– Mogło mi wylecieć z pamięci – mruknęła do Brenny, nim powróciła uwagą do sprawcy tego zamieszania. – Nie z wyboru, nawet nie wiedziałam, że taka plotka powstała, to po pierwsze. A po drugie, nie możesz go winić, że po tej plotce chciał ze mną wyjaśnić kilka kwestii, bo nie był pewien, na czym stoi – zmierzyła Atreusa wzrokiem, bo jak zwykle patrzył tylko na siebie, a tak się składało, że owszem, plotka nie dotyczyła tylko jego – a ich obojga i rezonowała też na inne osoby, czy tego chcieli czy nie. – Próbowałam tłumaczyć i chyba poległam, bo nic nie dotarło – westchnęła teatralnie. – Próbowałam tłumaczyć na przykładach, żeby do twojej skacowanej głowy i wykrętów logicznych coś dotarło. Co, masz ochotę na rundę drugą? – owszem, miała ochotę mu walnąć w którymś momencie i nawet przyznała mu to na głos. A choć część tej rozmowy powtórzyła Brennie, to darowała sobie te komentarze o „nieporządnych kobietach” i tak dalej. To był wykład i tyrada – żeby nie mówił o Brennie, że jest nieporządna. Atreus albo bardzo wygodnie to sobie pominął w głowie, albo zmiksował dwie części tamtego spotkania.
– Bulstrode, ty mnie czasami naprawdę porażasz w swojej niedomyślności – postukała palcami o stolik. – Ty pytasz, jaki mamy wiek, a chyba zapomniałeś o zwyczajach naszych rodzin i zamiłowaniu do aranżowanych małżeństw – powiedziała rzeczowo, bo akurat pytanie, jakie zadał mu Godryk, nie wydało jej się ani trochę dziwne. Dziwne było to, że on się tego nie spodziewał. I że nie wyłożył Longbottomowi, jak wygląda sytuacja, a zamiast tego został… no cóż, ukarany. – Przypomnij sobie te wszystkie plotki, które ci wymieniłam rano, w każdej jesteś łączony z inną kobietą, widywany jesteś poza tym z Brenną, a potem leci plotka, że masz brać ślub ze mną? Oczywiście, że zapytał, jakie masz zamiary wobec Brenny! Przyjaźnimy się od dziecka! – zrobiła przerwę, zbierając myśli. Miała zamiar mu jeszcze powiedzieć kilka słów o tym, że jego reputacja i te plotki mogą źle wyglądać w oczach Godryka, że ten pewnie martwi się o swoją wnuczkę i o jej ewentualne złamane serce, o ród Longbottomów, jeszcze do tego ten artykuł napisany miesiąc temu… Już miała otworzyć usta, by zacząć kolejną tyradę, ale wtedy do środka wpadła koperta i Victoria zmarszczyła brwi.
A potem się rozdarła i wyleciał potok słów, których zupełnie nie zrozumiała.
– Dla mnie jak jakieś posykiwanie – stwierdziła w końcu. – Tam jest chyba kolejna część…? – wskazała palcem na parapet, bo koperta, którą miała ze sobą sowa, wyglądała bardzo podobnie.