• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue

[30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#14
02.10.2026, 01:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2026, 22:20 przez Benjy Fenwick.)  
Przez większość dorosłego życia pracowałem na własnych zasadach, podejmowałem decyzje bez konieczności konsultowania każdego kroku z drugą osobą i przywykłem do ponoszenia odpowiedzialności za konsekwencje własnych błędów, a teraz, zaledwie dwa tygodnie po ślubie, najwyraźniej musiałem się nauczyć, że samo powiedzenie „zrobiłem to, co należało” nie zawsze wystarczało, ponieważ moja żona potrzebowała jeszcze wiedzieć, gdzie dokładnie należało to zrobić, kiedy i czy przypadkiem nie powinno to było zostać wcześniej gdzieś odnotowane. Jeszcze niedawno sam odpowiadałem za własne sprawy, własny czas, własny warsztat i wszystkie te drobiazgi, których nikt poza mną nie musiał rozumieć ani zatwierdzać, a teraz stałem przed ukochaną i próbowałem wyjaśnić, dlaczego nie każdą czynność uważałem za wartą osobnego wpisu na jej liście - „jak do tego doszło?” - nie miałem zamiaru porzucać własnych przyzwyczajeń tylko dlatego, że się ożeniłem, podobnie jak nie oczekiwałem, że Prue nagle przestanie sporządzać listy, skoro robiła to od lat i najwyraźniej dzięki nim potrafiła utrzymać w ryzach znacznie więcej spraw, niż ja byłbym w stanie ogarnąć bez okazjonalnego przeklinania pod nosem. Spojrzałem na nią, potem na stół, na którym leżało ostrze, i ponownie na nią, zastanawiając się, w którym momencie rozmowa o przygotowaniach do sabatu zmieniła się w próbę uzgodnienia wspólnego systemu zarządzania gospodarstwem domowym, bo najwyraźniej przegapiłem spotkanie, na którym powinienem był dostać odpowiedni formularz.
- Ja… Na ogół wcale nie lobię list, Pluey… - Odpowiedziałem w końcu, przecierając dłonią twarz. W gruncie rzeczy nie chodziło ani o rytualny sztylet, ani nawet o nieszczęsną wodę, która najwyraźniej na długie lata miała zostać zapamiętana w naszym domu jako środek czyszczący zakazany przez Benjy’ego Fenwicka, chodziło o listę - oczywiście, że chodziło o listę - mogłem jej pokazać przeklęty przedmiot, który próbował odgryźć mi rękę, mogłem opowiedzieć o zabezpieczeniach, które rozpadały się pod wpływem źle dobranego zaklęcia, mogłem nawet przedstawić szczegółowy raport z własnych błędów, a i tak prędzej czy później wrócilibyśmy do kwestii tego, czy każda wykonywana przeze mnie czynność została odpowiednio uwzględniona w jej planie. Nie miałem jej tego za złe, przynajmniej nie naprawdę, bo znałem ją wystarczająco długo, żeby rozumieć, że zadawane przez nią pytania nie wynikały z przekonania, że byłem niekompetentnym idiotą, który bez nadzoru potrafiłby najwyżej przypalić wodę na herbatę - Prue potrzebowała wiedzieć, gdzie znajdowały się poszczególne elementy układanki, ponieważ dopiero wtedy mogła przestać pilnować każdego z nich osobno i pozwolić sobie uwierzyć, że całość nie miała rozsypać jej się w rękach - problem polegał na tym, że ja nie miałem zwyczaju układania życia w ten sposób, a im bardziej próbowałem jej wyjaśnić, że nie wszystko wymagało osobnej rubryki, tym wyraźniej widziałem, jak bardzo nie podobała jej się wizja funkcjonowania bez tych okienek. Wziąłem więc powolny oddech i wsunąłem dłonie do kieszeni, postanawiając tym razem odpowiedzieć na wszystkie zadane pytania bez kolejnego wykładu o właściwościach przedmiotów rytualnych, bo jeśli dalej mówiłbym w tym tonie, wkrótce sam zacząłbym potrzebować listy rzeczy, za które powinienem przeprosić. Nie chciałem, żeby pomyślała, że preferowany przez nią sposób organizowania przygotowań był mi kompletnie niepotrzebny albo że uważałem go za przesadę, bo wcale tak nie było - jej lista miała konkretny cel i spełniała go bardzo dobrze - sam nie spisuwałem jednak każdego ruchu, jaki wykonywałem, często z przyzwyczajenia lub nawyku, bo wtedy zamiast pracować, musiałbym zajmować się prowadzeniem dokumentacji własnego istnienia, a na to byłem zdecydowanie zbyt leniwy i poniekąd chaotyczny.
- Ja niee-e… - Nie miałem zamiaru przekonywać jej, że powinna nagle zacząć funkcjonować tak jak ja, chciałem tylko, żeby nie traktowała mojego sposobu pracy jak zapowiedzi nadciągającej katastrofy. - Ja po plostu wiem, co mam zlobiś i lobię to w takiej kolejności, jaka ma sens. - Dopiero kiedy wypowiedziałem te słowa, uświadomiłem sobie, że z perspektywy Prudence mogły brzmieć mniej więcej tak, jakbym właśnie poinformował ją, że zamierzałem przygotować cały sabat, kierując się mglistym przeczuciem i nadzieją, że „wszystko jakoś się ułoży”, skrzywiłem się lekko, to zdecydowanie nie było to, co chciałem powiedzieć, chociaż najwyraźniej mój talent do wyjaśniania prostych spraw w sposób, który czynił je bardziej skomplikowanymi, osiągnął tego wieczoru poziom godny osobnego wpisu w rejestrze. - Mam w głowie kolejność czynności. - Dodałem, próbując naprawić sytuację, po czym przesunąłem wzrokiem po twarzy żony, szukając wskazówek odnośnie tego, czy tym razem udało mi się wyjaśnić sprawę bez dokładania do niej kolejnych komplikacji. - Kiedy mówię, sze mam coś odhaczone, mam na myśli, sze to zlobiłem, a nie sze siedzę gdzieś na piętrze s tajnym zeszytem, w któlym zapisuję szeszy, o któlych nie wolno ci wiedzieś. Mam jusz wystalszająco duszo papielologii związanej s plasą, pszynajmniej tą legalną, szeby nie dokładaś sobie niczego bes potszeby. - Oparłem się plecami o framugę i skrzyżowałem ręce na piersi, próbując znaleźć sposób, żeby wyjaśnić różnicę w naszych poglądach bez brzmienia, jakbym właśnie odmawiał współpracy przy wspólnym przedsięwzięciu - pierwszy wspólny sabat miał być naszym świętem, nie moim ani jej osobno, co oznaczało, że oboje musieliśmy nauczyć się funkcjonować w systemie, który nie zawsze odpowiadał temu, co każde z nas uważało za najwygodniejsze - byłem zatem gotów dopisać do jej listy wszystko, co rzeczywiście wymagało zaplanowania, nawet jeśli oznaczało to konieczność ustalenia, ile czasu potrzebowałem na przygotowanie określonych narzędzi, pod warunkiem że nie mieliśmy skończyć na dokumentowaniu liczby okrężnych ruchów szmatką wykonanych na danym centymetrze ostrza. Miałem swoje granice, które były dość rozsądne, przynajmniej według mnie, i chociaż podejrzewałem, że Prudence mogłaby chcieć przeprowadzić w tej kwestii osobne badania, tak działałem od lat i, o ile pamięć mnie nie myliła, dotychczas nie doprowadziło mnie to do żadnej szczególnie spektakularnej katastrofy. Byłem pewien, że w zbyt ścisłym systemie nie przetrwałbym nawet roku - jeżeli miałbym być szczery, prawdopodobnie nie przetrwałaby go również nasza małżeńska harmonia - było to nowe doświadczenie, delikatnie mówiąc, nie wiedziałem, czy zamierzałem się do niego przyzwyczaić, czy też w pewnym momencie po prostu miałem kupić sobie drugą skrzynkę narzędziową i zacząć trzymać ją w lesie.
Przesunąłem ciężar ciała na drugą nogę, spoglądając na nią uważnie, gdy przeszliśmy do kwestii athamé - pytanie, czy uwierzyłbym jej na słowo, czy też musiałaby przeprowadzić demonstrację, było na tyle rozsądne, że przez moment poczułem się trochę głupio z powodu wcześniejszego tonu - nie zamierzałem dłużej prowadzić wykładu na temat właściwego traktowania rytualnych narzędzi, ponieważ miałem wrażenie, że oboje osiągnęliśmy już granicę, poza którą dalsze wyjaśnienia przyniosłyby więcej szkody niż pożytku. Poza tym nie byłem facetem, który lubił tracić pół wieczoru na tłumaczenie, dlaczego robił coś w określony sposób, w pracy mogłem wyjaśniać klientom, dlaczego nie powinni dotykać przeklętych przedmiotów gołymi rękami, ale w domu wolałem jednak zajmować się czymś innym, zwłaszcza mając obok siebie tę konkretną kobietę.
- Nie musisz niczego demonstlowaś. - Odpowiedziałem, w końcu. - Wieszę ci. - Podkreśliłem, unosząc dłonie w geście kapitulacji, chociaż nie była to kapitulacja całkowita. - Nie mam szadnych powodów, by tego nie lobiś. No, mose poza twoją niepokojącą ploposysją kąpieli wodnej dla mojego sztyletu, któla bęsie mnie psześladowaś pszes kilka najbliszych dni. - Zawiesiłem głos, po czym spojrzałem na nią nieco uważniej, byłem klątwołamaczem, nie wróżbitą, nawet w moim zawodzie istniała różnica pomiędzy podejrzeniem a dowodem. - Ale jeszeli chcesz mi pokazaś, jak go pszechowujesz, to nie powiem „nie”. - To była prawda, nie zamierzałem narzucać sposobu, w jaki miała nosić własne przedmioty, a już na pewno nie miałem zamiaru zmuszać jej do podporządkowania się moim przyzwyczajeniom tylko dlatego, że byłem klątwołamaczem uważałem, iż z tego względu wiedziałem o ostrzach nieco więcej niż ona, mogłem jej doradzić, mogłem wyjaśnić, na co powinna uważać, ale ostatecznie to było jej athamé, jej torebka i jej decyzja, nie moja.

Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (5786), Prudence Fenwick (3437)




Wiadomości w tym wątku
[30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 27.09.2026, 23:27
RE: [30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 28.09.2026, 00:00
RE: [30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 28.09.2026, 20:39
RE: [30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 28.09.2026, 23:05
RE: [30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 29.09.2026, 19:34
RE: [30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 29.09.2026, 20:01
RE: [30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 29.09.2026, 20:30
RE: [30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 29.09.2026, 23:16
RE: [30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 30.09.2026, 11:20
RE: [30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 30.09.2026, 17:00
RE: [30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 30.09.2026, 21:10
RE: [30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 01.10.2026, 16:08
RE: [30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 01.10.2026, 21:03
RE: [30.10.1972 rano] Benjy, przyszykuj kadzidło| Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 02.10.2026, 01:00

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa