22.03.2023, 13:22 ✶
Była gotowa osłaniać Stanleya własnym ciałem - dlatego ani na moment nie ruszyła się z miejsca, nie spuszczając wzroku z Sama. Nie dlatego, że nie wierzyła w zdolności bojowe Brygadzisty lub Carrowa - właśnie dlatego, że obawiała się jak krwawo może zakończyć się bójka. Zdarzało jej się opatrywać stłuczony nos Samiego, wiedziała do czego jest zdolny gdy chodziło o swoją siostrę, i zdecydowanie było to ostatnie, na co miała ochotę tego wieczoru.
Nie wtrącała się w rozmowę Stanleya i Jackie, całą swoją uwagę skupiając na próbie opanowania wściekłego Sama. Babska współpraca pozwoliła w miarę sprawnie ogarnąć temat - przynajmniej miała taką nadzieję.
- Na pewno? Obiecujesz? - posłała mu krótki uśmiech. Dodatkowo ujęła go za dłonie i lekko je ścisnęła, jakby tym gestem miała nadzieję, że odwróci jego uwagę od Borgina i chęci rozszarpania go. Nie puszczając go, gdzieś z tyłu usłyszała swoje imię - odwróciła głowę, posyłając Borginowi spojrzenie przez ramię.
- Cześć, Stan. Witamy w świecie żywych. - skomentowała. Odetchnęła w duchu, gdy uświadomiła sobie, że Borgin zaczął kontaktować. Trzeźwy na umyśle Stanley nie nagabywał niewinnych czarownic, a z jego słów wynikało, że wcześniejsze zachowanie było wynikiem... Czegoś. Niewiadomo czego.
- Mówiłam? Wszystko jest okej. Zaufaj mi czasem. - mrugnęła do Samiego. Jej również zależało na bezpieczeństwu rudowłosej - gdyby sytuacja faktycznie byłaby niebezpieczna, ramię w ramię z Carrowem byłaby skłonna skopać nagabywaczowi tyłek. Ale to był Stanley. Jeden z fajniejszych Ślizgonów z jej roku. Nie mogła wiedzieć, że to kwestia czasu, gdy będą zmuszeni walczyć po przeciwnych stronach.
Obserwowała, jak Jackie wręcza Stanowi wianek. To był dobry ruch.
- Powodzenia, Stan! - odezwała się entuzjastycznie, zamierzając kibicować mu we wspinaczce. W tym samym czasie Sami będzie mógł ochłonąć, a ona postara się nakłonić ich do w miarę szybkiej ewakuacji z sabatu.
Kiedy usłyszała słowa Jackie, uświadomiła sobie, że wciąż trzyma Sama za dłonie. Szybko je puściła.
- Nie przepraszaj słońce. - powiedziała szybko. Wszak to oni podeszli pierwsi. - To Sami tak prowadził, ja tylko podążałam za nim. - dodała, bardziej w celu połechtania ego blondyna. Nie chciała, by źle wspominał końcówkę spotkania. - Cieszę się, że Cię widzę! Długo tu jesteś? Szkoda, że dopiero teraz Cię zobaczyliśmy...
Nie wtrącała się w rozmowę Stanleya i Jackie, całą swoją uwagę skupiając na próbie opanowania wściekłego Sama. Babska współpraca pozwoliła w miarę sprawnie ogarnąć temat - przynajmniej miała taką nadzieję.
- Na pewno? Obiecujesz? - posłała mu krótki uśmiech. Dodatkowo ujęła go za dłonie i lekko je ścisnęła, jakby tym gestem miała nadzieję, że odwróci jego uwagę od Borgina i chęci rozszarpania go. Nie puszczając go, gdzieś z tyłu usłyszała swoje imię - odwróciła głowę, posyłając Borginowi spojrzenie przez ramię.
- Cześć, Stan. Witamy w świecie żywych. - skomentowała. Odetchnęła w duchu, gdy uświadomiła sobie, że Borgin zaczął kontaktować. Trzeźwy na umyśle Stanley nie nagabywał niewinnych czarownic, a z jego słów wynikało, że wcześniejsze zachowanie było wynikiem... Czegoś. Niewiadomo czego.
- Mówiłam? Wszystko jest okej. Zaufaj mi czasem. - mrugnęła do Samiego. Jej również zależało na bezpieczeństwu rudowłosej - gdyby sytuacja faktycznie byłaby niebezpieczna, ramię w ramię z Carrowem byłaby skłonna skopać nagabywaczowi tyłek. Ale to był Stanley. Jeden z fajniejszych Ślizgonów z jej roku. Nie mogła wiedzieć, że to kwestia czasu, gdy będą zmuszeni walczyć po przeciwnych stronach.
Obserwowała, jak Jackie wręcza Stanowi wianek. To był dobry ruch.
- Powodzenia, Stan! - odezwała się entuzjastycznie, zamierzając kibicować mu we wspinaczce. W tym samym czasie Sami będzie mógł ochłonąć, a ona postara się nakłonić ich do w miarę szybkiej ewakuacji z sabatu.
Kiedy usłyszała słowa Jackie, uświadomiła sobie, że wciąż trzyma Sama za dłonie. Szybko je puściła.
- Nie przepraszaj słońce. - powiedziała szybko. Wszak to oni podeszli pierwsi. - To Sami tak prowadził, ja tylko podążałam za nim. - dodała, bardziej w celu połechtania ego blondyna. Nie chciała, by źle wspominał końcówkę spotkania. - Cieszę się, że Cię widzę! Długo tu jesteś? Szkoda, że dopiero teraz Cię zobaczyliśmy...