Wraz z Jackie zaczęły zapewniać Samiego, że nic złego się nie dzieje, Stanley nie ma żadnych złych zamiarów w stosunku do panny Carrow i to, w jaki sposób się do niej zwraca to zwykłe, głupie nieporozumienie, które bardzo szybko są w stanie wyprostować. Niestety, ich wysiłki spełzły na niczym, o czym wiedziała w chwili, gdy odczytała emocje buzujące w Samim. A później wszystko potoczyło się zbyt szybko, żeby były w stanie zareagować.
Niczym w spowolnionym tempie, obserwowała jak pięść blondyna zaciska się i kieruje w stronę twarzy Stanleya z jednym, jasno określonym zamiarem - połamania mu nosa. Chciała zareagować - nawet puściła Jackie i ruszyła w stronę mężczyzn. Co zamierzała zrobić, ciężko stwierdzić, bo ona sama nie miała na to żadnego planu. Nie zdążyła nawet dobyć własnej różdżki, gdy Borgin wykonał sprawny unik, pięść śmignęła mu koło twarzy, a on sam bez większego problemu złapał Carrowa za kołnierz. Z boku ten gest wyglądał groźnie - na tyle, że poczuła gwałtowny wyrzut adrenaliny... i złości. W pierwszej chwili na Stanleya, za to że śmiał w taki sposób potraktować Samuela; w emocjach kompletnie nie myślała o tym, że Borgin w zasadzie się tylko bronił. Później na siebie, bo przecież podejście do rudowłosej to był wyłącznie jej pomysł - gdyby na taki nie wpadła, być może właśnie byłaby w objęciach Sama, pośród tańczących par i ogromnych palenisk. Na samym końcu jej irytacja przeniosła się na samego Carrowa. Jak mógł w taki sposób zakończyć ten wspaniały i wyjątkowy dzień?
Ufała pannie Carrow i jej umiejętnościom obłaskawiania dzikich bestii, dlatego wyjaśnienie Stanleyowi ten głupiej pomyłki zostawiła właśnie jej. Ona sama stanęła pomiędzy Borginem a Samem, z twarzą skierowaną w stronę blondyna. Schowała różdżkę - ta nie będzie jej potrzebna. Pomimo, że Carrow aż kipiał ze złości, wiedziała że nie zrobi nic w jej kierunku. Dlatego niczym ten mur stała pomiędzy mężczyznami, w obawie że groźba Stanleya może się ziścić.
- Sammy, przestań. - odezwała się; jej twarz była poważna i skupiona. Dopiero po chwili wymalowała na niej typowa dla Dani łagodność. - Proszę... to naprawdę nie jest potrzebne. To tylko głupie nieporozumienie, nie warto reagować tak nerwowo, nikt na pewno nie miał nic złego na myśli. Nie kończmy tego dnia w ten sposób. - dodała. W razie gdyby ten chciał ją ominąć, była gotowa na zatrzymanie go, choć ze swoją posturą i siłą jedyne co mogłaby zatrzymać to puffki.