21.03.2023, 21:55 ✶
Lyssa przemknęła między tłumem ludzi z opuszczoną głową i spojrzeniem wbitym w ziemię, pilnując jednak, żeby przypadkiem na kogoś nie wpaść. Żeby nie zwrócić na siebie niepotrzebnej uwagi. Nie teraz, kiedy oczy szkliły jej się okropnie, a łzy powoli zaczęły spływać po policzkach. Nie chciała ich, ale im bardziej próbowała je powstrzymać, tym bardziej zdawała się pękać, jednocześnie brzydząc się wręcz tych rys na obrazie własnej osoby.
Dopiero gdy Przebiła się przez największy tłum, który gromadził się głównie w pobliżu pali, zwolniła. Spojrzała z rozżaleniem na swój wianek, który do tej pory przyciskała kurczowo do piersi, przez co był okropnie wymięty i już nie taki ładny. Nie wyrzuciła go jednak. Z jakiegoś dziwnego powodu nie mogła go tak po prostu puścić i pozbyć się go. Uniosła dłoń, jej wierzchem ocierając wilgotne policzki i zaczerwienione oczy. Pomyślała, że w tym wszystkim chyba najgorszy był fakt, że nigdy nie będzie mogła zapomnieć tego, jak ją potraktowano. Na domiar złego, bolała ją głowa. Choroba, podburzona wielowarstwowym rozczarowaniem, przykrymi słowami i bezsensownymi akcjami, które wydarzyły się tak szybko, zasypując ją w zbyt dużej mierze, teraz dawała o sobie znać. Lyssa zaczęła rozglądać się za jakimś spokojniejszym miejscem. Osamotnionym skrawkiem trawy, gdzie mogłaby przysiąść i odpocząć. Nabrać oddechu, ale usłyszała za sobą czyjść głos. Odwróciła się, sztywniejąc na moment.
- Ja... - zmierzyła Ulę zamglonym, zbolałym spojrzeniem. - To nic takiego. Po prostu... po prostu nie czuję się dobrze - wyjaśniła, uśmiechając się do niej niezręcznie i bezwiednie przyciskając wianek ponownie do piersi. W głębi serca jednak była wdzięczna, za tych parę słów.
Dopiero gdy Przebiła się przez największy tłum, który gromadził się głównie w pobliżu pali, zwolniła. Spojrzała z rozżaleniem na swój wianek, który do tej pory przyciskała kurczowo do piersi, przez co był okropnie wymięty i już nie taki ładny. Nie wyrzuciła go jednak. Z jakiegoś dziwnego powodu nie mogła go tak po prostu puścić i pozbyć się go. Uniosła dłoń, jej wierzchem ocierając wilgotne policzki i zaczerwienione oczy. Pomyślała, że w tym wszystkim chyba najgorszy był fakt, że nigdy nie będzie mogła zapomnieć tego, jak ją potraktowano. Na domiar złego, bolała ją głowa. Choroba, podburzona wielowarstwowym rozczarowaniem, przykrymi słowami i bezsensownymi akcjami, które wydarzyły się tak szybko, zasypując ją w zbyt dużej mierze, teraz dawała o sobie znać. Lyssa zaczęła rozglądać się za jakimś spokojniejszym miejscem. Osamotnionym skrawkiem trawy, gdzie mogłaby przysiąść i odpocząć. Nabrać oddechu, ale usłyszała za sobą czyjść głos. Odwróciła się, sztywniejąc na moment.
- Ja... - zmierzyła Ulę zamglonym, zbolałym spojrzeniem. - To nic takiego. Po prostu... po prostu nie czuję się dobrze - wyjaśniła, uśmiechając się do niej niezręcznie i bezwiednie przyciskając wianek ponownie do piersi. W głębi serca jednak była wdzięczna, za tych parę słów.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.