Gdyby tylko powiedział jej o swych obawach, z pewnością zrobiłaby wszystko co w jej mocy, by wybić mu to głupie myślenie z głowy. Wiedziała, że Samiemu czasem brakowało wiary w siebie (regularnie starała się dawać mu powody do zmiany myślenia), jednak to, że jego pochodzenie mogłoby stanowić dla niej problem było abstrakcyjną myślą, która przenigdy nie pojawiła się w głowie uzdrowicielki. Nie odrzucała ludzi z powodu rzeczy, na które nie mieli wpływu.
Nie zdążyła mu powiedzieć, że jej nie zawiódł i był najlepszym towarzystwem, jakie mogła sobie wymarzyć na tegoroczny sabat. Nie dodała również, że w takim razie koniecznie powinni spotykać się częściej by ćwiczyć, żeby Sammy czuł się pewniej i swobodniej, gdy otrzyma zaproszenie towarzyszenia jej w trakcie balu charytatywnego lub innego, równie wystawnego przyjęcia. Jeszcze wiele rzeczy miała mu do powiedzenia, a ich rozmowa mogłaby trwać do samego rana i dłużej, gdy nie widok, który dostrzegli.
Nie wiedziałam, że się znacie! - chciała powiedzieć w pierwszej chwili, gdy przestała wisieć na szyi Jacky. Znała Borgina jeszcze ze szkoły i choć nie utrzymywali regularnego kontaktu, zapamiętała go jako tego fajnego Ślizgona, któremu czasem pomagała z przyrodniczych przedmiotów. I pewnie zaczęłaby nawijać w typowym dla siebie stylu, zarówno do rodzeństwa Carrow jak i Stanleya, gdy nie to, że dotarło do niej imię, które zdecydowanie nie należało do rudowłosej. Zmarszczyła lekko brwi. Ale zaraz, że co?
- Nie wiedziałam, że masz siostrę bliźniaczkę. Zapoznasz mnie z nią? - palnęła głupio, dla rozładowania atmosfery. To było zwykłe nieporozumienie, które należało szybko wyjaśnić. Zarówno mina jak i słowa Jacky potwierdzały, że nie ma pojęcia, o czym mówi Borgin. Oh. Oh! Czy naprawdę Dani była jedyną, która znała Brygadzistę?
- Sammy, Stanley, Jacky.- powiedziała szybko, przedstawiając każdego każdemu. No, to sprawa załatwiona i mogą razem podzielić się tymi trzema pączkami, które kupiła wcześniej na stoisku?
Ujęła Jacky pod ramię, nie spuszczając wzroku z mężczyzn. Jej wzrok skupił się na Samie - próbowała dostrzec, w jakim nastroju jest blondyn, co być może pozwoliłoby jej odpowiednio zareagować. Póki co nic nie zapowiadało, by wspólnie mieli zjeść te pączki.
Sukces!
Zmrużyła lekko brwi, dostrzegając wzbierającą się irytację w Carrowie. Jeszcze tego brakowało, żeby się pobili...
- Sammy, wszystko okej. To tylko głupie nieporozumienie. - zaczęła spokojnym głosem, starając się zwrócić na siebie jego uwagę.