22.10.2026, 20:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.10.2026, 20:31 przez Basilius Prewett.)
Basilius zmarszczył brwi i otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć po czym po chwili je zamknął.
– Ale… – zaczął nieco niepewnie nie do końca wiedząc, czy aby na pewno dobrze zrozumiał Odysseusa. Na twarzy młodszego czarodzieja malowała się czysta konfuzja i jakiegoś rodzaju zakłopotanie, które próbował ukryć mniej skutecznie niż zakładał. – A to właśnie… ‐ Odchrząknął. – A to właśnie nie tak, że ludzie powinni ze sobą rozmawiać, aby było mniej problemów między nimi?
To nie tak, że Basilius był na tyle naiwny, aby nie widzieć relacji pomiędzy odzywaniem się, a doprowadzaniem do kłótni. Sam czasami wzdychał widząc jakąś awanturę i żałował, że prowodyr zamieszania nie trzymał języka za zębami. Jednocześnie miał dziwne wrażenie graniczące z pewnością, że w magipsychiatrii rozmowy były wręcz wskazane. A tu jednak ktoś kto znał się na zagadnieniu lepiej od niego, zachowywał się, jakby podstawowa forma komunikacji podczas terapii kompletnie go wykończyła.
– Klątwy są interesujące – mruknął pod nosem zgodnie z prawdą. Z drugiej strony to co klątwy robiły z samym człowiekiem również brzmiało bardzo interesująco, a Prewett nie okłamywał samego siebie, gdy mówił, że nie może się zdecydować na konkretną specjalizację.
– Myślisz? – spytał słysząc stwierdzenie starszego kolegi. Spojrzał na niego, a potem na drzwi zza których dobiegały podniesione głosy. – No to przekonajmy się co i jak.
Z tymi słowami otworzył drzwi. W niewielkim gabinecie siedziała piątka dorosłych czarodziei. Starsza czarownica w ciemnozielonej szacie, mężczyzna w podobnym wieku o bujnym, siwym wąsie, ubrany na czarno, nieuczesana kobieta po trzydziestce w czerwonej sukience, a także dwóch mężczyzn, bliźniaków, którzy mogli być w wieku Odysseusa lub tylko trochę starsi.
Nagle wszystkie pięc par oczu zwróciło się w ich stronę, a nieuczesana kobieta dopadła do Odysseusa i chwyciła go za ramiona.
– I co z nim? Moim mężem?[/b] – spytała przejęta. – [b]Wyjdzie z tego? Proszę mi powiedzieć coś dobrego, błagam!
– Ale… – zaczął nieco niepewnie nie do końca wiedząc, czy aby na pewno dobrze zrozumiał Odysseusa. Na twarzy młodszego czarodzieja malowała się czysta konfuzja i jakiegoś rodzaju zakłopotanie, które próbował ukryć mniej skutecznie niż zakładał. – A to właśnie… ‐ Odchrząknął. – A to właśnie nie tak, że ludzie powinni ze sobą rozmawiać, aby było mniej problemów między nimi?
To nie tak, że Basilius był na tyle naiwny, aby nie widzieć relacji pomiędzy odzywaniem się, a doprowadzaniem do kłótni. Sam czasami wzdychał widząc jakąś awanturę i żałował, że prowodyr zamieszania nie trzymał języka za zębami. Jednocześnie miał dziwne wrażenie graniczące z pewnością, że w magipsychiatrii rozmowy były wręcz wskazane. A tu jednak ktoś kto znał się na zagadnieniu lepiej od niego, zachowywał się, jakby podstawowa forma komunikacji podczas terapii kompletnie go wykończyła.
– Klątwy są interesujące – mruknął pod nosem zgodnie z prawdą. Z drugiej strony to co klątwy robiły z samym człowiekiem również brzmiało bardzo interesująco, a Prewett nie okłamywał samego siebie, gdy mówił, że nie może się zdecydować na konkretną specjalizację.
– Myślisz? – spytał słysząc stwierdzenie starszego kolegi. Spojrzał na niego, a potem na drzwi zza których dobiegały podniesione głosy. – No to przekonajmy się co i jak.
Z tymi słowami otworzył drzwi. W niewielkim gabinecie siedziała piątka dorosłych czarodziei. Starsza czarownica w ciemnozielonej szacie, mężczyzna w podobnym wieku o bujnym, siwym wąsie, ubrany na czarno, nieuczesana kobieta po trzydziestce w czerwonej sukience, a także dwóch mężczyzn, bliźniaków, którzy mogli być w wieku Odysseusa lub tylko trochę starsi.
Nagle wszystkie pięc par oczu zwróciło się w ich stronę, a nieuczesana kobieta dopadła do Odysseusa i chwyciła go za ramiona.
– I co z nim? Moim mężem?[/b] – spytała przejęta. – [b]Wyjdzie z tego? Proszę mi powiedzieć coś dobrego, błagam!