22.03.2023, 12:02 ✶
Jackie się uśmiechnęła, tym razem szczerze. Wyglądało na to, że sytuacja została zażegnana. Wiedziała, że Sam pewnie nie będzie pałał do Stanleya sympatią, bo takim rozpoczęciu ich znajomości, ale z drugiej strony wcale mu się nie dziwiła. Sama nie czuła się przy nim do końca komfortowo, i szczerze powiedziawszy chętnie zakończyła by już tą całą sytuację. Mimo to trochę Stanleyowi współczuła. Była już pewna, że jego wcześniejsze zachowanie było wynikiem spożycia jakiegoś eliksiru, najprawdopodobniej Amortencji a ze słów mężczyzny wynikało, że nie była to nawet konsumpcja świadoma. Potrafiła sobie wyobrazić jak to jest - nie kontrolować własnych czynów i słów - więc nie była na niego zła.
- Miło cię poznać Stanley. Mamy Beltane, dzisiaj ze wszystkich dni, czarodzieje mogą robić rzeczy, których zwykle nie powinni. Więc to co się zdarzyło na Beltane, zostawmy na Beltane. - zaproponowała, próbując uspokoić Borgina, że nie ma do niego żalu. Żeby to jeszcze scementować, zdjęła z głowy wianek i wyciągnęła w jego stronę.
- Proszę, jeśli uda ci się go zarzucić, uznam, że wszystkie winy są wybaczone. - Zaproponowała. Tak naprawdę, po części, chciała się go odrobinę pozbyć, tak żeby odszedł od nich i dał jej nieco przestrzeni. Z drugiej strony, wiedziała jaka jest tradycja, a swoją brawurą i tym jak bronił ją przed jej własnym bratem, w jej oczach zasłużył na nagrodę.
Następnie odwróciła się w stronę Danielle i Sama.
- Pięknie tańczyliście. Wybaczcie, że wam przerwałam. - powiedziała do nich, przyglądając się obojgu bystrym spojrzeniem, a jednocześnie bawiąc się splecionymi palcami. Wiedziała, że pewnie winna jest im wyjaśnienia, w szczególności Samuelowi. Pojawiła się na święcie niezapowiedziana, po tym jak nie było jej w domu prawie przez rok. A wieści, które miała mu niedługo przekazać, nie należały do tych wesołych. To jutro, Jackie. Widzisz jaki jest szczęśliwy z Dani. Daj mu być szczęśliwym dziś wieczorem. Pomyślała.
- Miło cię poznać Stanley. Mamy Beltane, dzisiaj ze wszystkich dni, czarodzieje mogą robić rzeczy, których zwykle nie powinni. Więc to co się zdarzyło na Beltane, zostawmy na Beltane. - zaproponowała, próbując uspokoić Borgina, że nie ma do niego żalu. Żeby to jeszcze scementować, zdjęła z głowy wianek i wyciągnęła w jego stronę.
- Proszę, jeśli uda ci się go zarzucić, uznam, że wszystkie winy są wybaczone. - Zaproponowała. Tak naprawdę, po części, chciała się go odrobinę pozbyć, tak żeby odszedł od nich i dał jej nieco przestrzeni. Z drugiej strony, wiedziała jaka jest tradycja, a swoją brawurą i tym jak bronił ją przed jej własnym bratem, w jej oczach zasłużył na nagrodę.
Następnie odwróciła się w stronę Danielle i Sama.
- Pięknie tańczyliście. Wybaczcie, że wam przerwałam. - powiedziała do nich, przyglądając się obojgu bystrym spojrzeniem, a jednocześnie bawiąc się splecionymi palcami. Wiedziała, że pewnie winna jest im wyjaśnienia, w szczególności Samuelowi. Pojawiła się na święcie niezapowiedziana, po tym jak nie było jej w domu prawie przez rok. A wieści, które miała mu niedługo przekazać, nie należały do tych wesołych. To jutro, Jackie. Widzisz jaki jest szczęśliwy z Dani. Daj mu być szczęśliwym dziś wieczorem. Pomyślała.