20.10.2026, 15:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.10.2026, 16:30 przez Helloise Rowle.)
Żeby dostąpić słodyczy opium, musiała pierw przełknąć diabelnie gorzką porcję laudanum. Smaku opiumowej nalewki nie maskowało nawet zalanie jej słodkimi syropami czy rozcieńczenie w winie. Chwila goryczy za pasmo rozkoszy. Tyle że z czasem Helloise odnajdywała w opium coraz mniej i mniej przyjemności, a brała, bo nie umiała inaczej. Nawyk i przywiązanie trudno było złamać, nawet jeśli było to przywiązanie do goryczy z okazjonalną nutą słodkości.
— Zbyt dużo goryczy, a obrzydnie zupełnie. Może i ja powinnam zadbać o urozmaicenie ci wrażeń. — Uśmiechnęła się przebiegle.
Leviathan mówił, jakby las był miejscem nieodpowiednim dla pielęgnowania prawdziwej wielkości. Helloise aż uniosła brwi w niedowierzaniu, gdy tak łatwo odtrącał umiejętności wróżbitki ze względu na to tylko, że nie prowadziła gabinetu na głównej ulicy Magicznego Londynu. W oczach czarownicy trzymanie się z dala od miasta i ludzi przemawiało na korzyść dziwaczki. Skoro dla drzew wróżyła, nie dla ludzi, musiały być to wróżby ze szczerej pasji, nie te komercyjne, celebryckie popisy, jakie odprawiał wśród blichtru Vakel Dolohov i jemu podobni.
— Co ty wiesz o wróżbitach? — rzekła tak, jakby sama wiedziała cokolwiek więcej niż Leviathan. — Za poznawanie tajemnic przyszłości trzeba zapłacić nieraz wielką cenę. To wielki ciężar. Wielka zagadka. Jestem pewna, że ona o wiele głębiej medytuje nad znakami tutaj, niż by medytowała w zgiełku miasta. — W głosie Helloise pobrzmiewało wyraźne niezadowolenie. Nie czuła się wcale urażona podważaniem kompetencji tej nieznajomej wieszczki, lecz sugestia, że pustelnie nie są właściwym miejscem na odkrywanie sekretów przyszłości, raziło ignorancją. Czy Leviathan nigdy nie miał okazji widzieć Szeptuchy? Czy nigdy nie słyszał legend o wielkich wieszczach w ich świątyniach i samotniach? — Więc skąd by się jej objawił ten pomysł? Skoro uważasz, że nie jest dobrą wróżbitką, to najwyraźniej źle pilnujesz swojego domu. Matka raczy wiedzieć, co jeszcze ta wiedźma mogła u ciebie zobaczyć.
— Zbyt dużo goryczy, a obrzydnie zupełnie. Może i ja powinnam zadbać o urozmaicenie ci wrażeń. — Uśmiechnęła się przebiegle.
Leviathan mówił, jakby las był miejscem nieodpowiednim dla pielęgnowania prawdziwej wielkości. Helloise aż uniosła brwi w niedowierzaniu, gdy tak łatwo odtrącał umiejętności wróżbitki ze względu na to tylko, że nie prowadziła gabinetu na głównej ulicy Magicznego Londynu. W oczach czarownicy trzymanie się z dala od miasta i ludzi przemawiało na korzyść dziwaczki. Skoro dla drzew wróżyła, nie dla ludzi, musiały być to wróżby ze szczerej pasji, nie te komercyjne, celebryckie popisy, jakie odprawiał wśród blichtru Vakel Dolohov i jemu podobni.
— Co ty wiesz o wróżbitach? — rzekła tak, jakby sama wiedziała cokolwiek więcej niż Leviathan. — Za poznawanie tajemnic przyszłości trzeba zapłacić nieraz wielką cenę. To wielki ciężar. Wielka zagadka. Jestem pewna, że ona o wiele głębiej medytuje nad znakami tutaj, niż by medytowała w zgiełku miasta. — W głosie Helloise pobrzmiewało wyraźne niezadowolenie. Nie czuła się wcale urażona podważaniem kompetencji tej nieznajomej wieszczki, lecz sugestia, że pustelnie nie są właściwym miejscem na odkrywanie sekretów przyszłości, raziło ignorancją. Czy Leviathan nigdy nie miał okazji widzieć Szeptuchy? Czy nigdy nie słyszał legend o wielkich wieszczach w ich świątyniach i samotniach? — Więc skąd by się jej objawił ten pomysł? Skoro uważasz, że nie jest dobrą wróżbitką, to najwyraźniej źle pilnujesz swojego domu. Matka raczy wiedzieć, co jeszcze ta wiedźma mogła u ciebie zobaczyć.
dotknij trawy