07.10.2026, 10:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2026, 10:45 przez Keyleth Nico Yako.)
To był moment, to była maleńka chwilka jej zawahania. Tak na prawdę nie chodziło o to, że wyzwanie rzucone jej przez Woody,ego jakkolwiek było dla niej wyzwaniem. Robiła już takie rzeczy wcześniej - a forma nieco większego od szczura stworzenia ułatwiała wiele. Tylko że teraz była francuską estetką z dekadenckim zacięciem degustującą wino, które z samego założenia bycia winem nie należało do jej ulubionych napitków. To wyglądało jak chwila zawahania, ale w głowie tak na prawdę kalkulowała gdzie podjąć próbę przemiany. W łazience? Musiałaby potem wrócić, bo przecież ktoś się zorientuje, że wychodzi i wraca. Na zapleczu? Na tyłach kotła? W zaułku? To było dość ruchliwe miejsce, którego jeszcze nie znała aż tak dobrze… Każde przestrzenie wydawały jej się zbyt czyste i zbyt ryzykowne. W końcu uznała - ok KIBEL, ale wtedy właśnie Lewis zgarnął jej piękne cynamonowe laseczki i podjął próbę sam.
Nie miała jakiś głębszych przemyśleń w tej materii, ale też i dobrze, że pan Woody uprzedził ją, żeby się nie gapić, bo oczywiście gapiła się bezczelnie na poczynania Lewisa i dopiero po słownej uwadze odwróciła oczy w niebo ku sufitowi. Chwilę później Lewis zniknął za drzwiami, z jej laskami, a zdyskredytowanie konkurencji musiało zostać odłożone na później…
…wielka szkoda.
Westchnęła przeciągle, łapiąc się na tym, że spojrzenia jej i osoby stojącej za barem się skrzyżowały. Uśmiechnęła się rozkosznie, pomachała ręką, zapominając na moment, że nie ma w sobie uroku i czaru osoby wyglądającej na słodką nastolatkę. Och nie, ona przecież była poważną damą. Najgorzej.
– Ta Fontanna? To takie miejsce jak kocioł tak? Nie chodzi o wrzucanie żelatyny do miejskiej fontanny prawda? – upewniała się, bo jej myślowa mapa magicznego Londynu wciąż leżała i kwiczała. Wiedziała już że są trzy ulice, które tak na prawdę ze swoimi odnogami przypominają bardziej dzielnice, a ta na której przyszło jej żyć nie jest zbyt miła dla nieznajomych (tez nie jest miła dla znajomych, no… ogólnie nie jest miła). Nie żeby jej to przeszkadzało. Rejwach był dla niej obecnie najmilszym miejscem na ziemi.
Nie miała jakiś głębszych przemyśleń w tej materii, ale też i dobrze, że pan Woody uprzedził ją, żeby się nie gapić, bo oczywiście gapiła się bezczelnie na poczynania Lewisa i dopiero po słownej uwadze odwróciła oczy w niebo ku sufitowi. Chwilę później Lewis zniknął za drzwiami, z jej laskami, a zdyskredytowanie konkurencji musiało zostać odłożone na później…
…wielka szkoda.
Westchnęła przeciągle, łapiąc się na tym, że spojrzenia jej i osoby stojącej za barem się skrzyżowały. Uśmiechnęła się rozkosznie, pomachała ręką, zapominając na moment, że nie ma w sobie uroku i czaru osoby wyglądającej na słodką nastolatkę. Och nie, ona przecież była poważną damą. Najgorzej.
– Ta Fontanna? To takie miejsce jak kocioł tak? Nie chodzi o wrzucanie żelatyny do miejskiej fontanny prawda? – upewniała się, bo jej myślowa mapa magicznego Londynu wciąż leżała i kwiczała. Wiedziała już że są trzy ulice, które tak na prawdę ze swoimi odnogami przypominają bardziej dzielnice, a ta na której przyszło jej żyć nie jest zbyt miła dla nieznajomych (tez nie jest miła dla znajomych, no… ogólnie nie jest miła). Nie żeby jej to przeszkadzało. Rejwach był dla niej obecnie najmilszym miejscem na ziemi.