21.03.2023, 03:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2023, 03:51 przez Elliott Malfoy.)
Nie był przyzwyczajony do tak szczerej uprzejmości. Same interakcje z Erikiem przysparzały go o wiele wewnętrznego zakłopotania, a co dopiero Nora.
Pomasował się po ramieniu, w które dostał kuksańca i mrugnął do mężczyzny, w przypływie ciepła kłębiącego się w nim odkąd postawił podeszwy sztybletów na Polanie.
- Dodałem niezapominajki, żeby przypominały ci o kolorze moich oczu - mrugnął do niego.
Malfoy skinął głową na wspomnienie o starszej kobiecie, której słowa wypaliły swoje znamię w jego pamięci.
- Pozostaje mieć nadzieję - odparł tajemniczo w kwestii talizmanu.
Po ilości nieprzyjemności i braku doceniania jego osoby w kręgach rodzinnych słowa blondynki wydały mu się na wagę złota, ale tez nie było zbytnio czasu na rozczłonkowywanie tej myśli na części pierwsze.
Zaraz przejął od Erika marynarkę i pelerynę.
Dwa rozpięte guziki od koszuli były jedynie początkiem euforii, ktorą Elliott zaczął odczuwać, a ktora pogłębiła się, gdy z dołu niby przyglądał się zmaganiom mężczyzny, a tak naprawdę miał niesamowicie dobry widok na jego pośl...
Oh, chyba nie powinien się gapić.
Spojrzał na Norę, ale jej spojrzenie również utkwione było w Longbottomowie, cóż, bezwstydnie wrócił więc do poprzedniej czynności, dopóki mężczyzna nie wylądował znów na trawie, wianek pozostawiając na szczycie pala.
Malfoy poczuł, ze zrobiło mu się okropnie gorąco, odczuwana panika, brak odpowiedzi na pytania 'co powinienem teraz zrobić?' oraz 'co wypada?' zostały zasłonięte przez cheć podzielenia się z wybrankiem silnymi uczuciami, nadziejami jakie dęły w ich żagle. Stanęła mu przed oczyma wizja ogrzewanego słońcem turkusowego oceanu, portugalskich plaży, o których rozmawiali wcale nie tak dawno, zapomniał na chwilę o troskach, tak samo o tym, że przecież powinien zrobić coś więcej oprócz intensywnego wpatrywania się z bezwstydnym zauroczeniem tryskającym z niebieskich oczu.
Zechciał poddać się atmosferze tańca, pozbyć się ograniczających szat, ująć jego twarz w dłonie i... Cóż. Niczego z tego nie mógł zrobić i powstrzymał się ostatkiem sił, właściwie w półkroku, gdy już był przy Eriku, gdy wyciągał ręce, aby nie wypuszczać go już z objęć. Zamiast tego zarzucił mu na ramiona marynarkę i pelerynę od munduru Brygady Uderzeniowej, które przykro przypominały o obowiązkach jakie pełnił dzisiaj, poświęcał czas dla bezpieczeństwa ich wszystkich, oh, na Morganę, jak mu się serce wyrywało do tego mężczyzny.
Wziął głeboki oddech, czując że pieką go policzki.
- Gratuluję - powiedział w końcu, a własny głos wydał się obcy, zachrypnięty, zbyt cichy - Obowiazki obowiązkami, ale taniec i chociaż łyk czegoś mocniejszego nie mogą cię ominąć. - złapał za dłonie Figg, jak i Longbottoma i poprowadził ich, dziwnie umiejętnie jak na siebie w rytm kobiet tańczących przy palu.
Pomasował się po ramieniu, w które dostał kuksańca i mrugnął do mężczyzny, w przypływie ciepła kłębiącego się w nim odkąd postawił podeszwy sztybletów na Polanie.
- Dodałem niezapominajki, żeby przypominały ci o kolorze moich oczu - mrugnął do niego.
Malfoy skinął głową na wspomnienie o starszej kobiecie, której słowa wypaliły swoje znamię w jego pamięci.
- Pozostaje mieć nadzieję - odparł tajemniczo w kwestii talizmanu.
Po ilości nieprzyjemności i braku doceniania jego osoby w kręgach rodzinnych słowa blondynki wydały mu się na wagę złota, ale tez nie było zbytnio czasu na rozczłonkowywanie tej myśli na części pierwsze.
Zaraz przejął od Erika marynarkę i pelerynę.
Dwa rozpięte guziki od koszuli były jedynie początkiem euforii, ktorą Elliott zaczął odczuwać, a ktora pogłębiła się, gdy z dołu niby przyglądał się zmaganiom mężczyzny, a tak naprawdę miał niesamowicie dobry widok na jego pośl...
Oh, chyba nie powinien się gapić.
Spojrzał na Norę, ale jej spojrzenie również utkwione było w Longbottomowie, cóż, bezwstydnie wrócił więc do poprzedniej czynności, dopóki mężczyzna nie wylądował znów na trawie, wianek pozostawiając na szczycie pala.
Malfoy poczuł, ze zrobiło mu się okropnie gorąco, odczuwana panika, brak odpowiedzi na pytania 'co powinienem teraz zrobić?' oraz 'co wypada?' zostały zasłonięte przez cheć podzielenia się z wybrankiem silnymi uczuciami, nadziejami jakie dęły w ich żagle. Stanęła mu przed oczyma wizja ogrzewanego słońcem turkusowego oceanu, portugalskich plaży, o których rozmawiali wcale nie tak dawno, zapomniał na chwilę o troskach, tak samo o tym, że przecież powinien zrobić coś więcej oprócz intensywnego wpatrywania się z bezwstydnym zauroczeniem tryskającym z niebieskich oczu.
Zechciał poddać się atmosferze tańca, pozbyć się ograniczających szat, ująć jego twarz w dłonie i... Cóż. Niczego z tego nie mógł zrobić i powstrzymał się ostatkiem sił, właściwie w półkroku, gdy już był przy Eriku, gdy wyciągał ręce, aby nie wypuszczać go już z objęć. Zamiast tego zarzucił mu na ramiona marynarkę i pelerynę od munduru Brygady Uderzeniowej, które przykro przypominały o obowiązkach jakie pełnił dzisiaj, poświęcał czas dla bezpieczeństwa ich wszystkich, oh, na Morganę, jak mu się serce wyrywało do tego mężczyzny.
Wziął głeboki oddech, czując że pieką go policzki.
- Gratuluję - powiedział w końcu, a własny głos wydał się obcy, zachrypnięty, zbyt cichy - Obowiazki obowiązkami, ale taniec i chociaż łyk czegoś mocniejszego nie mogą cię ominąć. - złapał za dłonie Figg, jak i Longbottoma i poprowadził ich, dziwnie umiejętnie jak na siebie w rytm kobiet tańczących przy palu.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦