Nigdy jakoś specjalnie nie patrzyła na majętność facetów, za którymi się oglądała, ważniejsze były inne rzeczy, ale faktem było, że chłopcy w mundurze jakoś bardziej przyciągali wzrok… Teraz jednak nie wyobrażała sobie Woody’ego ani jako młodszego mężczyzny, ani jako młodszego mężczyzny w mundurze. Jakoś zbyt zaaferowana była samym tym, że wlazła samotnie na Nokturn i miała się tu spotkać… do teraz nie wiedziała nawet z kim, bo nie dostała nawet żadnego rysopisu, ani niczego.
– Lepiej znam się na ludziach niż na zwierzętach, jeśli mam być szczera – przyznała, ale pewnie już to wiedział, skoro zwrócił się do niej per „pani doktor”. – Ale coś tam wiem, tak – bo to nie było tak, że była całkowicie bezużyteczna w kwestii magicznych bestii i zwykłych zwierząt. Po przeprowadzce do Anglii w dość krótkim czasie musiała przyswoić całkiem sporo o podopiecznych Ostoi dla zwierząt, by móc chociaż trochę pomóc dziadkom, skoro już była na miejscu. W miarę sobie radziła. Nie był to poziom nie wiadomo jak profesjonalny, ale nie było też tak, że dałaby radę zagłodzić gumochłona.
– A czym się pan interesuje? – zagadnęła, skoro już sam się pan Tarpaulin pochwalił.– Z tych, to znaczy z których? – uśmiechnęła się pod nosem, ale też na moment przeniosła na mężczyznę spojrzenie swoich kocich oczu. – Ach, o to chodzi. Urodziłam się w Egipcie, moja matka jest Egipcjanką. Ale moi dziadkowie prowadzą tu pod Londynem przytułek dla zwierząt – wyjaśniła cierpliwie skąd ta jej całkowicie niecodzienna uroda, bo nie mogło chodzić o nic innego, chyba nie miał na myśli jej oczu, prawda?
Zerkała czujnie na boki, bo jednak nie czuła się tu na Nokturnie specjalnie bezpiecznie, wyglądało jednak na to, że nikt tu nie zamierzał ich niepokoić. Być może chodziło o reputację jej towarzysza… a Guinevere była całkowicie nieświadoma, że ma właśnie u boku brata kogoś, z kim kilka miesięcy temu umówiła się na randkę.
– Grimm, wielka bestia – powtórzyła. – Ładnie, pewnie mu pasuje. Ten właściciel to dawno zmarł? Psy się bardzo przywiązują do swoich ludzkich towarzyszy, zwłaszcza jak są starsze… Ale samotność na pewno mu nie służy. Myślałam, żeby go przetransportować jakoś właśnie do Ostoi. Ten dostawczak się pewnie nada… Dziadek nie będzie pytał, raczej po prostu zrobi dla niego miejsce i ucieszy się, że może pomóc – przyznała i kiwnęła głową, kiedy Woody dał jej do zrozumienia, żeby nie gadać przy Heepie o całym przedsięwzięciu. Czyli tym lepiej, że wybrali się na spacerek po tej wątpliwej w widoki okolicy. – Jest u nas jeden pies, to nie będzie sam. No i ludzie też są, zajmą się nim.