27.09.2026, 00:04 ✶
— … Uduchowiona — odparł po dłuższej chwili ciszy.
Na pytanie panny Nordgersim nie było dobrej odpowiedzi. Twierdzenie, że byli młodzikami świeżo po ostatnim roku nauki w akademii magii, byłoby głupstwem. Nie byli ludźmi naiwnymi, a ich praca odcisnęła na nich swoje piętno. Bądź co bądź, obcowanie ze światem duchów miało swoją cenę i pewnych zleceń po prostu nie można było zapomnieć. Z drugiej zaś strony rzucenie tekstem, że byli starzy, również mijało się z celem. O ile będą mieli szczęście, to mogli dożyć naprawdę sędziwego wieku, a i tak trzymać się całkiem nieźle pod względem fizycznym. Zalety urodzenia się po magicznej stronie tego świata.
— Ci ludzie potrzebują pomocy, owszem, ale nie takiej, jak myślisz — mruknął pod nosem Sebastian, wzdrygając się mimowolnie na myśl o konfrontacji z badaczami na Polanie Ognisk. — Chyba że w wolnym czasie zaczęłaś zgłębiać tajniki magimedycyny i zdecydowałaś się na specjalizację z zakresu psychiatrii. W takim wypadku Twoje wsparcie będzie dla nich wprost nieocenione.
O ile którekolwiek z nich zgodziłoby się je przyjąć. Większość z nich zapewne by tego nie zrobiła. Przecież co poniektórym z nich marzyła się wielka kariera i błyski reflektorów! Zapisanie na kartach historii. Zwłaszcza Xavierowi Shafiqowi i rektorowi Spencerowi-Moonowi. Ambicje takich ludzi były niebezpieczne, bo ostatnie o czym myśleli to konsekwencje swoich działań. W końcu cel uświęca środki, czyż nie?
— Nie mam pojęcia, skąd przyleciało, ale skoro wichura objęła całą Kniei Godryka, to przywiało je z innej części lasu. — Trudno mu było wyobrazić sobie, żeby to przeklęte drzewo przyleciało aż tutaj z innego hrabstwa. — Urd… Nie mam pojęcia, czy było poświęcone, bo to nie ma żadnego znaczenia. To nie jest żaden Yggdrassil. Nie jest ani lokalny ani zagraniczny. Nie ma w tym drzewie ani krzty boskości, także bardzo proszę, nie weneruj go tylko dlatego, że spadło z nieba.
Ludzie też spadają z nieba, kiedy puszczą świstoklik w nieodpowiednim momencie, ale jeszcze nikt w kowenie nie robi z nich świętych, skomentował bezgłośnie Sebastian, starając się pohamować emocje. Zazwyczaj nie reagował tak mocno, jednak cała sprawa Polany Ognisk mocno dawała mu się we znaki. Miał sobie za złe, że nie udało mu się popchnąć do przodu badań w sprawie znalezienia remedium dla Zimnych, a teraz jeszcze miał na głowie ten bezbożny dąb.
— Dwóch oddzielnych, nie wiem skąd to pytanie — odparł, jakby była to oczywista oczywistość. — Kilka dni odpoczynku od siebie nawzajem powinna zdziałać sporo dobrego, jeśli po Samhain wylądują blisko siebie w Limbo. — Westchnął cicho. — Ja się zajmę seniorem, a ty młodą damą?
Poklepał się raz jeszcze po kieszeniach, gotów od razu ruszyć w stronę swojego ducha.
Na pytanie panny Nordgersim nie było dobrej odpowiedzi. Twierdzenie, że byli młodzikami świeżo po ostatnim roku nauki w akademii magii, byłoby głupstwem. Nie byli ludźmi naiwnymi, a ich praca odcisnęła na nich swoje piętno. Bądź co bądź, obcowanie ze światem duchów miało swoją cenę i pewnych zleceń po prostu nie można było zapomnieć. Z drugiej zaś strony rzucenie tekstem, że byli starzy, również mijało się z celem. O ile będą mieli szczęście, to mogli dożyć naprawdę sędziwego wieku, a i tak trzymać się całkiem nieźle pod względem fizycznym. Zalety urodzenia się po magicznej stronie tego świata.
— Ci ludzie potrzebują pomocy, owszem, ale nie takiej, jak myślisz — mruknął pod nosem Sebastian, wzdrygając się mimowolnie na myśl o konfrontacji z badaczami na Polanie Ognisk. — Chyba że w wolnym czasie zaczęłaś zgłębiać tajniki magimedycyny i zdecydowałaś się na specjalizację z zakresu psychiatrii. W takim wypadku Twoje wsparcie będzie dla nich wprost nieocenione.
O ile którekolwiek z nich zgodziłoby się je przyjąć. Większość z nich zapewne by tego nie zrobiła. Przecież co poniektórym z nich marzyła się wielka kariera i błyski reflektorów! Zapisanie na kartach historii. Zwłaszcza Xavierowi Shafiqowi i rektorowi Spencerowi-Moonowi. Ambicje takich ludzi były niebezpieczne, bo ostatnie o czym myśleli to konsekwencje swoich działań. W końcu cel uświęca środki, czyż nie?
— Nie mam pojęcia, skąd przyleciało, ale skoro wichura objęła całą Kniei Godryka, to przywiało je z innej części lasu. — Trudno mu było wyobrazić sobie, żeby to przeklęte drzewo przyleciało aż tutaj z innego hrabstwa. — Urd… Nie mam pojęcia, czy było poświęcone, bo to nie ma żadnego znaczenia. To nie jest żaden Yggdrassil. Nie jest ani lokalny ani zagraniczny. Nie ma w tym drzewie ani krzty boskości, także bardzo proszę, nie weneruj go tylko dlatego, że spadło z nieba.
Ludzie też spadają z nieba, kiedy puszczą świstoklik w nieodpowiednim momencie, ale jeszcze nikt w kowenie nie robi z nich świętych, skomentował bezgłośnie Sebastian, starając się pohamować emocje. Zazwyczaj nie reagował tak mocno, jednak cała sprawa Polany Ognisk mocno dawała mu się we znaki. Miał sobie za złe, że nie udało mu się popchnąć do przodu badań w sprawie znalezienia remedium dla Zimnych, a teraz jeszcze miał na głowie ten bezbożny dąb.
— Dwóch oddzielnych, nie wiem skąd to pytanie — odparł, jakby była to oczywista oczywistość. — Kilka dni odpoczynku od siebie nawzajem powinna zdziałać sporo dobrego, jeśli po Samhain wylądują blisko siebie w Limbo. — Westchnął cicho. — Ja się zajmę seniorem, a ty młodą damą?
Poklepał się raz jeszcze po kieszeniach, gotów od razu ruszyć w stronę swojego ducha.