22.03.2023, 13:32 ✶
Gdyby nie wiedziała, jak bardzo promienie słońca są dla Sauriela zabójcze, to może i by się przejęła tym, że ten taniec był znacznie spokojniejszy niż poprzedni jaki odbyli i od tych, jakie ludzie odtańcowywali obok nich. Ale wiedziała. Wiedziała i tym bardziej doceniała, że zjawił się tu jeszcze nim całkiem zapadł zmierzch. Nie przeszkadzało jej, że to nie był żaden konkretny taniec, hah, że to nie był ten walc (za którym też niekoniecznie przepadała, ale kiedy nie masz nic innego do wyboru na jakimś balu to dobre i to). Wystarczało jej, że po prostu byli obok siebie, bardziej na siebie otwarci niż zwykle. Nie sądziła, że ten pierścionek na jej palcu, którego nawet sam nie wybrał, zmieni tak wiele. A może właśnie nie zmienił zupełnie nic? Przecież i bez niego się dogadywali ze sobą. A może raczej: pomimo niego. Może też to nie chodziło o pierścionek, a o czar Beltane, o którym wiele się mówiło ale sporo ludzi nie wierzyło. Zwłaszcza tych, którzy siłą byli wciskani w związek i ramiona ludzi, których normalnie by nie wybrali.
Ale do plecenia wianków nikt nie zmuszał. Victoria sama wybrała, że chce go dla niego zrobić, Sauriel sam wybrał, że wespnie się na pal by go tam zawiesić, a później… sami wybrali że chcą spędzić ze sobą dzisiaj jeszcze chwilkę czasu pomimo tego, że Viki za chwilę musiała wracać do swoich obowiązków. Ale jeszcze nie teraz, jeszcze mieli swoją chwilę, by po swojemu spędzić tak wyjątkowy dla nich dzień, w którym już oficjalnie byli razem.
- Mi z tobą też – a najlepsze w tym było to, że Sauriel w ogóle nie sprawiał wrażenia mężczyzny, który potrafi tańczyć. A potrafił! Policzki Tori były teraz lekko zaróżowione od ruchu, od śmiechu i od emocji, które czuła. - Cieszę się, że mogłam pomóc – jakkolwiek ten dzień miał być dla niego beznadziejny i nie wiedziała czy mówił o całokształcie, w tym bardzo kameralnych zaręczynach u niej w domu, czy o tym, że coś zawalił i że spodziewa się… wpierdolu. Od swojego ojca? Tyle wiedziała, że ta relacja jest zajebiście napięta i toksyczna. Uśmiechnęła się do niego ciepło, gdy tak stali w tym cieniu. Jakoś ten dystans, który do siebie zwykle zachowywali, dzisiaj po prostu zaniknął. - A ja dziękuję, że jednak przyszedłeś – i że szukał rozproszenia i poprawy nastroju tutaj, przy niej, a nie w swoich klasycznych mordowniach na Nokturnie. - Mam jeszcze kilka minut, ale za chwilę będę musiała wracać na patrol – westchnęła, ale nie mogła zaprzeczyć, że podziękowania Sauriela dużo dla niej znaczyły i że w sercu wylewały sporo ciepła.
Ale do plecenia wianków nikt nie zmuszał. Victoria sama wybrała, że chce go dla niego zrobić, Sauriel sam wybrał, że wespnie się na pal by go tam zawiesić, a później… sami wybrali że chcą spędzić ze sobą dzisiaj jeszcze chwilkę czasu pomimo tego, że Viki za chwilę musiała wracać do swoich obowiązków. Ale jeszcze nie teraz, jeszcze mieli swoją chwilę, by po swojemu spędzić tak wyjątkowy dla nich dzień, w którym już oficjalnie byli razem.
- Mi z tobą też – a najlepsze w tym było to, że Sauriel w ogóle nie sprawiał wrażenia mężczyzny, który potrafi tańczyć. A potrafił! Policzki Tori były teraz lekko zaróżowione od ruchu, od śmiechu i od emocji, które czuła. - Cieszę się, że mogłam pomóc – jakkolwiek ten dzień miał być dla niego beznadziejny i nie wiedziała czy mówił o całokształcie, w tym bardzo kameralnych zaręczynach u niej w domu, czy o tym, że coś zawalił i że spodziewa się… wpierdolu. Od swojego ojca? Tyle wiedziała, że ta relacja jest zajebiście napięta i toksyczna. Uśmiechnęła się do niego ciepło, gdy tak stali w tym cieniu. Jakoś ten dystans, który do siebie zwykle zachowywali, dzisiaj po prostu zaniknął. - A ja dziękuję, że jednak przyszedłeś – i że szukał rozproszenia i poprawy nastroju tutaj, przy niej, a nie w swoich klasycznych mordowniach na Nokturnie. - Mam jeszcze kilka minut, ale za chwilę będę musiała wracać na patrol – westchnęła, ale nie mogła zaprzeczyć, że podziękowania Sauriela dużo dla niej znaczyły i że w sercu wylewały sporo ciepła.