23.03.2023, 03:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.05.2023, 20:46 przez Cynthia Flint.)
- Prawda? Adekwatnym jest nieustraszona. Merlin mi świadkiem, nie znam drugiej takiej, jak Brenna Longbottom, która faktycznie, poradzi sobie z każdym mężczyzną. - przyznała z nutą rozbawienia w głosie, bo przed oczyma przemknęły jej wspomnienia ze szkolnych lat, które miała wspólnie z czarownicą. Zawsze uważała, że poradzi sobie nawet ze smokiem. I chyba fakt ten z czasem dotarł do Cynthii, bo uznała chyba na drugim roku studiów, że byłaby ona zbyt odważna na jej uroczego i nieśmiałego brata. Nie była tym, czego potrzebował. Zawsze chciała mu znaleźć dobrą żonę, nie miała pojęcia o jego odkrywaniu siebie, drugiej twarzy i romansach z Fergusem, które byłyby dla niej przynajmniej szokujące, chociaż dominować mogłyby wtedy zupełnie inne emocje. Ojciec mu nie odpuści ślubu, chociażby tylko po to, aby miał dziecko, bo kobiety, córki w Magicznych Rodach służyły tylko do zwiększania ich wpływów. Nie nosili mężowie ich nazwisk panieńskich, podobnie jak nie robiły tego dzieci. Mężczyzna wyglądał jednak na szczęśliwego, zadowolonego z obecnego stanu swoje życia i jego siostra bliźniaczka nie mogła prosić o nic więcej. Uśmiechnęła się krótko na jego słowa, przyglądając się badawczo jego twarzy.
- Powinieneś się położyć, poleciłam skrzatce przygotować Twoją sypialnię. Wolałabym doglądać Cię sama, podać eliksiry w razie potrzeby. Wyglądasz na zmęczonego braciszku. - powiedziała z troską i zaniepokojeniem w głosie, z odrobiną dezaprobaty w oczach na tłumienie ziewnięcia, które poza funkcją okazywania zmęczenia bądź znudzenia, było także sposobem na obniżenie ciśnienia. Obserwowała chwilę kominek, gdy jadł, bo nie chciała się aż tak przyglądać. Na słowa o szaleństwie tylko uśmiechnęła się z niedowierzaniem, kręcąc głową następnie na te, gdzie była mowa o ukatrupieniu i książek. - Niech się nie martwi, ukatrupię was tylko wtedy, jak wpadniecie w kłopoty, z których nie będę mogła was wyplątać. Mam dużo znajomych w Ministerstwie, ale wskrzeszać jeszcze nie umiem. Chyba że jako śliczne Infernusy.
Wzruszyła niewinnie ramionami, a brzmienie jej głosu sugerowały trochę żartu, trochę powagi. Zresztą, Cas doskonale wiedział, że stanęłaby dla niego na głowie, poruszając niebo i ziemię, gdyby tego potrzebował. Nawet jeśli byli słońcem i księżycem. Dostrzegała, jak opadają mu powieki, co wywołało kolejne westchnięcie, gdzieś pomiędzy jedzeniem kanapki. Na jego pytanie ściągnęła brwi i przekręciła głowę na bok, przyglądając mu się z zaskoczeniem. - Nie mam czasu na takie głupoty jak spotykanie się z kimś. Czasem wyjdę na wino z Fergusem, czasem z Victorią czy Louvainem.
Jej życie towarzyskie było ubogie, smutne. Odcinała się od większości ludzi, nie pozwalała sobie na głębokie więzi. Owszem, była towarzyska i umiała się dostosować, ale nie było to szczere, nie miało szansy na przemianę w coś prawdziwego. Zmieniała się też przez pracę z Lycoris. Nigdy nie była zakochana, nie wierzyła chyba nawet w miłość.
- Nie mogę wziąć urlopu Castiel teraz, dużo jest pracy i Panna Black by mnie rozniosła. Ostatnio nawet wysyłają nas do Munga. - wyjaśniła ze spokojem, nie bardzo chcąc wchodzić w temat związany ze śmierciożercami, mordowaniem szlam czy innymi, jakże dziwnymi wypadkami, które niosły za sobą trupy. Z jednej strony to dobrze, mogła więcej się uczyć, być lepsza w swoim fachu. - Może któreś popołudnie, możemy trochę wypłynąć? Zresztą, ojciec ostatnio pytał, czy nie chcemy mu towarzyszyć podczas podróży.
Cynthia od śmierci matki jakoś podświadomie unikała wody czy statków, chociaż umiała pływać i przecież doskonale sobie z nią radziła, podobnie, jak brat. Nie chciała go rozczarować lub mu odmawiać, oczywiście znalazłaby czas, gdyby dał jej konkretny termin.
- Wszystko w porządku? Wydajesz się trochę nieobecny. To zmęczenie? - zapytała po dłuższej chwili ciszy, wstając z fotela. Nachyliła się nad nim, opierając swoje czoło o jego. Delikatnie ciepłe, ale nic poważnego. - Wiesz, że to działa w dwie strony Castiel? Zawsze będę, gdy będziesz mnie potrzebował, ale na kolację jesteśmy umówieni w przyszłą środę, akurat mam wolny wieczór.
Jej też było szkoda, że nie byli już ze sobą tak blisko, jak kiedyś. Oczywiście nie wątpiła w jego miłość czy lojalność, ale wiedziała, że coś się zmieniło. Nie podejrzewała jednak, że głównym powodem odsunięcia się, była właśnie miłość. - Nie będziesz spał na fotelu, masz gotowy pokój.
Castiel doskonale wiedział, że nie warto było z siostrą dyskutować, gdy ta się na coś uprze i faktycznie, po krótkiej konwersacji, którą przerywało częste ziewanie, blondynka wygoniła go do odświeżonej przez skrzata domowego sypialni. Nie było sensu, żeby się męczył.
- Powinieneś się położyć, poleciłam skrzatce przygotować Twoją sypialnię. Wolałabym doglądać Cię sama, podać eliksiry w razie potrzeby. Wyglądasz na zmęczonego braciszku. - powiedziała z troską i zaniepokojeniem w głosie, z odrobiną dezaprobaty w oczach na tłumienie ziewnięcia, które poza funkcją okazywania zmęczenia bądź znudzenia, było także sposobem na obniżenie ciśnienia. Obserwowała chwilę kominek, gdy jadł, bo nie chciała się aż tak przyglądać. Na słowa o szaleństwie tylko uśmiechnęła się z niedowierzaniem, kręcąc głową następnie na te, gdzie była mowa o ukatrupieniu i książek. - Niech się nie martwi, ukatrupię was tylko wtedy, jak wpadniecie w kłopoty, z których nie będę mogła was wyplątać. Mam dużo znajomych w Ministerstwie, ale wskrzeszać jeszcze nie umiem. Chyba że jako śliczne Infernusy.
Wzruszyła niewinnie ramionami, a brzmienie jej głosu sugerowały trochę żartu, trochę powagi. Zresztą, Cas doskonale wiedział, że stanęłaby dla niego na głowie, poruszając niebo i ziemię, gdyby tego potrzebował. Nawet jeśli byli słońcem i księżycem. Dostrzegała, jak opadają mu powieki, co wywołało kolejne westchnięcie, gdzieś pomiędzy jedzeniem kanapki. Na jego pytanie ściągnęła brwi i przekręciła głowę na bok, przyglądając mu się z zaskoczeniem. - Nie mam czasu na takie głupoty jak spotykanie się z kimś. Czasem wyjdę na wino z Fergusem, czasem z Victorią czy Louvainem.
Jej życie towarzyskie było ubogie, smutne. Odcinała się od większości ludzi, nie pozwalała sobie na głębokie więzi. Owszem, była towarzyska i umiała się dostosować, ale nie było to szczere, nie miało szansy na przemianę w coś prawdziwego. Zmieniała się też przez pracę z Lycoris. Nigdy nie była zakochana, nie wierzyła chyba nawet w miłość.
- Nie mogę wziąć urlopu Castiel teraz, dużo jest pracy i Panna Black by mnie rozniosła. Ostatnio nawet wysyłają nas do Munga. - wyjaśniła ze spokojem, nie bardzo chcąc wchodzić w temat związany ze śmierciożercami, mordowaniem szlam czy innymi, jakże dziwnymi wypadkami, które niosły za sobą trupy. Z jednej strony to dobrze, mogła więcej się uczyć, być lepsza w swoim fachu. - Może któreś popołudnie, możemy trochę wypłynąć? Zresztą, ojciec ostatnio pytał, czy nie chcemy mu towarzyszyć podczas podróży.
Cynthia od śmierci matki jakoś podświadomie unikała wody czy statków, chociaż umiała pływać i przecież doskonale sobie z nią radziła, podobnie, jak brat. Nie chciała go rozczarować lub mu odmawiać, oczywiście znalazłaby czas, gdyby dał jej konkretny termin.
- Wszystko w porządku? Wydajesz się trochę nieobecny. To zmęczenie? - zapytała po dłuższej chwili ciszy, wstając z fotela. Nachyliła się nad nim, opierając swoje czoło o jego. Delikatnie ciepłe, ale nic poważnego. - Wiesz, że to działa w dwie strony Castiel? Zawsze będę, gdy będziesz mnie potrzebował, ale na kolację jesteśmy umówieni w przyszłą środę, akurat mam wolny wieczór.
Jej też było szkoda, że nie byli już ze sobą tak blisko, jak kiedyś. Oczywiście nie wątpiła w jego miłość czy lojalność, ale wiedziała, że coś się zmieniło. Nie podejrzewała jednak, że głównym powodem odsunięcia się, była właśnie miłość. - Nie będziesz spał na fotelu, masz gotowy pokój.
Castiel doskonale wiedział, że nie warto było z siostrą dyskutować, gdy ta się na coś uprze i faktycznie, po krótkiej konwersacji, którą przerywało częste ziewanie, blondynka wygoniła go do odświeżonej przez skrzata domowego sypialni. Nie było sensu, żeby się męczył.
Koniec sesji