22.03.2023, 10:53 ✶
Musnął ją w policzki ostatni powiew przywołanego przed chwilą wiatru, a później czuła już tylko gorąco. Gorąco ognia buchającego z zaczarowanych ognisk wymieszane z falą uczuć, które się przez nią przelewały. Wiedziała, że musi być bardzo czerwona, bo aż piekły ją policzki, ale nie przeszkadzało jej to ani trochę. Bo to było bardzo ludzkie, a to co ludzkie wydawało jej się niewyobrażalnie piękne. Nie była w tych kwestiach idealna, nigdy tego nie twierdziła i znała jak nikt inny poczucie niższości i wstydu, ale to wszystko co negatywne traciło na znaczeniu w takich momentach, jaki przeżywała tu i teraz. Z nim.
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Zaraz zajdzie całkowicie, a ich spowije ciemność nocy. Wieszcze mówili, że coś się miało dzisiaj wydarzyć, coś złego, coś co pozostawi po sobie wiele mrocznych myśli, ale Macmillan pamiętała o tym coraz mniej. Bo chociaż normalnie przejmowała sie aż za bardzo losami świata, w tej sekundzie całym jej światem był wyłącznie on.
- Chodź ze mną, to ci pokażę, co tkwiło uwięzione w mojej głowie.
Dała się więc zaprowadzić myślom tam, gdzie jego zaprowadziło zapewne jego wyuzdanie. Dźwięk dzwonków rozszedł się po okolicy ostatni raz (przynajmniej przez najbliższe kilkanaście minut), kiedy wszystkie razem opadły na leśną ściółkę. Sarah wykorzystała to Beltane w całej jego okazałości. Kiedy ogień w nich trochę przygasł, a i magia, która opętała jej głowę powoli się ulatniała, Macmillan nieszczególnie zmieniła cokolwiek w swoim zachowaniu. Trzymając go za rękę powiedziała:
- Cieszę się, że mogliśmy być tu lazem. - Że był przy niej dzisiaj. I że się dał unieść temu, czemu i ona oddała się bezgranicznie. - Co za wieczó’h… - Zadarła głowę do góry, poszukując widniejącej na niebie tarczy księżyca, ale to jeszcze nie był czas. Wróciła więc szybko do wpatrywania się w niego. - Jeden z tych szczególnie waltych zapamiętania.
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Zaraz zajdzie całkowicie, a ich spowije ciemność nocy. Wieszcze mówili, że coś się miało dzisiaj wydarzyć, coś złego, coś co pozostawi po sobie wiele mrocznych myśli, ale Macmillan pamiętała o tym coraz mniej. Bo chociaż normalnie przejmowała sie aż za bardzo losami świata, w tej sekundzie całym jej światem był wyłącznie on.
- Chodź ze mną, to ci pokażę, co tkwiło uwięzione w mojej głowie.
Dała się więc zaprowadzić myślom tam, gdzie jego zaprowadziło zapewne jego wyuzdanie. Dźwięk dzwonków rozszedł się po okolicy ostatni raz (przynajmniej przez najbliższe kilkanaście minut), kiedy wszystkie razem opadły na leśną ściółkę. Sarah wykorzystała to Beltane w całej jego okazałości. Kiedy ogień w nich trochę przygasł, a i magia, która opętała jej głowę powoli się ulatniała, Macmillan nieszczególnie zmieniła cokolwiek w swoim zachowaniu. Trzymając go za rękę powiedziała:
- Cieszę się, że mogliśmy być tu lazem. - Że był przy niej dzisiaj. I że się dał unieść temu, czemu i ona oddała się bezgranicznie. - Co za wieczó’h… - Zadarła głowę do góry, poszukując widniejącej na niebie tarczy księżyca, ale to jeszcze nie był czas. Wróciła więc szybko do wpatrywania się w niego. - Jeden z tych szczególnie waltych zapamiętania.
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.