Bardzo nie lubił, kiedy mu się ktokolwiek wciskał w sprawy, które wcale oczywiste nie były. Nie chodziło nawet o jego relację z Helloise, bo to podejście dotyczyło wszystkiego, ale wypowiedziane przez wieszczkę słowa pozostawiły za sobą niesmak. Powinien jej tę chatę całą spalić do gołej ziemi, ale każdy kolejny krok prowadził go przez las, aż szałas zniknął im kompletnie za plecami.
— Nic nie może być słodkie przez cały czas — odpowiedział, zerkając na nią z przekorą. — Jeśli by takie było, znudziłoby się prędko — wytłumaczył tonem, jakby to była najoczywistsza rzecz pod słońcem. Nie przystanął obok niej, kiedy się zatrzymała, ale zdecydowanie zwolnił kroku, powoli i niespiesznie krocząc po ściółce.
— Błagam cię — prychnął, potrząsając głową w jakimś niedowierzaniu. — Wybitne wróżbitki nie mieszkają pośrodku lasu, chowając się przed światem — zaśmiał się gorzko. — Wybitni wróżbici są sławni na cały świat. Z dobrego czy złego powodu, to już nie jest ważne.
Nie to, żeby jemu samemu przeszkadzało mieszkanie po środku gęstwiny, ale wieszcze zawsze wydawali mu się posiadać pewnego rodzaju ambicje, by zrobić z widzianą przyszłością… w sumie cokolwiek. Powstawały potem takie Dolohovy, które szkoliły Scylle czy Peregrinusy i wszyscy razem siedzieli sobie w kółeczku, by móc innym mówić co ich czeka. Pośrodku lasu słyszały o tym tylko drzewa - równie dobrze mogło to w ogóle nie mieć miejsca, a przyszłość przepadała.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast