Samuel zazwyczaj był oazą spokoju. Nie miał problemu z opanowaniem. Sytuacja jednak zupełnie się odwracała, kiedy dotyczyło to jego siostry, był to jego słaby punkt. Zauważył, a był tu ledwie chwilę, że ten facet narzuca się jego siostrze. Wyczuł, że Jacky nie była specjalnie zadowolona z jego towarzystwa. Nie podobało mu się to.
Ten typ stanął przed nim, nachylił się w jego stronę, Samuel wiedział, że jest źle.
Siostra zaczęła coś mówić o tym, że facet oferował jej przekąskę, nie docierały jednak do niego wszystkie słowa. Zirytował się okropnie. Cały nastrój tego dnia gdzieś się ulotnił jakby nagle wrócił do rzeczywistości, obudził się, czy coś.
Danielle najwyraźniej znała jegomościa, Samuel sam miał wrażenie, że skądś kojarzy tę, twarz, nie interesowało go jednak teraz skąd. Liczyło się tylko i wyłącznie to, że nagabywał jego siostrę, kiedy tego nie chciała, do tego prowokował go swoją postawą. Złożył prawą rękę w pięść. No nie mógł zrobić inaczej.
Spokojnie Sam, to tylko nieporozumienie Sam... Słowa kobiet nie pomagały, raczej ich do siebie nie dopuszczał, bo decyzję o tym, że jego pięść spotka się z twarzą Stanleya podjął już wtedy, kiedy ten stanął pomiędzy nim, a siostrą. Bez zastanowienia po prostu zamachnął się, a jego pięść ruszyła w kierunku twarzy Borgina, liczył na to, że to spowoduje, że odczepi się od jego siostry.
Akcja nieudana