11 godzin(y) temu ✶
Obserwował ruch jego dłoni, śledząc wzrokiem gęstą maź. W tym samym czasie wysłuchał wyjaśnień o granicach pomiędzy światami, śladach pozostawionych przez tych, którzy już odeszli i tych, którzy być może jeszcze nie nadeszli. Było w tym pewne piękno logicznej konstrukcji, lecz zarazem coś rozpaczliwie niedookreślonego. Hipoteza bez danych. Teoria pozbawiona punktów zaczepienia.
Wiedzieli zdecydowanie za mało. Jednocześnie gdyby nie Lazarus, sam nie zdołałby osiągnąć nawet tego!
Gdy klątwołamacz zaczął się podnosić, Odys wyprostował się wraz z nim i cofnął o krok, pozostawiając mu przestrzeńa. Jego własna postawa pozostała napięta. Ramiona miał sztywne, dłonie spokojne jedynie dzięki latom nauki ukrywania niepokoju pod pozorem doskonałego opanowania.
— „Nie wydaje się niebezpieczne” — powtórzył. — Też mi kryterium. Nie wiemy, czym to jest. Nie wiemy, czy reaguje na dotyk, temperaturę, magię, krew ani żywą tkankę. Nie wiemy nawet, czy mamy przed sobą substancję, czy jedynie pozostałość po zjawisku, które na czas naszej percepcji przybrało jej postać. A ty dotknąłeś tego gołym paluchem.
To była jasna wytyczna, wydana z pozycji autorytetu w dziedzinie medycyny choć niekoniecznie w zakresie tajemniczych mazistych substancji, które wyciekały z sufitu po (ezoterycznych? Nie przypominał sobie, aby to z czymś próbował?) zaklęciach. Jego twarz pozostała nieruchoma, ale kącik ust nieco ściągnął się w górę w uśmiechu. Dopiero wtedy zerknął ponownie na kałużę. — Niebezpieczne czy nie, jest to fizyczny wykwit czegoś, co naruszyło porządek rzeczywistości w moim domu. Sam fakt, że można to zebrać z podłogi, nie czyni tego mniej… — nawet nie miał słów opisać tej mazi. — Zbadamy to, kiedy przestanie być częścią potencjalnie aktywnej klątwy. Za kilka tygodni nadejdzie Samhain. Jeżeli twoja teoria jest słuszna, granica pomiędzy tym światem a pozostałymi może stać się wówczas jeszcze cieńsza. Nie widzę powodu, aby pomagać jej w otwieraniu się wcześniej. Co ty na to?
Odys odsunął się o pół kroku, robiąc Lazarusowi miejsce przy umywalce. Nie przestał jednak obserwować jego dłoni. Podszedł do porcelanowej misy i przekręcił kurek. Woda spłynęła strumieniem, odbiła się od białej powierzchni ostrym szmerem, który przez moment wypełnił całą łazienkę. Wtedy wyciągnął rękę. Fawley spojrzał mu prosto w oczy.
— Pokaż — poprosił.
Wiedzieli zdecydowanie za mało. Jednocześnie gdyby nie Lazarus, sam nie zdołałby osiągnąć nawet tego!
Gdy klątwołamacz zaczął się podnosić, Odys wyprostował się wraz z nim i cofnął o krok, pozostawiając mu przestrzeńa. Jego własna postawa pozostała napięta. Ramiona miał sztywne, dłonie spokojne jedynie dzięki latom nauki ukrywania niepokoju pod pozorem doskonałego opanowania.
— „Nie wydaje się niebezpieczne” — powtórzył. — Też mi kryterium. Nie wiemy, czym to jest. Nie wiemy, czy reaguje na dotyk, temperaturę, magię, krew ani żywą tkankę. Nie wiemy nawet, czy mamy przed sobą substancję, czy jedynie pozostałość po zjawisku, które na czas naszej percepcji przybrało jej postać. A ty dotknąłeś tego gołym paluchem.
To była jasna wytyczna, wydana z pozycji autorytetu w dziedzinie medycyny choć niekoniecznie w zakresie tajemniczych mazistych substancji, które wyciekały z sufitu po (ezoterycznych? Nie przypominał sobie, aby to z czymś próbował?) zaklęciach. Jego twarz pozostała nieruchoma, ale kącik ust nieco ściągnął się w górę w uśmiechu. Dopiero wtedy zerknął ponownie na kałużę. — Niebezpieczne czy nie, jest to fizyczny wykwit czegoś, co naruszyło porządek rzeczywistości w moim domu. Sam fakt, że można to zebrać z podłogi, nie czyni tego mniej… — nawet nie miał słów opisać tej mazi. — Zbadamy to, kiedy przestanie być częścią potencjalnie aktywnej klątwy. Za kilka tygodni nadejdzie Samhain. Jeżeli twoja teoria jest słuszna, granica pomiędzy tym światem a pozostałymi może stać się wówczas jeszcze cieńsza. Nie widzę powodu, aby pomagać jej w otwieraniu się wcześniej. Co ty na to?
Odys odsunął się o pół kroku, robiąc Lazarusowi miejsce przy umywalce. Nie przestał jednak obserwować jego dłoni. Podszedł do porcelanowej misy i przekręcił kurek. Woda spłynęła strumieniem, odbiła się od białej powierzchni ostrym szmerem, który przez moment wypełnił całą łazienkę. Wtedy wyciągnął rękę. Fawley spojrzał mu prosto w oczy.
— Pokaż — poprosił.
absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
będę z Tobą aż po grób