28.09.2026, 18:16 ✶
Atmosfera w pokoju gęstniała z każdą sekundą, jakby nepięcie wiszące w powietrzu bało się przerwać ciszę, w której trwali. Rodolphus nie odzywał się ani słowem. W jego ruchach nie było ani krzty pośpiechu czy wahania — działał z pewnością siebie właściwą komuś, kto dokładnie wie, jak zakończy się każdy ich kolejny krok.
Podszedł wolno do Nicholasa i ostrożnie uniósł różdżkę, wiedząc jak bardzo Nick nie lubi tej sztuczki. Ale nie można było jej odmówić przydatności. Płynnym, wprawnym ruchem skierował jej koniec najpierw w stronę twarzy Traversa. Magia zadziałała cicho — struktura kości pod skórą Nicholasa zaczęła się delikatnie przekształcać, łagodząc i zmieniając charakterystyczne, przystojne rysy, dopóki dawne oblicze nie rozmyło się całkowicie pod wpływem zaklęcia. Rodolphus nawet nie mrugnął. Z równym spokojem przeniósł różdżkę na własną twarz, powtarzając ten sam bezgłośny proces, aż obaj stali się nie do rozpoznania dla kogokolwiek, kto mógłby ich szukać. Dopiero gdy magia dopełniła dzieła, Lestrange opuścił różdżkę i wyciągnął dłoń w stronę Nicholasa. Szybciej i bezpieczniej będzie się teleportować.
Gdy tylko Travers ujął jego dłoń, otoczenie pękło w cichym, suchym odgłosie aportacji. Chwilę później chłodne, wilgotne powietrze uderzyło ich w twarze. Wylądowali na skraju zapomnianego cmentarza, gdzie mgła ścieliła się nisko między popękanymi nagrobkami. Rodolphus nie puścił od razu ręki Nicka; zastygł w bezruchu, czujnie taksując wzrokiem otoczenie. Ciemność spowijająca nekropolię nie była jednak całkowicie pusta — kilkanaście metrów od nich, pomiędzy mrocznymi sylwetkami kamiennych krzyży, dostrzegli powolny, samotny cień kogoś, kto niespiesznie przechadzał się miedzy grobami. Lestrange skrzywił się nieznacznie. Nikogo o tej porze nie powinno tu być - a jednak ktoś tu łaził i psuł im plan.
Podszedł wolno do Nicholasa i ostrożnie uniósł różdżkę, wiedząc jak bardzo Nick nie lubi tej sztuczki. Ale nie można było jej odmówić przydatności. Płynnym, wprawnym ruchem skierował jej koniec najpierw w stronę twarzy Traversa. Magia zadziałała cicho — struktura kości pod skórą Nicholasa zaczęła się delikatnie przekształcać, łagodząc i zmieniając charakterystyczne, przystojne rysy, dopóki dawne oblicze nie rozmyło się całkowicie pod wpływem zaklęcia. Rodolphus nawet nie mrugnął. Z równym spokojem przeniósł różdżkę na własną twarz, powtarzając ten sam bezgłośny proces, aż obaj stali się nie do rozpoznania dla kogokolwiek, kto mógłby ich szukać. Dopiero gdy magia dopełniła dzieła, Lestrange opuścił różdżkę i wyciągnął dłoń w stronę Nicholasa. Szybciej i bezpieczniej będzie się teleportować.
Gdy tylko Travers ujął jego dłoń, otoczenie pękło w cichym, suchym odgłosie aportacji. Chwilę później chłodne, wilgotne powietrze uderzyło ich w twarze. Wylądowali na skraju zapomnianego cmentarza, gdzie mgła ścieliła się nisko między popękanymi nagrobkami. Rodolphus nie puścił od razu ręki Nicka; zastygł w bezruchu, czujnie taksując wzrokiem otoczenie. Ciemność spowijająca nekropolię nie była jednak całkowicie pusta — kilkanaście metrów od nich, pomiędzy mrocznymi sylwetkami kamiennych krzyży, dostrzegli powolny, samotny cień kogoś, kto niespiesznie przechadzał się miedzy grobami. Lestrange skrzywił się nieznacznie. Nikogo o tej porze nie powinno tu być - a jednak ktoś tu łaził i psuł im plan.