W przeciwieństwie do Samuela, Dani nieszczególnie obchodziło to, co wypada a co nie. Tym bardziej, że Beltane rządziło się swoimi prawami i nawet najbardziej konserwatywni czarodzieje wiedzieli, że tego dnia ich nie mają prawa wyrażać sprzeciwu wobec tak silnej magii. Całkowicie zatracona w tańcu, jej gesty i ruchy aż kipiały od nadmiaru emocji. W tym momencie nie istniało nic poza nią, Samuelem i muzyką. Co jakiś czas w naturalny i niewymuszony sposób pozwalała sobie na przysunięcie się bliżej Carrowa, by móc objąć go dłońmi za szyję.
- W takim razie powinniśmy częściej działać razem.- odpowiedziała, a kącik jej ust delikatnie uniósł się ku górze. Być może nieszczególnie wierzyła w los i przeznaczenie, jednak ani przez moment nie zwątpiła w Samuela. Doskonale wiedziała, że gdyby nie on, całe Beltane obchodziłaby z duszą na ramieniu, świadoma tego, co może wydarzyć się po zmierzchu. Obecność Samiego sprawiła, że wspomnienie tegorocznych obchodów zapisało się w jej pamięci jako coś niepowtarzalnego; i tego nikt, nawet Voldemort nie był w stanie jej odebrać.
- No wiesz co, Sami? A już miałam nadzieję, że będziesz pierwszy, któremu się uda. - oznajmiła z udawanym rozczarowaniem; szybko jednak roześmiała się, co tylko potwierdziło, że sobie żartuje. - A ja... - zaczęła, na moment zwalniając taniec, by przysunąć się bliżej i ponownie objąć go za szyję. -... dam Ci błyszczeć razem ze mną.
Spędzenie reszty nocy gdzieś w oddali, gdzie w ciszy, pod gołym niebem mogliby snuć plany dotyczące podróży, co jakiś czas popijając wino brzmiało jak idealne dopełnienie tego dnia. Na dobrą sprawę, to nawet nie musiało być wino, w myśl że Sami unikał alkoholu jak ognia - wystarczyłaby herbata. To jednak musiało poczekać.
Kiedy po raz kolejny obracała się wokół własnej osi, dostrzegła w tłumie czarodziejów charakterystyczną, kędzierzawą czuprynę, którą znała aż za dobrze. Zmarszczyła lekko brwi, lekkim ruchem podbródka wskazując Samowi rudowłosą czarownicę. Była upojona klimatem Beltane, ale nie na tyle, by mieć zwidy... prawda?
- Powiedz mi, że widzisz to co ja.- poprosiła Carrowa i nim ten zdążył zareagować, trzymając go za dłoń, pociągnęła w stronę Jacky. Kompletnie nie przeszkadzało jej, że dziewczyna jest w towarzystwie Borgina- niestety, w pewnych sprawach brakowało jej wyczucia. Posłała Stanleyowi szeroki uśmiech i bez absolutnie żadnego namysłu rzuciła się rudowłosej na szyję, bardzo mocno ją przytulając. Na przywitanie i rozmowę przyjdzie czas za chwilę.