Nigdy nie była zainteresowana klubem pojedynkowym, jakoś nie czuła prestiżu tegoż stowarzyszenia, ani ekscytacji na myśl, że ma rzucać w kogoś zaklęcia, a ten ktoś w nią, w jakichś konkretnych odległościach od siebie, w ustalonej kolejności, z ukłonami i co oni tam jeszczeieli za inne zasady. Może i było to przydatne do pewnego praktycznego stopnia: tego, w którym ćwiczysz swój refleks i utrwalacz niektóre zaklecia, ale praca aurora była nieprzewidywalna i zdecydowanie nie honorowa.
– Nie zdziwiłoby mnie to – odpowiedziała, kiedy Atreus stwierdził, że może chodzi tylko o pelerynkę.
– Taak, a potem nazywasz innych żmijami i skarżypytami, bo wyszli z tego samego założenia. Niezłe podwójne standardy, Bulstrode – stwierdziła nieco od niechcenia, bo to, że pognał do Brenny jej opowiedzieć, że się pobił z kumplem, dowiedziała się właśnie od niej. Wyciągnięty i wycelowany w nią palec zupełnie zignorowała. – Owszem, a to są właśnie efekty – stwierdziła, patrząc przy tym na Brennę. Uśmiechnęła się do niej krótko, zdecydowanie delikatniej, w kontraście do słów, które chwilę temu wypowiedziała do Atreusa. – Próbowałam ci wytłumaczyć rano, że takie podejście skazane jest na sromotną porażkę i w sumie śmieszne, że cię to dogoniło tak szybko – rzuciła i przygryzła usta, nadal próbując powstrzymać śmiech, ale nie udało jej się takich tików, gdy kąciki jej ust próbowały się unieść do góry, kiedy starała się nad nimi zapanować. Bawiło ją to tylko dlatego, że to wszystko wybuchało Atreusowi w twarz po tej jakże idiotycznej deklaracji. Ale nie śmieszyło ją to, że to mogło z tego miejsca polecieć znacznie dalej i odbić się na Brennie. I jak tak tego słuchała, to zaczynała sobie myśleć, że być moze powinna porozmawiać z matką Brenny jako strona teoretycznie zainteresowana, żeby to Brenna nie wychodziła na jakąś zapatrzoną w Atreusa idiotkę, która wierzy w każde jego słowo, gdy tylko zaprzeczy. Że być może powinna napisać jakiś list do swojej rodziny, żeby nie wyciągnęli bardzo błędnych wniosków i nie zaczęli działać w tym zakresie.
– Czy masz rozum i godność człowieka? – rzuciła pierwsze, co jej przyszło do głowy, a o co mógł lub nie mógł zapytać się go Godryk Longbottom.