20.10.2026, 20:55 ✶
Jak najbardziej serwują w Magicznym Londynie pizzę i Mariano nie było wcale jedynym lokalem. Pan Hati Greyback z Nokturnu również prowadził pizzerię — i to nie byle jaką, bo pizzerię z fight clubem!
Gdy nowi klienci przekroczyli próg, człowiek za ladą ożywił się i rozpogodził obojętny wyraz twarzy. Choć brakowało mu nieco profesjonalnej charyzmy do poziomu obsługi topowych restauracji, to sprawiał wrażenie sympatycznego faceta. Po niezdjętym fartuchu szło poznać, że to kelner, kucharz i kasjer w jednym; zależnie od bieżącej potrzeby.
— Dzień dobry — powitał gości, gdy podeszli, po czym przyjął ich zamówienia. — Raz mała pepperoni, raz bolognese — powtórzył, żeby się upewnić, że się wszystko zgadza. — Się robi. Czas oczekiwania wyjdzie około dwadzieścia pięć minut. Na miejscu czy na wynos? Może coś do picia?
Gdy wszelkie ustalenia wokół dań zostały poczynione, przekazał zamówienie na kuchnię przez okienko do wydawania potraw znajdujące się za jego plecami. Na wzmiankę o pracowniku zaś machnął zrezygnowany ręką; zdaje się, że umęczony samą koniecznością powracania do tego tematu.
— Aa, wie pani, miałem takiego chłopaka na kuchni i mi przestał przychodzić z dnia na dzień. Ani żegnam, ani do widzenia, ani pocałuj mnie w dupę. — Szybko zorientował się, że z tym całowaniem w dupę do klienta, to mógł się zapędzić. — Państwo wybaczą, ale już miesiąc będzie, jak nikogo nie mogę na jego miejsce znaleźć.
Aura, którą zobaczył u niego Atreus, miała pomarańczową bazę właściwą komuś, kto ma w sobie dużo pozytywnych emocji i jest duszą towarzystwa, niestety, zakradały się w nią pierwsze przebłyski szarości i znużenia monotonią życia. Taki był też ów czarodziej tego dnia, gdy Atreus wejrzał w jego bieżące emocje: mężczyzna ucieszył się widokiem nowych klientów, ale nastrój miał generalnie nieszczególny, podszyty nerwami, takimi jakie się widuje u osób przejętych problemami życia codziennego. Nie było w tym człowieku nic nadzwyczajnego ani budzącego podejrzenie.
Gdy nowi klienci przekroczyli próg, człowiek za ladą ożywił się i rozpogodził obojętny wyraz twarzy. Choć brakowało mu nieco profesjonalnej charyzmy do poziomu obsługi topowych restauracji, to sprawiał wrażenie sympatycznego faceta. Po niezdjętym fartuchu szło poznać, że to kelner, kucharz i kasjer w jednym; zależnie od bieżącej potrzeby.
— Dzień dobry — powitał gości, gdy podeszli, po czym przyjął ich zamówienia. — Raz mała pepperoni, raz bolognese — powtórzył, żeby się upewnić, że się wszystko zgadza. — Się robi. Czas oczekiwania wyjdzie około dwadzieścia pięć minut. Na miejscu czy na wynos? Może coś do picia?
Gdy wszelkie ustalenia wokół dań zostały poczynione, przekazał zamówienie na kuchnię przez okienko do wydawania potraw znajdujące się za jego plecami. Na wzmiankę o pracowniku zaś machnął zrezygnowany ręką; zdaje się, że umęczony samą koniecznością powracania do tego tematu.
— Aa, wie pani, miałem takiego chłopaka na kuchni i mi przestał przychodzić z dnia na dzień. Ani żegnam, ani do widzenia, ani pocałuj mnie w dupę. — Szybko zorientował się, że z tym całowaniem w dupę do klienta, to mógł się zapędzić. — Państwo wybaczą, ale już miesiąc będzie, jak nikogo nie mogę na jego miejsce znaleźć.
Aura, którą zobaczył u niego Atreus, miała pomarańczową bazę właściwą komuś, kto ma w sobie dużo pozytywnych emocji i jest duszą towarzystwa, niestety, zakradały się w nią pierwsze przebłyski szarości i znużenia monotonią życia. Taki był też ów czarodziej tego dnia, gdy Atreus wejrzał w jego bieżące emocje: mężczyzna ucieszył się widokiem nowych klientów, ale nastrój miał generalnie nieszczególny, podszyty nerwami, takimi jakie się widuje u osób przejętych problemami życia codziennego. Nie było w tym człowieku nic nadzwyczajnego ani budzącego podejrzenie.