02.10.2026, 13:50 ✶
Słowa Urd powitał z ciepłym uśmiechem zrozumienia. Ledwie kiwnęła głową w wyrazie przyzwolenia na zakończenie spacer. Spokojne otoczenie ciepłej werandy towarzyszyły im w dalszym spotkaniu. Siedziały osłonięte od wiatru przez rząd gęstych cisów. Ich głosy były tylko ich własne podczas gdy każdy dodatkowy dźwięk ginął w szumie przetaczającego się górą wiatru. Wygodne krzesła i ławka stały dokoła drewnianego stolika przytulonego do ażurowej ścianki dekorowanej w górnicze stylizacje. Stylizacje przystające do historycznego związania okolicy z kamieniołomami i kopalniami w okolicy. Szczegół będący podobnie jak sporo część reliktem dawnych lat i podobnie jak wszystko skrzętnie zadbanym i regularnie restaurowanym. Krzesła podłoga i stolik miały w sobie ten szczególny klimat czegoś starego, czegoś co widziało historię, która była ceniona.
Pośród tych reliktów wypoczywały dwie kobiety. Znane sobie od lat, bywające już tu w podobnej sytuacji jako dzieci i młodzież. Teraz dorosłe, bogatsze o doświadczenia i stabilniejsze w osądach siedziały naprzeciwko siebie owiewając siebie spojrzeniami przemykającymi pomiędzy obłokami parującego naparu oraz rozwiewającego się z wolna tytoniowego dymu. Ceolsige schowała wyczyszczoną fajkę do kieszeni spódnicy. Rozpięty płaszcz luźnymi połami spływał po bokach krzesła opierając się samym rantem o drewnianą podłogę. Spod niego wystawała butelkowo zielona, dopasowana koszula zapinana na rząd jadeitowych guzików w kształcie łezki. Dopasowany krój koszuli przykryty był przez luźno puszczone kręgi purpurowego szalu, który w zaciszu werandy został rozwinięty spod szyi odsłaniając jej smukłą linię. Spódnica powolnie falowała w takt ruchów kiwającej się założonej na druga nogę lewej nogi, której czarny czubek buta pojawiał się rytmicznie w kolejnych fazach.
Pytanie wywołało delikatne uniesienie brwi. Zaskoczenie taką zmiana tematu przemknęło ledwie w tym ruchu nie zmieniając wcale przyjaznego uśmiechu. Ceolsige odchyliła się bardziej na oparciu krzesła niedbałym ruchem dłoni zabierając z pleców jasny warkoczy i następnie odrzucając do za plecy. Machinalny odruch, niepotrzebny w tym momencie. Zaczekała aż pytanie przebrzmi. Ułożyła swobodnie splecione dłonie na wysuniętym kolanie i zaciągnęła się głębszym oddechem. Spojrzeniem przemknęła po twarzy Urd badając rysy jej twarzy, wyraz jej oczu, układ jej ust, linie policzka, kość gładką skórę, szyję…
Niby niedbale jakby obserwacja była celowym procesem a nie mimowolnym działaniem, które tak łatwo wymknęło się spod świadomego działania skierował swoje błękitne oczy w morską zieleń. – Czy żałuje? – Nie odpowie pytaniem na pytanie. Nie było to elegancki ale jednocześnie w odpowiedzi nie było nic prostego. Dla niej było to proste, jednak wyjaśnienie każdego niuansu byłoby czasochłonne i wymagałoby dodanie kolejnych kontekstów. Przechyliła nieco głowę. – Trochę czasu minęło. – Zaczęła ostrożnie. Pamiętała, ale wiedziała że pamięć jest subiektywna i zmienna. – Żałuję głównie dlatego, że tobie wydaje się tego brakować. – Odparła pierwsza myśl zgodnie z prawdą. Prosto, treściwie i bez epopei. – W mojej wyobraźni jest wiele skojarzeń z syrenami. Zmysł estetyki jaki wyprodukowałam sobie przez lata zdaje się cenić wyeksponowanie pewnych kształtów, zwyczajowo kojarzonych z kobiecymi. Przejawia się to w pewnym zamiłowaniu do określonych krojów szat i słabością do syrenich rewii. – Początkowo poważny ton nabierał stopniowo wydźwięku towarzyskiej pogawędki. Mówiła o sobie ale też o niej i w jakimś zakresie o nich obu. Jednak rzeczy, które są ważne już zostały powiedziane. – Pamiętam pewne rozczarowanie. Jak wiesz egzotyka rzeczy i osób budzi moje naturalne zaintrygowanie. Impuls, słabość której lubię ulegać w rozsądnych ilościach. Jest coś kuszącego w wyciągnięciu się na miękkim futrze i coś hipnotyzującego w tym jak porusza się ten uroczy ssak. – Kontynuowała odpływając wzrokiem na chwilę w górę i w bok jakby wytwarzała przed oczami pewien obraz. Uśmiech zmienił się na chwilę w grymas rozbawienia nim powróciła uwagą do towarzyszki. – Nie jest to jednak stabilne dokuczliwe łaknienie, którego pełna świadomość przypływa wraz z pojawieniem się celu tęsknoty. – Dodała już miło podczas gdy jej twarz powoli odpływał w ten rozmarzony wyraz dostępny tylko dla oczu Urd. – Żałuję bardziej, że częściej nie zdarza mi się znaleźć opalonej blondynki w moich sieciach pośród wypraw.
Pośród tych reliktów wypoczywały dwie kobiety. Znane sobie od lat, bywające już tu w podobnej sytuacji jako dzieci i młodzież. Teraz dorosłe, bogatsze o doświadczenia i stabilniejsze w osądach siedziały naprzeciwko siebie owiewając siebie spojrzeniami przemykającymi pomiędzy obłokami parującego naparu oraz rozwiewającego się z wolna tytoniowego dymu. Ceolsige schowała wyczyszczoną fajkę do kieszeni spódnicy. Rozpięty płaszcz luźnymi połami spływał po bokach krzesła opierając się samym rantem o drewnianą podłogę. Spod niego wystawała butelkowo zielona, dopasowana koszula zapinana na rząd jadeitowych guzików w kształcie łezki. Dopasowany krój koszuli przykryty był przez luźno puszczone kręgi purpurowego szalu, który w zaciszu werandy został rozwinięty spod szyi odsłaniając jej smukłą linię. Spódnica powolnie falowała w takt ruchów kiwającej się założonej na druga nogę lewej nogi, której czarny czubek buta pojawiał się rytmicznie w kolejnych fazach.
Pytanie wywołało delikatne uniesienie brwi. Zaskoczenie taką zmiana tematu przemknęło ledwie w tym ruchu nie zmieniając wcale przyjaznego uśmiechu. Ceolsige odchyliła się bardziej na oparciu krzesła niedbałym ruchem dłoni zabierając z pleców jasny warkoczy i następnie odrzucając do za plecy. Machinalny odruch, niepotrzebny w tym momencie. Zaczekała aż pytanie przebrzmi. Ułożyła swobodnie splecione dłonie na wysuniętym kolanie i zaciągnęła się głębszym oddechem. Spojrzeniem przemknęła po twarzy Urd badając rysy jej twarzy, wyraz jej oczu, układ jej ust, linie policzka, kość gładką skórę, szyję…
Niby niedbale jakby obserwacja była celowym procesem a nie mimowolnym działaniem, które tak łatwo wymknęło się spod świadomego działania skierował swoje błękitne oczy w morską zieleń. – Czy żałuje? – Nie odpowie pytaniem na pytanie. Nie było to elegancki ale jednocześnie w odpowiedzi nie było nic prostego. Dla niej było to proste, jednak wyjaśnienie każdego niuansu byłoby czasochłonne i wymagałoby dodanie kolejnych kontekstów. Przechyliła nieco głowę. – Trochę czasu minęło. – Zaczęła ostrożnie. Pamiętała, ale wiedziała że pamięć jest subiektywna i zmienna. – Żałuję głównie dlatego, że tobie wydaje się tego brakować. – Odparła pierwsza myśl zgodnie z prawdą. Prosto, treściwie i bez epopei. – W mojej wyobraźni jest wiele skojarzeń z syrenami. Zmysł estetyki jaki wyprodukowałam sobie przez lata zdaje się cenić wyeksponowanie pewnych kształtów, zwyczajowo kojarzonych z kobiecymi. Przejawia się to w pewnym zamiłowaniu do określonych krojów szat i słabością do syrenich rewii. – Początkowo poważny ton nabierał stopniowo wydźwięku towarzyskiej pogawędki. Mówiła o sobie ale też o niej i w jakimś zakresie o nich obu. Jednak rzeczy, które są ważne już zostały powiedziane. – Pamiętam pewne rozczarowanie. Jak wiesz egzotyka rzeczy i osób budzi moje naturalne zaintrygowanie. Impuls, słabość której lubię ulegać w rozsądnych ilościach. Jest coś kuszącego w wyciągnięciu się na miękkim futrze i coś hipnotyzującego w tym jak porusza się ten uroczy ssak. – Kontynuowała odpływając wzrokiem na chwilę w górę i w bok jakby wytwarzała przed oczami pewien obraz. Uśmiech zmienił się na chwilę w grymas rozbawienia nim powróciła uwagą do towarzyszki. – Nie jest to jednak stabilne dokuczliwe łaknienie, którego pełna świadomość przypływa wraz z pojawieniem się celu tęsknoty. – Dodała już miło podczas gdy jej twarz powoli odpływał w ten rozmarzony wyraz dostępny tylko dla oczu Urd. – Żałuję bardziej, że częściej nie zdarza mi się znaleźć opalonej blondynki w moich sieciach pośród wypraw.