Słyszał siebie, bardzo głośno i wyraźnie. Oprócz tego oczywiście uważał, że wcale nie brzmiał nierozsądnie i wszystko było w jak najlepszym porządku, jeśli chodziło o prowadzoną przez niego narrację. Trochę go poparzyło no i co? Zaraz się wyleczy, wszystko wróci do normy i w sumie to pewnie o całej sprawie zapomni.
W innym przypadku pewnie gotowy był stwierdzić, że to zmartwienie definitywnie działało mu na nerwy, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby jej przydarzyła się podobna rzecz, martwiłby się dokładnie tak samo. Żądałby odpowiedzi, powodów, wytłumaczeń… wszystkiego, co mogłoby poznać sprawę i rozwiązać jej ewentualne problemy. Może dlatego był o wiele łagodniejszy, niż w obecności innych.
— Maledictus — odpowiedział, nie zamierzaj kryć przed nią prawdy. — Wiesz co to? To kobieta, która cierpi na klątwę. Zaszczepia w ciele czarnomagiczne stworzenie. Jakąś jego esencję, która przejmuje nad ciałem kontrolę od czasu do czasu, głównie w chwilach dużych emocji. Bestia uwalnia się, a potem wraca do środka, ale z czasem napady są częstsze i trwają dłużej. Ten konkretny? Dla niego nie było już powrotu. Zmienił się w jakąś okropną ropuchę, więc próbowałem skrócić jego męki. Kiedy maledictus przemieni się permanentnie, nie ma dla niego powrotu. I ratunku — wytłumaczył, najlepiej jak umiał. Klątwy nie były jego specjalnością, ale ta konkretna dotyczyła stworzeń. Co prawda tych, których już nie było na ich świecie, ale wciąż istniały w legendach. — Była pokryta jakimś śluzem i szlamem, co w połączeniu z gorącymi źródłami, w których się moczyła, zaowocowało nieprzyjemnymi oparami. Stąd się wzięły moje bąble — uśmiechnął się do niej słabo, ale zaraz ten wyraz rozszerzył się, a Leviathan nawet zaśmiał krótko.
— To nie szkodnik. To niuchacz — pochylił się i otworzył drzwiczki kenela. Niewielkie stworzonko, które przypominało kreta, wyjrzało z niego nieufnie. Następnie mag sięgnął do bagażu, z wierzchniej kieszeni torby podróżnej wyciągając niewielkie puzderko. — To maść. Nakładałem ją rano — bo może nie traktował swoich obrażeń przesadnie poważnie, ale jednocześnie chciał się ich pozbyć jak najszybciej.