Theon nie był z tych, którzy mieliby sobie za zle to, że dobrze bawili się podczas święta, jakiejś imprezy, nawet bez konkretnej okazji. Człowiek musiał od czasu do czasu wyrwać się z szarej rzeczywistości. Beltane zaś okazało się stanowić do tego odpowiednią okazję. Podczas sabatu można było sobie pozwolić na nieco więcej niż normalnie.
Oczywiście nadal trzymając się pewnych granic.
- Doskonale, na coś takiego liczyłem. - błysnął uśmiechem, kiedy Stella poinformowała go o tym, że nie żałuje tego, iż przyjęła jego zaproszenie. Sam również nie żałował tego, że zjawił się tutaj właśnie z blondynką. Choć początkowo zdawało się, iż niekoniecznie dadzą radę się porozumieć, czas pozwolił im na złapanie pewnej nici porozumienia.
Czy na tyle dużej, żeby na dłużej stali się obecni w swoich życiach? Tutaj ciężko było powiedzieć coś konkretnego. Różnie to bywa.
Przez jakiś czas siedzieli pod wybranym przez Yaxleya drzewem, przy czym Theon starał się nie przesadzać z ilościami wlewanego w siebie alkoholu. Wiedział, że czeka go tego dnia (tej nocy) jeszcze trochę pracy do wykonania. Uważał jednak, żeby nie dać po sobie poznać; żeby sprawiać wrażenie, że piją ze Stellą na równi. Sporo przy tym rozmawiali na luźne tematy. Unikając tego, co byłoby bardziej istotne, cięższe. Mogłoby popsuć atmosferę, która była lekka i przyjemna.
Wreszcie Yaxley się z dziewczyną pożegnał, mówiąc że niestety, ma na ten dzień również rodzinne plany. Razem opuścili polanę, po czym każde z nich wróciło do swojego domu. Będąc z powrotem na Pokątnej, Theon skorzystał z okazji, żeby trochę odpocząć. Zregenerować siły, która na pewno będą mu potrzebne.