Avelina skończyła pleść wianek i nie za bardzo wiedziała, co miała z nim zrobić. Maskę dawno schowała do torebki, aby może ktoś ze znajomych ją zauważył. Poczuła się trochę głupio, ponieważ wiedziała, że Trevorowi raczej wręczać go nie powinna, a nie widziała tu nikogo samotnego, nikogo znajomego, a do obcych bała się podchodzić. Odwróciła się od stołu, aby może przejść się i znaleźć kogoś. W tym czasie jednak usłyszała męski głos, który chwalił wianek, ale nie była pewna, czy to do niej. Spojrzała na źródło komplementu i widząc, że patrzy na nią uśmiechnęła się do niego ciepło i promiennie.
— Dziękuję, starałam się. – odpowiedziała trochę głupio, ale nigdy nie była dobra w rozmowach. Gdy zadał jej pytanie o patronusa na jej twarzy wymalowało się zaskoczenie, a reszta zdania uderzyła ją taką prostotą, że się zaśmiała. — Nigdy nie pełniłam funkcji patronusa, ale brzmi jak wyzwanie. – nie przestając się uśmiechać przysunęła się bliżej niego, a gdy wymownie wskazał wianek spojrzała na swoje dzieło, a potem na chłopaka. Zagryzła nerwowo wargę jak miała w zwyczaju, gdy się denerwowała i wyciągnęła go w jego stronę.
— Czy zechciałbyś go wnieść na pal dla mnie jeśli jesteś tutaj sam? – zadała pytanie mrużąc przy tym uważnie oczy. Raczej nie był sam, gdyby był z kimś to by do niej nie zagadywał, prawda? Powinna już dawno podejmować ryzyko, rozmawiać z ludźmi i ich poznawać, co złego może się stać? — Nazywam się Avelina.