23.03.2023, 03:13 ✶
Nie chodziło jej o wywołanie uśmiechu u tego idioty zadufanego w sobie, ale była wyjątkowo zdolna w łechtaniu cudzego ego. Czasem nawet nieświadomie, co było efektem przyzwyczajenia. I nawet jeśli brałoby ją na wymioty, Merlin jej świadkiem, uśmiechnęłaby się ślicznie, jeśli dany kontakt mógł okazać się użyteczny. Czy Christopher taki był? Nie wydawało się jej. Miał obrzydliwe spojrzenie, nieszczere i odrobinę uprzedmiotawiające, ale karty zostały rzucone. Słuchała więc, nie wchodząc mu w słowo.
- Wydaje mi się, że Pan Leach nie starał się po prostu adekwatnie do tego, czego wymagało stanowisko i nie uzupełnił odpowiednio swoich informacji. - odpowiedziała jeszcze, siląc się na kolejny, odrobinę zmieszany uśmiech, który mógł zasugerować, że kobieta nie miała wcale ochoty dalej prowadzić ten konwersacji, szukała więc ucieczki. I tak o to pojawił się Cathal, niczym nieświadomy niczego rycerz. Mogliby porozmawiać nawet o gatunkach trujących żab, bo byłoby to bardziej interesujące, niż jakiś Minister.
- Cynthia Flint. - przedstawiła się w odpowiedzi, również unosząc kieliszek i robiąc łyka alkoholu, którego słodkawy posmak przyjemnie drażnił gardło. Dobry szampan, który dawał odrobinę nadziei, na zmianę tematu. Na jego słowa kąciki ust subtelnie, ledwo zauważenie drgnęły ku górze w rozbawieniu i złośliwości, bo był produktem godnym kosza na śmieci w jej oczach. Nie każdy czystokrwisty był niestety dobrym przedstawicielem swojej spuścizny. Była wychowana w duchu tradycjonalizmu, ale kompletnie się na te tematy nie wypowiadała. - Oczywiście, nie wątpię w wiedzę na temat tradycji Pana Moora. Zajmujący mówca.
Podobnie, jak towarzyszący jej mężczyzna, zupełnie nie podejrzewała głównego przeciwnika Leacha o inteligencję, wątpiła więc, że ich kąśliwości w ogóle zauważył. Czerwone paznokcie stuknęły o kieliszek, a ona się w ogóle nie odsunęła od mężczyzny, sugerując tym samym, że preferowała jego towarzystwo. Im dłużej przyglądała się jego twarzy, tym bardziej nie mogła go skojarzyć. Nie bywał chyba często na przyjęciach tego typu. Cóż, nie było jasnowłosej sprawą, jakie wartości miał i jak chciał żyć, ale mogła spędzić wieczór znacznie przyjemniej, niż z Christopherem, bo Cathal wyglądał na kogoś, kto miał przynajmniej coś ciekawego do powiedzenia. Gdyby tylko wiedziała o Peru, to z pewnością poruszyłaby kilka poważniejszych tematów ze zwykłej, ludzkiej ciekawości.
- Myślę, że gdybanie na temat chorób Ministra nie jest właściwe, Panie Moor. Nawet jeśli nie darzy go Pan sympatią. - odpowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, delikatnym tonem głosu, nie chcąc zwracać mu uwagi zbyt dosadnie, ale jego komentarz przywołał kilka zaskoczonych spojrzeń. W towarzystwie też trzeba było znać granice, zwłaszcza tak wymieszanym. Cynthia odprowadziła go wzrokiem, wzdychając z rezygnacją. Świat był pełen idiotów.
- Miałam nadzieję, że zmieni temat. - odpowiedziała szczerze mężczyźnie, odwracając głowę w jego stronę. Kolejny łyk szampana rozbił się o jej karminowe usta. - Polityka nie leży w kręgu moich zainteresowań, jednak może tak być, że Pan Leach nabył tylu wrogów — jak Pan Moor przez to, że nie traktował z należytym szacunkiem przedstawicieli większych rodów dwudziestki ósemki. Aczkolwiek Panie Shafiq, miałam po prostu nadzieję, że poświęci kilka minut na przemyślenie odpowiedzi.
Zakończyła spokojnym głosem, używając tak dobranego słownictwa i przedstawiając taki obraz, że trudno byłoby mieć do niej pretensje o złe słowa lub o niegodne podczas takich przyjęć zachowanie. Nie chciała robić sensacji, ale chciała od Nobbyego odetchnąć — jego chorób, psucia lub niepsucia kraju.
- Wydaje mi się, że Pan Leach nie starał się po prostu adekwatnie do tego, czego wymagało stanowisko i nie uzupełnił odpowiednio swoich informacji. - odpowiedziała jeszcze, siląc się na kolejny, odrobinę zmieszany uśmiech, który mógł zasugerować, że kobieta nie miała wcale ochoty dalej prowadzić ten konwersacji, szukała więc ucieczki. I tak o to pojawił się Cathal, niczym nieświadomy niczego rycerz. Mogliby porozmawiać nawet o gatunkach trujących żab, bo byłoby to bardziej interesujące, niż jakiś Minister.
- Cynthia Flint. - przedstawiła się w odpowiedzi, również unosząc kieliszek i robiąc łyka alkoholu, którego słodkawy posmak przyjemnie drażnił gardło. Dobry szampan, który dawał odrobinę nadziei, na zmianę tematu. Na jego słowa kąciki ust subtelnie, ledwo zauważenie drgnęły ku górze w rozbawieniu i złośliwości, bo był produktem godnym kosza na śmieci w jej oczach. Nie każdy czystokrwisty był niestety dobrym przedstawicielem swojej spuścizny. Była wychowana w duchu tradycjonalizmu, ale kompletnie się na te tematy nie wypowiadała. - Oczywiście, nie wątpię w wiedzę na temat tradycji Pana Moora. Zajmujący mówca.
Podobnie, jak towarzyszący jej mężczyzna, zupełnie nie podejrzewała głównego przeciwnika Leacha o inteligencję, wątpiła więc, że ich kąśliwości w ogóle zauważył. Czerwone paznokcie stuknęły o kieliszek, a ona się w ogóle nie odsunęła od mężczyzny, sugerując tym samym, że preferowała jego towarzystwo. Im dłużej przyglądała się jego twarzy, tym bardziej nie mogła go skojarzyć. Nie bywał chyba często na przyjęciach tego typu. Cóż, nie było jasnowłosej sprawą, jakie wartości miał i jak chciał żyć, ale mogła spędzić wieczór znacznie przyjemniej, niż z Christopherem, bo Cathal wyglądał na kogoś, kto miał przynajmniej coś ciekawego do powiedzenia. Gdyby tylko wiedziała o Peru, to z pewnością poruszyłaby kilka poważniejszych tematów ze zwykłej, ludzkiej ciekawości.
- Myślę, że gdybanie na temat chorób Ministra nie jest właściwe, Panie Moor. Nawet jeśli nie darzy go Pan sympatią. - odpowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, delikatnym tonem głosu, nie chcąc zwracać mu uwagi zbyt dosadnie, ale jego komentarz przywołał kilka zaskoczonych spojrzeń. W towarzystwie też trzeba było znać granice, zwłaszcza tak wymieszanym. Cynthia odprowadziła go wzrokiem, wzdychając z rezygnacją. Świat był pełen idiotów.
- Miałam nadzieję, że zmieni temat. - odpowiedziała szczerze mężczyźnie, odwracając głowę w jego stronę. Kolejny łyk szampana rozbił się o jej karminowe usta. - Polityka nie leży w kręgu moich zainteresowań, jednak może tak być, że Pan Leach nabył tylu wrogów — jak Pan Moor przez to, że nie traktował z należytym szacunkiem przedstawicieli większych rodów dwudziestki ósemki. Aczkolwiek Panie Shafiq, miałam po prostu nadzieję, że poświęci kilka minut na przemyślenie odpowiedzi.
Zakończyła spokojnym głosem, używając tak dobranego słownictwa i przedstawiając taki obraz, że trudno byłoby mieć do niej pretensje o złe słowa lub o niegodne podczas takich przyjęć zachowanie. Nie chciała robić sensacji, ale chciała od Nobbyego odetchnąć — jego chorób, psucia lub niepsucia kraju.