On również wolał nie brnąć w tym kierunku, widząc w tym zbyt duże ryzyko. Nie chodziło o zwyczajne zaprzeczenie temu, co miało ledwie chwilę temu miejsce. Lycoris była na tyle istotnym elementem układanki, że bezpieczniejszą opcją było zatrzymanie się przy tym, co łączyło ich do tej pory. W innym wypadku, sprawy mogłyby się różnie potoczyć. Niekoniecznie w taki sposób, którego by oczekiwali. Obydwoje.
- Ej! - zareagował, kiedy uderzyła go łokciem gdzieś między żebra. - Mówił Ci ktoś, że jesteś wyjątkowo mało delikatna? To bolało. - poskarżył się, choć nie bolało praktycznie wcale. I chyba obydwoje byli tego faktu świadomi.
Z reguły nie zagłębiał się w tego rodzaju rozważania. Nie uważał, żeby miały one przynieść jakiekolwiek pozytywy. Cokolwiek dobrego. Odpowiedzi najpewniej również by nie otrzymał, nawet gdyby poświęcił na ich poszukiwanie resztę swojego życia. A lat miał przed sobą nadal całkiem sporo. Wciąż był młody. Czasami dało się go nawet odebrać za młodszego niż w rzeczywistości. Taki charakter. Taka osobowość.
- Teraz nie wiem czy nie powinienem uznać, że mnie obrażasz. - odpowiedział. Bo komu jak komu, ale jemu zarzucać, że mógłby z czegokolwiek wyrosnąć? Na pewno jeszcze nie teraz. Gdyby zaś dodatkowo spojrzeć na to, jakim człowiekiem był ojciec Theona, nasunąć mogłaby się myśl, że ten moment nie nastąpi nigdy. Gerardowi daleko było do roli odpowiedzialnego dorosłego człowieka.
- Ostrzegałem, ryzykujesz kontuzją stopy na własne życzenie. - podkreślił, zanim zaczęli się ruszać w takt nieistniejącej muzyki. Na początku dość niezgrabnie, ale z każdą chwilą szło im odrobinę lepiej. Kiedy na twarzy Lycoris wykwitł uśmiech, nie mógł nie odpowiedzieć tym samym. Zdecydowanie zbyt rzadko się pojawiał, żeby nie zareagować. Nie zwrócić uwagi na to, jak za jego sprawą zmieniało się jej oblicze. O ile zdawała się być nagle przystępniejszą.
Przesunął rękę, poprawiając jej ułożenie i przyciągając kobietę bliżej siebie.
- I jak? Test zdany? - zapytał, kiedy przez kilka kolejnych chwil, udało mu się nie nastąpić na jej stopę. Bynajmniej nie dlatego, że tancerzem był lepszym niż twierdził. Przez cały czas starał się kontrolować swoje kroki. Zachowywać odpowiednią ostrożność. Kiedy wreszcie się odezwał, na moment tę kontrolę zarzucając, niemalże natychmiast przydepnął palce Lycoris. - Nie było pytania. Nie patrz tak na mnie. - wypuścił Lycoris z objęć, zabierając swoje ręce, układając je w obronnym geście. Bo przecież ostrzegał. Był przy tym rozbawiony. Tym jak długo udało mu się poruszać względnie poprawnie.