Wczoraj, 14:25 ✶
Icarus stał w miejscu z szeroko otwartymi oczyma, jakby przejęła go nagła zgroza. I rzeczywiście poniekąd to właśnie ów lęk przed gromadką małych smoczków powstrzymywał go przed zrobieniem kroku do przodu. Dlaczego go jednak zrobił? Powód był prosty. Stał przed nim, śmiał się, nareszcie emanował radością. Wyraz szoku przeszedł u Ariego w uśmiech. Jeśli to sprawiało szczęście Monie, to on też znajdował w tym radość. Nawet jeśli mógł stracić palce.
Kroczek był maleńki, ale smoczoogniki go zauważyły. Jeden z nich, z nieco wybrakowanym uzębieniem, wylądował i podreptał do Icarusa z ostrożnym zainteresowaniem. Skubnął sznurówkę jego buta.
– Eeee… dobry smoczek – wydusił Ari, jednak nie wyciągał ręki. – Są bardzo… bardzo ładne, Mo. Naprawdę. Ale obawiam się, że nie znają mnie za dobrze, a ich zęby są bardzo ostre.
I jak w tej plątaninie ogonów, pazurzastych łapek i hojnie uzębionych paszcz miał się oświadczyć? Smoki ponoć kochały złoto. Przynajmniej tak głosiły podania. A pierścionek zaręczynowy spoczywający w jego kieszeni wykonano ze szczerego złota. Cóż to by była za katastrofa, gdyby jeden ze smoczków porwał go i zaniósł do swego legowiska. Chyba, że były one jak pieski i znały komendy… Choć na przykład Cerber i tak rzadko się do nich stosował.
– Jak się nazywa ten tutaj? Czy to nie sławny Szczerbatek? Albo zębatek? – zapytał Prewett, wskazując na smoczoognika, który obecnie starał się rozsupłać mu buty.
Kroczek był maleńki, ale smoczoogniki go zauważyły. Jeden z nich, z nieco wybrakowanym uzębieniem, wylądował i podreptał do Icarusa z ostrożnym zainteresowaniem. Skubnął sznurówkę jego buta.
– Eeee… dobry smoczek – wydusił Ari, jednak nie wyciągał ręki. – Są bardzo… bardzo ładne, Mo. Naprawdę. Ale obawiam się, że nie znają mnie za dobrze, a ich zęby są bardzo ostre.
I jak w tej plątaninie ogonów, pazurzastych łapek i hojnie uzębionych paszcz miał się oświadczyć? Smoki ponoć kochały złoto. Przynajmniej tak głosiły podania. A pierścionek zaręczynowy spoczywający w jego kieszeni wykonano ze szczerego złota. Cóż to by była za katastrofa, gdyby jeden ze smoczków porwał go i zaniósł do swego legowiska. Chyba, że były one jak pieski i znały komendy… Choć na przykład Cerber i tak rzadko się do nich stosował.
– Jak się nazywa ten tutaj? Czy to nie sławny Szczerbatek? Albo zębatek? – zapytał Prewett, wskazując na smoczoognika, który obecnie starał się rozsupłać mu buty.
Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.