Samuel wbrew pozorom się przejmował, szczególnie, kiedy chodziło o Danielle. Nie chciał, żeby ktoś ją oceniał przez pryzmat bliskości z nim tego dnia. Wiedział, że nie jest idealnym kandydatem dla takiej dziewczyny. W końcu pochodziła ona z porządnej rodziny, a on o swojej zdecydowanie wolał nie opowiadać, nie miał jej zbyt wiele do zaoferowania i zdawał sobie z tego sprawę. W ten jeden wieczór jednak pozwolił sobie przestać o tym wszystkim myśleć i dał ponieść chwili, która trwała w najlepsze.
- Zgadzam się, musimy powtarzać to częściej. - Był zadowolony, że i ona zauważyła, że dobrze idzie im współpraca.
- Przepraszam, że Cię zawiodłem. - Powiedział zupełnie poważnie, nie dało się ukryć, że nie był z niego najlepszy tancerz, starał się jak mógł, jednak przy swojej towarzyszce zdecydownie wymiękał. Jej dotyk był przyjemny, za każdym razem, kiedy łapała go za szyję po całym ciele przechodził mu przyjemny, ciepły dreszcz. Już miał się do niej zbliżyć, chciał ją pocałować, kiedy wypowiedziała te słowa w jego kierunku, jednak Dani coś zobaczyła.
Odsunął się od niej i przeniósł wzrok w kierunku, o którym mówiła. To musiała być Jacky. - Nic nie mówiła, że tutaj będzie. - Powiedział właściwie do siebie.
Danielle pociągnęła go w kierunku siostry. Kiedy zaczęli się do niej zbliżać zobaczył, że nie jest sama. Zamrugał, bo nie do końca wierzył w to co widzi. Nie chwaliła mu się, że kogoś poznała. W przeciwieństwie do Dani on nie przywitał Borgina szerokim uśmiechem. Przyglądał mu się uważnie, mierzył go wzrokiem, dlaczego ten typ znajdował się przy jego młodszej siostrze? - Jaqueline, kto to jest? - Zwrócił się do siostry, jakby Stanleya obok nich wcale nie było. Carrow mogła wyczuć, że Sam nie jest do końca zachwycony, rzadko kiedy zwracał się do niej pełnym imieniem.