22.10.2026, 14:05 ✶
Rozczarowała się nieudanym widmowidzeniem, lecz nie rozczarowała się samym Othellem. Helloise rozumiała doskonale, że widzenia nieraz zależały wyłącznie od kaprysów losu; dary widzących nie były czymś, co ci mogli na zawołanie przyzwać i wedle swojego upodobania wizjami rozporządzać. Ani Othello, ani Helloise nie mogli mieć zresztą pewności, czym jest przedmiot przed nimi i co może być w nim zapisane. Czy wspomnienie czegokolwiek w ogóle ów ogarek nosi.
— Możesz go zabrać. Ja wiem już o nim wszystko, czego mogłam się dowiedzieć — zgodziła się, skinąwszy wyrozumiale głową w uznaniu jego niepowodzenia.
W przerwie pomiędzy seansami czarownica wstała od stołu i przeszła przez kuchnię do ognia, aby ogrzać przy nim ręce. W zamyśleniu poskrobała paznokciem drewniane ściany chaty, niby rozdrapać pragnęła w ten sposób sęki w poszukiwaniu wiecznie obserwujących oczu demona. Uśmiechnęła się przelotnie w odpowiedzi na komplement o cieście, po czym powróciła do Othella, aby kontynuować badania nad sprawą.
Czarodzieje zasiedli do seansu, złączyli ręce. Helloise przeszedł lekki dreszcz, gdy Othello odezwał się do domniemanego ducha. Intensywność oblepiającego ich spojrzenia wzrosła, kobieta zacisnęła mocniej ogrzane od ognia palce na zimnych dłoniach Fawleya, walcząc z pokusą nerwowego obejrzenia się za siebie.
I znów na pozór odpowiedziała im cisza, lecz wtem nieśmiały chłód ogarnął pomieszczenie. Widok dziewczęcej duszy w wianku zaglądającej do wnętrza chaty zmiękczył wyraz twarzy wiedźmy; spomiędzy jej warg uciekło nieme westchnienie zachwytu. Przemówiła do ducha łagodnie, jakby to do jej domu zajrzało dzikie zwierzątko, którego pod żadnym pozorem nie chciała przepłoszyć:
— Wiem. Wiem to. — Wstała powoli od stołu, ale nie uczyniła ani jednego kroku. — Czy ty ją znasz, miła duszko?
— Możesz go zabrać. Ja wiem już o nim wszystko, czego mogłam się dowiedzieć — zgodziła się, skinąwszy wyrozumiale głową w uznaniu jego niepowodzenia.
W przerwie pomiędzy seansami czarownica wstała od stołu i przeszła przez kuchnię do ognia, aby ogrzać przy nim ręce. W zamyśleniu poskrobała paznokciem drewniane ściany chaty, niby rozdrapać pragnęła w ten sposób sęki w poszukiwaniu wiecznie obserwujących oczu demona. Uśmiechnęła się przelotnie w odpowiedzi na komplement o cieście, po czym powróciła do Othella, aby kontynuować badania nad sprawą.
Czarodzieje zasiedli do seansu, złączyli ręce. Helloise przeszedł lekki dreszcz, gdy Othello odezwał się do domniemanego ducha. Intensywność oblepiającego ich spojrzenia wzrosła, kobieta zacisnęła mocniej ogrzane od ognia palce na zimnych dłoniach Fawleya, walcząc z pokusą nerwowego obejrzenia się za siebie.
I znów na pozór odpowiedziała im cisza, lecz wtem nieśmiały chłód ogarnął pomieszczenie. Widok dziewczęcej duszy w wianku zaglądającej do wnętrza chaty zmiękczył wyraz twarzy wiedźmy; spomiędzy jej warg uciekło nieme westchnienie zachwytu. Przemówiła do ducha łagodnie, jakby to do jej domu zajrzało dzikie zwierzątko, którego pod żadnym pozorem nie chciała przepłoszyć:
— Wiem. Wiem to. — Wstała powoli od stołu, ale nie uczyniła ani jednego kroku. — Czy ty ją znasz, miła duszko?
dotknij trawy