Leviathan widział przede wszystkim ją – skąpaną w morskiej toni i jakimś cudem, momentami wydawała się jeszcze bardziej urokliwa, niż kiedy zobaczył ją siedzącą na piasku. To tak, jakby nagle znalazła się dokładnie tam gdzie powinna i woda stała się jej żywiołem. A może była nim od dawna i dlatego wszystko zgrywało się w taki sposób.
Podpłynęła do niego, a on nie bronił się, mocniej zaciskając palce na medalionie. Pozwolił jej złapać za pamiątkę, z jakiegoś powodu ufając, że nie zamierza jej zwyczajnie posłać na dno morza. A może zwyczajnie chcąc w ten sposób zyskać nieco więcej jej względów.
Powiedziała coś, a on pokiwał głową i oddał uśmiech, może odrobinkę zakłopotany, bo zwyczajnie nie zrozumiał co chciała mu dosłownie przekazać. Wystarczyło jednak podążyć za nią spojrzeniem. Do posągów, złączonych w tańcu i do tajemnicy, którą mogły w sobie posiadać. Szukała czegoś. Może porównywała, ale jej rozczarowanie brakiem wskazówek umknęło mu.
Co go nieco zdziwiło, to że chciała umknąć ku powierzchni tak szybko. Nie znalazła czego szukała, oddała mu jego własność, a on chciał by zatrzymała się na dłuższy moment tam, pod wodą. Nie był pewien, ile skrzeloziele mogło działać, ale na pewno jeszcze chwilę dłużej dałoby radę.
— Taniec? — zapytał, chyba trochę zdziwiony, zerkając na powrót w stronę wody. — To tylko nieruchome statuy splecione ze sobą w objęciu. Bardziej stoją, niż tańczą… — mruknął na koniec, nie przejmując się jej spojrzeniem, samemu też taksując jej sylwetkę wzrokiem. — Dla ciebie się ruszały? — zmrużył oczy z pewnym zastanowieniu, a potem przeczesał włosy palcami, zbierając z nich nadmiar wilgoci. — Nie. Przynajmniej nie te, które tkwią pod wodą, ale pewnie znalazłoby się parę na stałym lądzie.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast