23.10.2026, 07:11 ✶
Krew szumiała w uszach, a adrenalina przez moment nie pozwoliła wyjść dojmujący strach wobec dynamiki sytuacji. Straż odstąpiła, lecz twarze gości, ich oczy, ich opinie… Nie… te też odwróciły się ku Księciu i Księżnej, wszyscy otworzyli uszy na to co miała do powiedzenia wyrocznia.
Kościół teoretycznie łączył mocno podzielone dwory, kapłani dbali o to, by specyfika ziem i mocy przynależnych z urodzenia, nie wprowadzała niepotrzebnego zamętu. Pokój był wciąż chwiejny, choć od ostatniej wojny prythiańskiej minęło sporo czasu, fae byli niemalże nieśmiertelni i szalenie pamiętliwi.
W powietrzu unosiły się oficjalne słowa pozbawione większego znaczenia. Oczywiście on - najbardziej w sumie cywilizowany ze swojego dworu - znał je i nie słuchał ich tylko dlatego, żeby skupić umysł, wyciszyć zmysły i przestać myśleć o wszystkim co miało miejsce przed momentem. Poprawił szatę, ułożył włosy, które lekko zmierzwiła ta szarpanina. Odsunął się nawet nieco od błoniastego prowodyra tego całego zajścia, aby skryć się w mroku tej przerażająco wielkiej kamiennej sali balowej.
Chciał wysłuchać przepowiedni, żeby wiedzieć, co przekazać swemu starszemu bratu. Tylko tyle i aż tyle. Gdy tylko padną jej słowa, po prostu stąd wyjdzie i będzie miał szansę zapomnieć o całym incydencie. O obu incydentach…
Głos starowinki rozniósł się echem po sali, zaraz po tym, gdy magiczna, pachnąca piżmem i jaśminem mgła wpełzała po ścianach, wzmacniana najprawdopodobniej ukrytych sług, którzy dopełniali ją migotliwym blaskiem gwiazd.
Pozerzy - przewrócił oczyma, ale już zaraz potem skupił się na słowach. Arcykapłanka mogła sympatyzować z Dworem Nocy, ale dla pokoju musiała chociaż nominalnie zachowywać obiektywizm, wątpił więc, aby przepowiednia była peanem na cześć Rhysanda.
Cień spoza morza ponownie wyciągnie dłonie ku Prythianowi
a siedem Dworów stanie na krawędzi rozdarcia,
i ich sztandary ponownie zaczną powiewać przeciw sobie.
Tylko ten, który narodził się w Dniu Złączonych Świateł,
w godzinie, gdy noc ustępuje dniowi,
odnajdzie Drogę Ukrytą.
Zbladł. Najprawdopodobniej był jedną z niewielu osób świadomych, że przepowiednia mówi o nim. W końcu kto byłby tego świadom? Letniacy, jesieniarze.. może ktoś z zimy połączyłby kropki…
Z Nocy zabierze Koronę Gwiazd,
z Dnia Dywan Złotego Słońca,
ze Świtu Oko, które widzi wszystko,
z Zimy Klucz wykuty z pierwszego mrozu,
z Jesieni Czarę Wiecznego Płomienia,
z Lata Kompa Siedmiu Wiatrów,
z Wiosny Korzeń Pierwszego Kwiatu.
Siedem darów. Siedem Dworów. Jedno przeznaczenie.
A gdy siedem stanie się jednym,
w dzień trzechsetnych narodzin Wybranego,
przed zachodem słońca i przed wschodem pierwszej gwiazdy,
artefakty muszą zostać złączone
i wskażą miejsce, którego nie odnajdzie mapa ani zaklęcie –
Serce Prythianu, ukryte od czasów Pierwszych.
Fae nie był w stanie nie pomyśleć gorzko, że jego brat w końcu się doczekał wielkiej fety, w której on sam będzie musiał niestety wziąć udział…
Tam zostanie utkany Ostatni Całun,
a jego moc rozciągnie się nad wszystkimi Dworami.
W przeciwnym razie Droga pozostanie zamknięta na kolejne trzy stulecia,
a cień pochłonie ziemię wszystkich fae.
Przełknął ślinę. Czuł jak zimny pot pojawił się na jego czole. W sali zapadła cisza. Ciężka cisza. Nikt nie chciał wojny. Małe podjazdowe wojenki tak. Ale nie wojny absolutnej. Nie… to prowadziło tylko do zagłady.
Rhysand zdawał się być równie przejęty słowami wieszczki, najwidoczniej nie słysząc wróżby wcześniej.
– Tak… no tak, cóż za… słowa. Zgodnie z tym co mówiłaś Annabelle, rzeczywiście dotyczą racji stanu. – Jego słowa nie były nawet głośne, ale nikt, absolutnie nikt się nie odzywał. Nawet wiatr zdawał się umilknąć, nawet mgła nie śmiała świecić już tak jasno migotać. Zaraz potem Książę zwrócił się do tłumu, jego oblicze choć poważne, zdawało się nosić uśmiech, cwaniacki, podstępny, nocnikowy uśmiech…, gdy zwrócił się do wszystkich z tymi słowy:
– Niech ten, który urodził się w Dzień Złączonych Świateł przed trzystu laty wystąpi, aby Prythian mógł poznać swojego wybawcę. – powiedział głośno i Anthony nie zastanawiał się zbytnio nad tym, że nie padło pytanie “czy ktoś zna osobę urodzoną tego dnia”, zupełnie jakby Książę wiedział, że jest wśród nich taka osoba. Dziwne. Nie było jednak czasu się zastanawiać, trzeba było zrobić krok do przodu, wyjść z mroku i powiedzieć
– To ja. – usłyszał bliźniaczo, wypowiedziane w tym samym momencie, w którym sam powiedział te słowa. Odwrócił się w stronę źródła dźwięku z wysoko, wysoko uniesionymi brwiami.
To jakiś żart… Bardzo nieśmieszny żart…
Kościół teoretycznie łączył mocno podzielone dwory, kapłani dbali o to, by specyfika ziem i mocy przynależnych z urodzenia, nie wprowadzała niepotrzebnego zamętu. Pokój był wciąż chwiejny, choć od ostatniej wojny prythiańskiej minęło sporo czasu, fae byli niemalże nieśmiertelni i szalenie pamiętliwi.
W powietrzu unosiły się oficjalne słowa pozbawione większego znaczenia. Oczywiście on - najbardziej w sumie cywilizowany ze swojego dworu - znał je i nie słuchał ich tylko dlatego, żeby skupić umysł, wyciszyć zmysły i przestać myśleć o wszystkim co miało miejsce przed momentem. Poprawił szatę, ułożył włosy, które lekko zmierzwiła ta szarpanina. Odsunął się nawet nieco od błoniastego prowodyra tego całego zajścia, aby skryć się w mroku tej przerażająco wielkiej kamiennej sali balowej.
Chciał wysłuchać przepowiedni, żeby wiedzieć, co przekazać swemu starszemu bratu. Tylko tyle i aż tyle. Gdy tylko padną jej słowa, po prostu stąd wyjdzie i będzie miał szansę zapomnieć o całym incydencie. O obu incydentach…
Głos starowinki rozniósł się echem po sali, zaraz po tym, gdy magiczna, pachnąca piżmem i jaśminem mgła wpełzała po ścianach, wzmacniana najprawdopodobniej ukrytych sług, którzy dopełniali ją migotliwym blaskiem gwiazd.
Pozerzy - przewrócił oczyma, ale już zaraz potem skupił się na słowach. Arcykapłanka mogła sympatyzować z Dworem Nocy, ale dla pokoju musiała chociaż nominalnie zachowywać obiektywizm, wątpił więc, aby przepowiednia była peanem na cześć Rhysanda.
Cień spoza morza ponownie wyciągnie dłonie ku Prythianowi
a siedem Dworów stanie na krawędzi rozdarcia,
i ich sztandary ponownie zaczną powiewać przeciw sobie.
Tylko ten, który narodził się w Dniu Złączonych Świateł,
w godzinie, gdy noc ustępuje dniowi,
odnajdzie Drogę Ukrytą.
Zbladł. Najprawdopodobniej był jedną z niewielu osób świadomych, że przepowiednia mówi o nim. W końcu kto byłby tego świadom? Letniacy, jesieniarze.. może ktoś z zimy połączyłby kropki…
Z Nocy zabierze Koronę Gwiazd,
z Dnia Dywan Złotego Słońca,
ze Świtu Oko, które widzi wszystko,
z Zimy Klucz wykuty z pierwszego mrozu,
z Jesieni Czarę Wiecznego Płomienia,
z Lata Kompa Siedmiu Wiatrów,
z Wiosny Korzeń Pierwszego Kwiatu.
Siedem darów. Siedem Dworów. Jedno przeznaczenie.
A gdy siedem stanie się jednym,
w dzień trzechsetnych narodzin Wybranego,
przed zachodem słońca i przed wschodem pierwszej gwiazdy,
artefakty muszą zostać złączone
i wskażą miejsce, którego nie odnajdzie mapa ani zaklęcie –
Serce Prythianu, ukryte od czasów Pierwszych.
Fae nie był w stanie nie pomyśleć gorzko, że jego brat w końcu się doczekał wielkiej fety, w której on sam będzie musiał niestety wziąć udział…
Tam zostanie utkany Ostatni Całun,
a jego moc rozciągnie się nad wszystkimi Dworami.
W przeciwnym razie Droga pozostanie zamknięta na kolejne trzy stulecia,
a cień pochłonie ziemię wszystkich fae.
Przełknął ślinę. Czuł jak zimny pot pojawił się na jego czole. W sali zapadła cisza. Ciężka cisza. Nikt nie chciał wojny. Małe podjazdowe wojenki tak. Ale nie wojny absolutnej. Nie… to prowadziło tylko do zagłady.
Rhysand zdawał się być równie przejęty słowami wieszczki, najwidoczniej nie słysząc wróżby wcześniej.
– Tak… no tak, cóż za… słowa. Zgodnie z tym co mówiłaś Annabelle, rzeczywiście dotyczą racji stanu. – Jego słowa nie były nawet głośne, ale nikt, absolutnie nikt się nie odzywał. Nawet wiatr zdawał się umilknąć, nawet mgła nie śmiała świecić już tak jasno migotać. Zaraz potem Książę zwrócił się do tłumu, jego oblicze choć poważne, zdawało się nosić uśmiech, cwaniacki, podstępny, nocnikowy uśmiech…, gdy zwrócił się do wszystkich z tymi słowy:
– Niech ten, który urodził się w Dzień Złączonych Świateł przed trzystu laty wystąpi, aby Prythian mógł poznać swojego wybawcę. – powiedział głośno i Anthony nie zastanawiał się zbytnio nad tym, że nie padło pytanie “czy ktoś zna osobę urodzoną tego dnia”, zupełnie jakby Książę wiedział, że jest wśród nich taka osoba. Dziwne. Nie było jednak czasu się zastanawiać, trzeba było zrobić krok do przodu, wyjść z mroku i powiedzieć
– To ja. – usłyszał bliźniaczo, wypowiedziane w tym samym momencie, w którym sam powiedział te słowa. Odwrócił się w stronę źródła dźwięku z wysoko, wysoko uniesionymi brwiami.
To jakiś żart… Bardzo nieśmieszny żart…