07.10.2026, 21:44 ✶
— To dość nietypowa specjalizacja — skomentował Sebastian, walcząc z tym, aby nie wywrócić wymownie oczami lub nie przeżegnać się tuż przed twarzą Urd. — Domyślam się, że znalezienie placówki oferującej rozwój tego… talentu… było szalenie wymagającym zadaniem.
Może nawet nie potrzebowała ichniejszej wypaczonej moralnie Lecznicy Dusz, aby rozwijać tę umiejętność. W kwestiach egzorcyzmów żadne z nich nie odpuszczało podczas dywagacji naukowych, a zdarzały się i takie rozmowy, gdzie sam Macmillan miał ochotę zapłakać nad tym, jak pewna siebie była ta kobieta w swoich prowokacjach.
— Nie odmawiam mu znaczenia. Wręcz przeciwnie! Na kilka mil wyczuwam potencjał tego przeklętego drzewa. — Wbił wymowne spojrzenie w Nordgersim. — Potencjał, który może sprowadzić na nas wszystkich ruinę, bo sprawą zajmuje się towarzystwo pełne arogantów, którzy uwierzyli, że są w stanie podporządkować sobie takie… takie coś.
Im bardziej Ministerstwo Magii wraz ze swoimi doradcami brudziło sobie ręce sprawami Limbo i pokrewnymi mu wątkami, tym bardziej Sebastian tracił wiarę w reprezentantów tej instytucji. Zrobił to z bólem serce, ale koniec końców przełknął to, jak nierozważnie postąpiły oddziały Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów wdzierając się bez przygotowania do Zaświatów w pogoni za Śmierciożercami. Brenna nie raz próbowała mu to wytłumaczyć.
Ale to co zobaczył na zebraniu badaczy na Polanie Ognisk? To było coś gorszego. W ostatnie Beltane do takich a nie innych działań Brygadzistów i Aurorów popchnęła desperacja i chęć ochronienia ich wszystkich przed zagrożeniem ze strony Czarnego Pana i jego Śmierciożerców. A ci badacze? Departament Tajemnic? Widział tam raczej wybujałą ambicji zrodzoną z myśli o tym, że mogliby wykorzystać to drzewo do własnych celów.
— Po prostu… Nie oddawaj mu czci — zakończył Sebastian, podsumowując swoją wypowiedź ciężkim westchnieniem.
Nie chciał nikomu narzucać swojej interpretacji jako jedynej prawdy objawionej, jednak cały ten dąb śmierdział mu na kilometr. A ostatnie czego chciał to, żeby ludzie ubzdurali sobie, że powinni bić pokłony przed jego korzeniami. Między innymi dlatego pilnował się w rozmowach z innymi kapłanami i kapłankami kowenu, starając się nie zdradzać zbyt wiele na temat swojej wizyty na Polanie Ognisk. Kto wie, jak by zareagowali? I czy przypadkiem nie pogorszyliby sprawy.
— Mamy mocniejsze argumenty niż oni — zauważył mężczyzna, pokazując na palcach, jakimi to atutami mogli się pochwalić. — Jesteśmy egzorcystami. Mamy pojemniki na duchy. Jesteśmy tutaj z ramienia Ministerstwa Magii, a więc oficjalnej miłosiernie nam panującej władzy, a poza tym… Niewiele rzeczy jest bardziej nęcących niż pławienie się po wieczność w świetle naszej Przenajświętszej po drugiej stronie.
Przynajmniej w jakimś zakątku Limbo, dokończył bezgłośnie Sebastian, zbliżając się do widmowego starca. Nim jednak zdołał się odezwać, do głosu doszedł duch martwej czarownicy.
— Ojcze, to nie może tak wyglądać! — zaczęła spokojnym głosem, chociaż nie trzeba było tutaj speca od relacji międzyludzkich, aby zauważyć, że kobiecie kończy się cierpliwość. — Ile jeszcze spędzimy tu czasu? Tydzień? Miesiąc? ROK? Nie możemy tu siedzieć w nieskończoność tylko dlatego, że TY chcesz wrócić do lasu! Jesteśmy tu od miesięcy. MIE-SIĘ-CY.
— Ty nic nie rozumiesz… — wymamrotał starzec, opierając się o widmową laskę. — Musimy poczekać aż…
— AŻ CO? — Kobieta wyrzuciła ręce w powietrze, kompletnie ignorując obecność Sebastiana i Urd. — Aż Ministerstwo znowu nas przegoni z lasu? A może jak wpadniemy na te inne zjawy?
— Dziecko, przyjdzie taki czas, że…
— NIE, NIE PRZYJDZIE! TERAZ JUŻ NIC NIE BĘDZIE! NIE ROZUMIESZ? JA NAWET NIE WIDZIAŁAM WŁASNEGO POGRZEBU! — Duch uniósł się w powietrzu na kilka centymetrów wyżej, a w odległości kilku metrów zaczęło się robić chłodniej. — Ty… Ty zresztą swojego też nie.
— Kochanie, nie pamiętasz już, co mówili na kazaniu w ostatnie Yule, przecież…
Kobieta wzięła kilka głębokich oddechów i wydęła policzki, a po chwili odwróciła się plecami do swojego ojca. Dopiero wtedy zauważyła, że świadkami ich dyskusji była para żywych.
— A wy co tu robi…
— Kapłan Macmillan z londyńskiego kowenu. I Ministerstwa Magii — przedstawił się Sebastian, mimowolnie odsuwając się nieco od ducha kobieta, co by zaraz się nie rozkaszleć od obniżonej temperatury. — Pani… Nordgersim. Specjalistka Ministerstwa Magii. Egzorcystka.
— Och, nareszcie! Chwalmy Matkę, w końcu przysłali tu kogoś, kto nie ciska w nas zaklęciami rozpraszającymi! — ucieszyła się widmowa kobieta, klaskając krótko w dłonie. Potem zwróciła się w stronę Urd, prezentując przed nią eleganckie dygnięcie. — Nadia Shercliffe. Z chęcią się dowiem, co może Pani dla mnie zrobić… Mam serdecznie dosyć tego przeklętego lasu. A tatuś… Tatuś z chęcią z ojcem porozmawia, ojcze Macmillanie.
Egzorcysta pokiwał automatycznie głową, posyłając Urd kontrolne spojrzenie. W sumie to nawet im się poszczęściło. Czyż nie lepiej było pracować z duchami, które przynajmniej wydawały się być chętne do tego, aby przenieść się na drugą stronę? Jeśli krótka rozmowa miała aż tak im ułatwić pracę, to chyba warto było spróbować, czyż nie? Sebastian dał kobietom nieco przestrzeni, a sam zaczął zagadywać do ducha sędziwego mężczyzny.
Może nawet nie potrzebowała ichniejszej wypaczonej moralnie Lecznicy Dusz, aby rozwijać tę umiejętność. W kwestiach egzorcyzmów żadne z nich nie odpuszczało podczas dywagacji naukowych, a zdarzały się i takie rozmowy, gdzie sam Macmillan miał ochotę zapłakać nad tym, jak pewna siebie była ta kobieta w swoich prowokacjach.
— Nie odmawiam mu znaczenia. Wręcz przeciwnie! Na kilka mil wyczuwam potencjał tego przeklętego drzewa. — Wbił wymowne spojrzenie w Nordgersim. — Potencjał, który może sprowadzić na nas wszystkich ruinę, bo sprawą zajmuje się towarzystwo pełne arogantów, którzy uwierzyli, że są w stanie podporządkować sobie takie… takie coś.
Im bardziej Ministerstwo Magii wraz ze swoimi doradcami brudziło sobie ręce sprawami Limbo i pokrewnymi mu wątkami, tym bardziej Sebastian tracił wiarę w reprezentantów tej instytucji. Zrobił to z bólem serce, ale koniec końców przełknął to, jak nierozważnie postąpiły oddziały Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów wdzierając się bez przygotowania do Zaświatów w pogoni za Śmierciożercami. Brenna nie raz próbowała mu to wytłumaczyć.
Ale to co zobaczył na zebraniu badaczy na Polanie Ognisk? To było coś gorszego. W ostatnie Beltane do takich a nie innych działań Brygadzistów i Aurorów popchnęła desperacja i chęć ochronienia ich wszystkich przed zagrożeniem ze strony Czarnego Pana i jego Śmierciożerców. A ci badacze? Departament Tajemnic? Widział tam raczej wybujałą ambicji zrodzoną z myśli o tym, że mogliby wykorzystać to drzewo do własnych celów.
— Po prostu… Nie oddawaj mu czci — zakończył Sebastian, podsumowując swoją wypowiedź ciężkim westchnieniem.
Nie chciał nikomu narzucać swojej interpretacji jako jedynej prawdy objawionej, jednak cały ten dąb śmierdział mu na kilometr. A ostatnie czego chciał to, żeby ludzie ubzdurali sobie, że powinni bić pokłony przed jego korzeniami. Między innymi dlatego pilnował się w rozmowach z innymi kapłanami i kapłankami kowenu, starając się nie zdradzać zbyt wiele na temat swojej wizyty na Polanie Ognisk. Kto wie, jak by zareagowali? I czy przypadkiem nie pogorszyliby sprawy.
— Mamy mocniejsze argumenty niż oni — zauważył mężczyzna, pokazując na palcach, jakimi to atutami mogli się pochwalić. — Jesteśmy egzorcystami. Mamy pojemniki na duchy. Jesteśmy tutaj z ramienia Ministerstwa Magii, a więc oficjalnej miłosiernie nam panującej władzy, a poza tym… Niewiele rzeczy jest bardziej nęcących niż pławienie się po wieczność w świetle naszej Przenajświętszej po drugiej stronie.
Przynajmniej w jakimś zakątku Limbo, dokończył bezgłośnie Sebastian, zbliżając się do widmowego starca. Nim jednak zdołał się odezwać, do głosu doszedł duch martwej czarownicy.
— Ojcze, to nie może tak wyglądać! — zaczęła spokojnym głosem, chociaż nie trzeba było tutaj speca od relacji międzyludzkich, aby zauważyć, że kobiecie kończy się cierpliwość. — Ile jeszcze spędzimy tu czasu? Tydzień? Miesiąc? ROK? Nie możemy tu siedzieć w nieskończoność tylko dlatego, że TY chcesz wrócić do lasu! Jesteśmy tu od miesięcy. MIE-SIĘ-CY.
— Ty nic nie rozumiesz… — wymamrotał starzec, opierając się o widmową laskę. — Musimy poczekać aż…
— AŻ CO? — Kobieta wyrzuciła ręce w powietrze, kompletnie ignorując obecność Sebastiana i Urd. — Aż Ministerstwo znowu nas przegoni z lasu? A może jak wpadniemy na te inne zjawy?
— Dziecko, przyjdzie taki czas, że…
— NIE, NIE PRZYJDZIE! TERAZ JUŻ NIC NIE BĘDZIE! NIE ROZUMIESZ? JA NAWET NIE WIDZIAŁAM WŁASNEGO POGRZEBU! — Duch uniósł się w powietrzu na kilka centymetrów wyżej, a w odległości kilku metrów zaczęło się robić chłodniej. — Ty… Ty zresztą swojego też nie.
— Kochanie, nie pamiętasz już, co mówili na kazaniu w ostatnie Yule, przecież…
Kobieta wzięła kilka głębokich oddechów i wydęła policzki, a po chwili odwróciła się plecami do swojego ojca. Dopiero wtedy zauważyła, że świadkami ich dyskusji była para żywych.
— A wy co tu robi…
— Kapłan Macmillan z londyńskiego kowenu. I Ministerstwa Magii — przedstawił się Sebastian, mimowolnie odsuwając się nieco od ducha kobieta, co by zaraz się nie rozkaszleć od obniżonej temperatury. — Pani… Nordgersim. Specjalistka Ministerstwa Magii. Egzorcystka.
— Och, nareszcie! Chwalmy Matkę, w końcu przysłali tu kogoś, kto nie ciska w nas zaklęciami rozpraszającymi! — ucieszyła się widmowa kobieta, klaskając krótko w dłonie. Potem zwróciła się w stronę Urd, prezentując przed nią eleganckie dygnięcie. — Nadia Shercliffe. Z chęcią się dowiem, co może Pani dla mnie zrobić… Mam serdecznie dosyć tego przeklętego lasu. A tatuś… Tatuś z chęcią z ojcem porozmawia, ojcze Macmillanie.
Egzorcysta pokiwał automatycznie głową, posyłając Urd kontrolne spojrzenie. W sumie to nawet im się poszczęściło. Czyż nie lepiej było pracować z duchami, które przynajmniej wydawały się być chętne do tego, aby przenieść się na drugą stronę? Jeśli krótka rozmowa miała aż tak im ułatwić pracę, to chyba warto było spróbować, czyż nie? Sebastian dał kobietom nieco przestrzeni, a sam zaczął zagadywać do ducha sędziwego mężczyzny.