wokół efektu. Klątwa swoja siłą zamieniała ofiary wbrew ich woli w potwora z mitów. Wynaturzonego i odkształconego to prawda ale jednak potwora. Dodatkowo łańcuch zdawał się reagować na emocje. Obrał na cel naszego przestraszonego śpiewaka, którym szarpały liczne namiętności podczas tej walki. Zapiski ostatniej ofiary sugerowały, że sama znalazła się w tamtym miejscu pod wpływem silnego zakochania i współczucia. Siłą rzeczy znalezienie się w tej komnacie wzbudza w przeciętnym człowieku skrajne przerażenie. Poszlaka podobnie wątła jak pozostałe w tej zagadce. Temat być może dla kogoś zaintrygowanego badanie klawy krwi. Przez myśl mi przeszło, że może natura magii, na której opierają się oba zjawiska byłaby bardzo zbliżona. - Z westchnieniem wypuściła kolejny obłoczek. - Niemniej zjawisko to jest na tyle nieszczęśliwe, że nie mogłabym zaakceptować pozostawienia tego tylko jako wspomnienie z wyprawy. - Przechyliła nieco głowę przybierając bardziej dociekliwy wyraz twarzy. - Rozumiem, że to nie twoja specjalizacja ale może wzbudza to jakieś skojarzenia, które przeczucie mogłyby zamienić w trop?
- W podziemiach dzielnie towarzyszył mi przedstawiciel rodziny Trelawney. Jak rozumiem specjalista także w tej dziedzinie, gdyż za sprawą jego rad możliwe było rozproszenie działania łańcucha. Podczas zamieszania udało nam się określić, że runy zapewniały moc klątwy, która stanowiła pułapkę dla ofiar. Pułapkę, która tworzyła z nieszczęsnych ofiar spętaną hybrydę zmuszoną do niekończącej się modlitwy ku chwale pochowanej pod wzgórzem Ligei. O ile dobrze pamiętam… - Opuściła delikatnie dłoń z fajką wysuwając jeden ze smukłych palców na sekwencję run. - … ten wskazuje na "łączenie", potem jest "serce syreny". Kiedy podeszliśmy bliżej reszta ułożyła się w logiczną całość. - Cofnęła rękę i zaciągnęła się kolejną dawką dymu. Kontynuowała wypuszczając z ust niewielką mgiełkę. - Jesteśmy całkiem pewni samego działania run, ale możesz przekazać dalej ich istnienie komuś, kto nie będzie skory do niewłaściwych eksperymentów. Mimo to samo pochodzenie obiektu czy klątwy i cel jego zastosowania pozostaje zagadką. - Uśmiechnęła się towarzysku. - Mam kilka kontaktów, które mogłabym zaangażować. Chciałam jednak wpierw mieć pewność, że uniknę niezręczność badania zagadki, którą ktoś mógłby uznać za sprawę rodzinną. Nadmierna inicjatywna mogłaby być poczytana za pewną niegrzeczność a ten wątły trop nie wydaje się obecnie tego wart. - Wyjaśniła gładko swój dodatkowy motyw poszukiwania najpierw kontaktu pośród rodziny McGonagall. Rody miewały swoje zbadane sekrety, które potem usunięto delikatna sugestią lub magiczną pomocą ze świadomości innych czarodziejów. Był to jeden z powodów dla, którego rody z tradycjami utrzymywały swoją pozycję. Wiedziały zazwyczaj o świecie rzeczy, które dla innych dawno były zniekształcone lub zupełnie zapomniane.
- Nieumarła abominacja to konsensus jaki pojawił się już po jej rozbiciu. Głównie na podstawie śmierci jaka została uwolniona. Wcześniej moje skojarzenia krążyły wokół efektu. Klątwa swoja siłą zamieniała ofiary wbrew ich woli w potwora z mitów. Wynaturzonego i odkształconego to prawda ale jednak potwora. Dodatkowo łańcuch zdawał się reagować na emocje. Obrał na cel naszego przestraszonego śpiewaka, którym szarpały liczne namiętności podczas tej walki. Zapiski ostatniej ofiary sugerowały, że sama znalazła się w tamtym miejscu pod wpływem silnego zakochania i współczucia. Siłą rzeczy znalezienie się w tej komnacie wzbudza w przeciętnym człowieku skrajne przerażenie. Poszlaka podobnie wątła jak pozostałe w tej zagadce. Temat być może dla kogoś zaintrygowanego badanie klawy krwi. Przez myśl mi przeszło, że może natura magii, na której opierają się oba zjawiska byłaby bardzo zbliżona. - Z westchnieniem wypuściła kolejny obłoczek. - Niemniej zjawisko to jest na tyle nieszczęśliwe, że nie mogłabym zaakceptować pozostawienia tego tylko jako wspomnienie z wyprawy. - Przechyliła nieco głowę przybierając bardziej dociekliwy wyraz twarzy. - Rozumiem, że to nie twoja specjalizacja ale może wzbudza to jakieś skojarzenia, które przeczucie mogłyby zamienić w trop?