Nie był to jednak jego dzień. Do tego momentu wszystko szło idealnie, aczkolwiek dobra passa się skończyła. Przyszło rozczarowanie. Zazwyczaj nie miał problemu z tym, żeby przyłożyć komuś w mordę - jak widać trochę speszyła go obecność siostry i Danielle. Tak bardzo się starał, żeby trafić w Borgina, że jego strzał przeszedł bokiem. Brawo Samuel - oby tak dalej.
Zaśmiał się w głos, kiedy Stanley się do niego odezwał. Rozbawił go strasznie, myślał, że jak go złapie za fraki i burknie coś pod nosem to zrobi na nim wrażenie?
Puścił go, Samuel się otrzepał, jednak wtedy pojawiła się między nimi Danielle z tym swoim nie jest to potrzebne. No i co on miał teraz zrobić? Najchętniej by typa rozszarpał, ale niestety nie miało to teraz racji bytu. Nie zamierzał się dalej awanturować. Nie, kiedy to ona stanęła między nimi. - Dobrze.- Odparł tylko cicho w kierunku kobiety.
Spojrzał jeszcze na swoją siostrę, zobaczył, że ona próbuje rozmawiać z Borginem, co nie do końca mu się podobało, bo ten wydawał się być jakiś niezrównoważony, nazywał ją Lucy - Sam miał świadomość, że na polanie było pełno ludzi naćpanych amortencją i wolałaby jednak, żeby oni nie zbliżali się do jego niewinnej siostry. Niech ten dzień się jak najszybciej skończy.